Prowokacja Platformy w Gdańsku. Skończyli „konsultacje” w sprawie ulicy Lecha Kaczyńskiego

To miała być najważniejsza sprawa dla tysięcy mieszkańców dzielnicy Przymorze Wielkie. Radni Platformy Obywatelskiej, którzy domagali się konsultacji w sprawie zmiany nazwy ul. Lecha Kaczyńskiego, grzmieli, że są wręcz zasypywani prośbami od gdańszczan chcących natychmiastowego wyrzucenia śp. Prezydenta z przestrzeni publicznej miasta.
Akcja Platformy Obywatelskiej
Jak argumentował na sesji rady miasta szef klubu KO Cezary Dowbor-Śpiewak „radni Prawa i Sprawiedliwości boją się pytać mieszkańców o zdanie w sprawie zmiany nazwy”.
- Tego pytania politycy Prawa i Sprawiedliwości bali się w 2018 roku, tego pytania politycy PiS boją się dzisiaj. Dlatego, że znają odpowiedź. Dlatego, że wiedzą, że mieszkanki i mieszkańcy tej części miasta nie chcą ul. Prezydenta Lecha Kaczyńskiego – powiedział.
Klapa konsultacji
Konsultacje okazały się potężną klapą. Mimo, że sprawa była bardzo mocno nagłaśniana w mediach, głosowanie trwało aż trzy miesiące a działacze związani z władzą zachęcali ludzi do udziału, wypowiedział tylko się co dziesiąty uprawniony mieszkaniec dzielnicy.
Jak podają gdańscy urzędnicy, do głosowania uprawnionych było 25 tys. osób. Mieli do wyboru trzy opcje: pozostawienie ul. Lecha Kaczyńskiego, powrót do dawnej, czczącej komunistyczny oddział walczący w Hiszpanii nazwy Dąbrowszczaków a także „neutralną” ul. Nowy Dwór. Chętni mogli wpisać swoje autorskie propozycje.
Stanowisko można było wyrazić elektronicznie lub tradycyjnie, wypełniając papierowy formularz.Jak przekazała Marta Formella z UM, w konsultacjach wzięły udział 2622 osoby. 1632 mieszkańców oddało głos online. 20 firm i instytucji skorzystało z formuły elektronicznej. 970 formularzy złożono w wersji papierowej. Kiedy spłyną wszystkie głosy oddane na piśmie, konsultacje zostaną zamknięte.
PiS przestrzegało przed podgrzewaniem atmosfery
Przeciwko konsultacjom byli radni Prawa i Sprawiedliwości. Na radzie miasta przemawiał też poseł Kacper Płażyński, który podkreślił, że prezydent Lech Kaczyński był związany z Gdańskiem. Wśród jego zasług dla miasta wymienił m.in. stworzenie Katedry Prawa Pracy na Uniwersytecie Gdańskim, a także działalność w solidarnościowym podziemiu.
- Dzisiaj chcecie państwo rozpętać jakieś demony, jakieś dyskusje nad tym, czy prezydent Polski, który miał taki życiorys, w takim mieście jak Gdańsk powinien mieć swoją ulicę. Czy to ma sens? Komu to pomoże i w czym to pomoże? - pytał poseł i stwierdził, że "nie rozumie tej motywacji".
Dziś wiadomo już, że żadnego sensu akcja Platformy nie miała.