Dziś wielki protest nauczycieli pod kancelarią premiera. Już wiedzą, czy można wierzyć Tuskowi?

Protestujący wskazują na dwie konkretne daty. Pierwsza to 9 października 2023 roku, kiedy ówczesna opozycja – w tym politycy dzisiejszej koalicji rządzącej – podpisała ze Związkiem Nauczycielstwa Polskiego „Porozumienie na rzecz edukacji”. Dokument zakładał m.in. powiązanie wynagrodzeń nauczycieli ze średnią krajową, poprawę warunków pracy i ograniczenie biurokracji.
Ależ pięknie obiecywał!
Druga data to 22 listopada 2024 roku. Podczas Krajowego Zjazdu Delegatów ZNP premier Tusk zobowiązał się publicznie, że prace nad obywatelskim projektem „Godne płace i wysoki prestiż nauczycieli” zostaną przyspieszone. „Nie będzie już zwłoki” – mówił wtedy.
Od tamtej pory projekt praktycznie nie ruszył z miejsca. Podpisało się pod nim ćwierć miliona obywateli. Trafił do Sejmu jeszcze w 2021 roku, później utknął, a po zmianie władzy – mimo zapowiedzi – nie doczekał się realnego procedowania. Zamiast systemowego rozwiązania nauczyciele dostali w tym roku trzyprocentową waloryzację, czyli podwyżkę rzędu 151–186 zł brutto. Na 2027 rok zapowiedziano podobny wskaźnik, a przypomnijmy, że inflacja osiągnęła właśnie 3,4 procenta!
Skala problemu jest widoczna w liczbach. Nauczyciel początkujący zarabia obecnie 5308 zł brutto – zaledwie nieco ponad 500 zł więcej od płacy minimalnej.
W szkołach pracuje ponad 60 tysięcy nauczycieli w wieku emerytalnym, a braki kadrowe szacuje się na blisko 11 tysięcy etatów. Młodzi coraz rzadziej wybierają ten zawód.
Niespełnione obietnice, czyli nic nowego w polityce Tuska
Protestujący zamierzają dziś przypomnieć premierowi jego własne słowa. Dla rządzących to nie tylko kwestia wizerunkowa. Środowisko oświatowe liczy ponad 700 tysięcy osób, a niezadowolenie szybko rozchodzi się wśród rodzin i znajomych. Rok szkolny zaczyna się więc nie od uroczystych apeli, lecz od kolejnego starcia o niespełnione obietnice. I wszystko wskazuje na to, że to dopiero początek.
źr. wPolsce24 za X











