ROZMOWA WIKŁY: Niemcy chcieliby zastąpić polskich posłów robotami
Jak podkreśla w programie Rozmowa Wikły były szef MON, obecna ekipa doprowadza nasze państwo do bankructwa, a sami rządzący zdają się tego nie zauważać, w najlepsze się ciesząc i tańcząc. Fakty są jednak nieubłagane – po zaledwie dwóch miesiącach deficyt budżetowy sięgnął niemal 50 miliardów złotych, a szacunki ekonomistów wskazują, że marzec może zamknąć się kwotą grubo powyżej 80 miliardów.
Zamiast inwestycji, unijne środki są przeznaczane wyłącznie na łatanie tej gigantycznej dziury i ratowanie płynności finansowej państwa. Co gorsza, wpływy z VAT spadły drastycznie (o 1/4), co budzi uzasadnione obawy o wielki powrót mafii VAT-owskich, które w czasach poprzednich rządów PO-PSL wyprowadziły z budżetu ponad 250 miliardów złotych.
„Niemiecka chwilówka” zamiast polskiego bezpieczeństwa
Szukając rozpaczliwie ratunku dla swoich niekompetentnych rządów, koalicja decyduje się na mechanizmy skrajnie niekorzystne i uzależniające nas od zagranicy. Tymczasem europejskie fundusze to w rzeczywistości „niemiecka chwilówka” oprocentowana co najmniej na 3%, którą Polacy będą musieli spłacać przez najbliższe 45 lat. Jak zauważa Mariusz Błaszczak, jest to projekt czysto polityczny, a nie ekonomiczny, polegający na warunkowości i uzależnieniu Polski od decyzji zapadających poza naszymi granicami.
Doskonałą, suwerenną alternatywą gwarantującą modernizację polskiego wojska jest projekt prezydenta Karola Nawrockiego i prezesa NBP Adama Glapińskiego – tzw. „Polski sejf 0%”. Niestety, ten bezpieczny dla państwa projekt jest zamrażany przez większość sejmową po usłyszeniu ultimatum z Berlina.
Co więcej, mityczna "siła" Donalda Tuska w Europie okazała się kompletną fikcją – Europejska Agencja Celna, która miała powstać w Polsce, ostatecznie trafi do Francji lub Włoch.
Doktryna Neumanna, cenzura i mroczne afery PO
Aby ukryć swoją uderzającą niekompetencję, koalicja rządząca ucieka od odpowiedzialności, stosując w parlamencie jawną cenzurę. Projekty Prawa i Sprawiedliwości – takie jak obniżenie podatku VAT i akcyzy na paliwa czy pilne wyjście z unijnego systemu ETS, który drastycznie winduje opłaty za ogrzewanie i energię dla polskich rodzin – zostały całkowicie zamrożone przez marszałka Włodzimierza Czarzastego, który działa niczym gorliwy towarzysz partyjny.
Rządzący panicznie boją się krytyki, czego dowodem jest procedowany projekt zmiany regulaminu ("Lex Bogucki"), mający na celu odebranie głosu w Sejmie przedstawicielowi prezydenta RP, ministrowi Zbigniewowi Boguckiemu, który dotychczas bezlitośnie punktował błędy i obelgi władzy.
W tle tych autorytarnych działań ukrywane są mroczne i skrajnie patologiczne sekrety. Błaszczak przypomina o wstrząsających aferach w strukturach Platformy Obywatelskiej, wymieniając wprost pedofilię i zoofilię w dolnośląskich oddziałach partii.
Politycy PO uciekają od niewygodnych pytań dziennikarzy, chronieni parasolem układów i tzw. "doktryną Neumanna", dającą swoistą bezkarność swoim ludziom. Dowodem na demontaż państwa prawa w imię tej bezkarności jest sytuacja, w której polityk powiązany z PO unika kary za akty pedofilskie tylko dlatego, że w składzie orzekającym zasiadał sędzia powołany przez prezydenta, bezprawnie okrzyknięty przez obecną władzę "neosędzią".
Rządzący mają też jasne priorytety celowe: z jednej strony przywracają wysokie przywileje emerytalne byłym funkcjonariuszom komunistycznej bezpieki (UB i SB), stanowiącym ich bazę wyborczą, a z drugiej – bezpardonowo atakują zasłużonego pilota Wojska Polskiego - żonę marszałka Szymona Hołowni, by politycznie ukarać go za próbę oporu.
Igrzyska i roboty zamiast poważnego państwa
Czym zatem zajmuje się polski parlament w czasie, gdy na wschodzie toczy się wojna, a Polacy martwią się o rosnące lawinowo koszty życia? Zamiast pochylić się nad rachunkami obywateli, Sejm debatuje nad nadaniem "osobowości prawnej rzece Odrze" i zachwyca się robotem biegającym po sejmowych korytarzach.
Jak ironicznie podsumował ten cyrk Mariusz Błaszczak, zastąpienie polskich posłów robotami byłoby idealnym scenariuszem dla polityków w Bundestagu, którzy mogliby je bez problemu zaprogramować z Berlina zgodnie z własnymi życzeniami. Obecna władza to groźny festiwal nieodpowiedzialności, medialnego zamieszania i systemowego hejtu. Jeśli ten stan letargu potrwa dłużej, rachunek za to zapłacą wszyscy Polacy.
źr. wPolsce24











