Rząd „rozwiązuje” problem wypadków na kolei batem na kierowców. Zamiast audytu i służb będzie kolejna represyjna ustawa

Kiedy w ostatnich miesiącach opinia publiczna z niepokojem śledziła kolejne niebezpieczne incydenty na kolei, a eksperci apelowali o pilny audyt przejazdów, przegląd procedur PKP PLK czy twardą weryfikację ewentualnych wątków dywersyjnych ze strony służb specjalnych, wielu liczyło na systemową odpowiedź państwa.
Odpowiedź nadeszła we wtorek, 15 września. Rada Ministrów przyjęła przygotowany przez resort Dariusza Klimczaka projekt nowelizacji Prawa o ruchu drogowym oraz innych ustaw (druk UD469). Przekaz jest jasny: winni są wyłącznie kierowcy, a rozwiązaniem ma być zaostrzenie represji.
Błyskawiczny automat: 3 miesiące bez prawka
Sednem rządowego projektu jest przeniesienie mechanizmu znanego z przekroczenia prędkości o 50 km/h w terenie zabudowanym wprost na tory kolejowe. Uprawnienia będzie można stracić w trybie czysto administracyjnym: na 3 miesiące, z decyzją starosty wydawaną niezależnie od postępowania w sprawie o wykroczenie.
Policja zatrzyma prawo jazdy na miejscu za:
-
Wjazd na przejazd przy czerwonym świetle (lub dwóch na przemian migających sygnałach czerwonych);
-
Objeżdżanie opuszczonych zapór lub półzapór – także wtedy, gdy ich opuszczanie dopiero się rozpoczęło lub gdy szlabany są w trakcie podnoszenia;
-
Wjazd za sygnalizator, gdy po drugiej stronie nie ma miejsca do kontynuowania jazdy (sytuacja utknięcia pojazdu między rogatkami).
Dodatkowo rząd dokłada zaostrzenie Kodeksu karnego. Obligatoryjny (a nie fakultatywny, jak dotychczas) zakaz prowadzenia pojazdów ma wynosić minimum 3 lata za spowodowanie katastrofy w komunikacji oraz minimum rok za sprowadzenie jej bezpośredniego niebezpieczeństwa: nawet jeśli nie doszło do żadnego wypadku.
Papierowa recepta na realne zaniechania
Choć oczywiście nikt przytomny nie broni kierowców, którzy omijają opuszczone rogatki czy wjeżdżają pod nadjeżdżający pociąg. Skrajna nieodpowiedzialność zasługuje na twarde sankcje. Rzecz w tym, że rządowa propozycja pachnie klasyczną PR-ową ucieczką do przodu.
Zamiast odpowiedzi na fundamentalne pytania o:
-
tempo modernizacji i likwidacji najniebezpieczniejszych przejazdów kategorii D,
-
stan techniczny urządzeń sterowania ruchem i awaryjność samoczynnych sygnalizacji,
-
realne zabezpieczenie kluczowych węzłów komunikacyjnych przed zagrożeniami asymetrycznymi,
rząd woli zadekretować bezpieczeństwo na papierze. W logice koalicji rządzącej wystarczy uchwalić przepis, by z dnia na dzień zamknąć temat zaniedbań infrastrukturalnych. Czy to zadziała? Oczywiście, że nie. Nie będzie jednak można pisać, że rząd nic nie zrobił.
Gotowy scenariusz polityczny
W projekcie UD469 kryje się jeszcze jeden, doskonale znany mechanizm polityczny. Wrzucenie do debaty nośnego hasła „odbierania praw jazdy piratom” tworzy wygodny poligon narracyjny. Jeśli ustawa przejdzie przez parlament, obóz władzy ogłosi wielki sukces.
Jeśli jednak projekt napotka na uzasadnione wątpliwości konstytucyjne czy prawne i trafi pod weto prezydenta, machina propagandowa natychmiast wskaże „winnego” każdego kolejnego wypadku na torach.
Zamiast twardego państwa dbającego o strategiczne bezpieczeństwo dostajemy kolejny doraźny bat podatkowo-mandatowy. Pytanie tylko, czy od samego zaostrzania kar polska kolej rzeczywiście stanie się bezpieczniejsza.
źr. wPolsce24









