Prywatna wojenka Rzecznik Praw Dziecka? Miała naciskać na sędziów i policję, byle tylko odebrać dzieci rodzicom. Szokujące doniesienia

Szokująca sprawa miała swój początek w piątek, 14 sierpnia. Jak informuje portal Zero.pl, Horna-Cieślak spacerowała tego dnia po warszawskiej Białołęce. W pewnym momencie zauważyła kobietę, która szarpała swoje dziecko, więc zwróciła jej uwagę. Ta miała jej odpowiedzieć w wulgarny sposób.
RPD podjęła działania
Ta zwykła uliczna sprzeczka miała wielkie konsekwencje. RPD podjęła bowiem szereg czynności, których efektem było odebranie rodzicom dzieci i umieszczenie ich w domu dziecka. Mimo to, że – co potwierdziły zarówno odpowiednie organy, jak i sąd – nie było ku temu realnych powodów.
Zaraz po sprzeczce RPD zgłosiła sprawę policji. W takiej sytuacji, jeśli dzieci znajdują się w niebezpieczeństwie, policja musi wydać zakaz zbliżania się do nich i nakaz opuszczenia lokalu.
Policjanci sprawdzili rodzinę i nie znaleźli żadnych podstaw, by to zrobić. Przekazali materiały do sądu rodzinnego.
Zabrali je do domu dziecka
Tego samego dnia do sędziego, który miał wydać orzeczenie, zadzwonił pracownik biura RPD, by przekonywać go o konieczności odebrania dzieci rodzicom. Jak zauważa portal, to, że strona zaangażowana w postępowanie zadzwoniła do sędziego, by przekonywać go do wydania konkretnego orzeczenia, jest mocno nietypowe.
Sąd nie znalazł jednak podstaw do odebrania dzieci, ale na wszelki wypadek nakazał w trybie pilnym przeprowadzenie wywiadu środowiskowego w rodzinie. Ten następnego dnia stwierdził to samo, co policja – nie ma ani podstaw, ani potrzeby, by odebrać im dzieci i natychmiast umieścić je w pieczy zastępczej.
Biuro RPD jednak nie zamierzało odpuścić. Kolejny telefon do sędziego również nie przekonał go do zmiany decyzji.
Horna-Cieślak poszła więc na spotkanie na posterunek policji. Oprócz RPD i policjantki uczestniczył w nim komendant stołeczny policji Krzysztof Ogroński.
Po tym spotkaniu policjantka wydała wobec rodziców nakaz opuszczenia mieszkania i zakaz zbliżanie się do dwójki swoich dzieci, w wieku 3 i 4 lat. Nie udało im się załatwić w krótkim czasie opieki, więc ich dzieci trafiły do domu dziecka.
Sąd nie miał wątpliwości
Zgodnie z przepisami sąd – którego przedstawiciel nie został zaproszony na to spotkanie – musiał ocenić zasadność podjęcia tak drastycznych środków i wszcząć z urzędu postępowanie opiekuńcze. Po przeanalizowaniu sprawy nakazał natychmiastowe oddanie dzieci rodzicom.
W czasie postępowania policjantka przyznała, że w chwili podejmowania decyzji nie widziała ani dzieci, ani rodziców. Przyznała także, że po raz pierwszy spotkała się z sytuacją, w której wobec jednej rodziny podjęto tak nadzwyczajne działania.
Przed sądem zeznawali także rodzice. Matka powiedziała, że szarpnęła dziecko, bo to nagle weszło na jezdnię, czemu RPD nie zaprzeczała. Sąd uznał, że jej zachowanie było reakcją na stres i strach o dziecko, a nie dowodem na celową agresję.
Przed sądem stanęła też Horna-Cieślak. Sąd miał wątpliwości, czy powinna występować w postępowaniu, skoro była zarówno świadkiem zdarzenia, jak i angażowała się w dalsze działania. W uzasadnieniu stwierdził, że jej zachowanie może świadczyć o próbie wykorzystania autorytetu piastowanego urzędu do przeforsowania z góry założonej, na podstawie osobistego poczucia obrażenia przez matkę małoletnich, tezy o konieczności zabrania jej dzieci.
Dwie butelki piwa
RPD nie miała jednak zamiaru odpuścić. Zwróciła uwagę na przeszłość ich ojca, który był karany, m.in. za rozbój. Sąd stwierdził, że mężczyzna odbył już karę, a popełnione przez niego przestępstwa nie były przestępstwami przeciwko rodzinie, opiece, zdrowiu i życiu dzieci. Podkreślił, że dawna karalność nie może automatycznie dyskwalifikować kogoś jako rodzica.
Horna-Cieślak miała kolejny argument – podczas czynności policja znalazła w ich domu dwie butelki piwa. Sąd uznał, że ten argument jest całkowicie chybiony i wręcz absurdalny. Zauważył, że rodzice byli trzeźwi, a policyjny pies tropiący – którego użycie też nie było normalnym środkiem – nie znalazł żadnych zakazanych substancji, więc sam fakt, że posiadali kupione legalnie piwo nie może uzasadniać tak daleko idącej ingerencji w życie rodziny. Gdyby sąd opiekuńczy miał decydować o przymusowym umieszczaniu w pieczy zastępczej wszystkich tych dzieci, w których domach rodzinnych ujawniono legalnie posiadany alkohol, to już dziś, tylko w obrębie tego wydziału, zmuszony byłby zapewne wydać tak drastyczne decyzje w setkach, o ile nie w tysiącach toczących się spraw – czytamy w uzasadnieniu.
Sędzia apeluje do RPD
Ostatecznie sąd nie miał wątpliwości, co zaszło. Ocenił, że działania podjęte wobec tej rodziny mogą nosić wyraźne znamiona przemocy instytucjonalnej, a machina państwowa i urzędowa została tu uruchomiona w sposób rażąco nieproporcjonalny do zaistniałego zdarzenia. Zauważył też, że dla tak małych dzieci rodzice są całym światem, więc pobyt w domu dziecka i nagłe odseparowanie ich od rodziców, które mogą spowodować potężną, trudną do wyobrażenia traumę, której skutki psychologiczne mogą rzutować na całe ich przyszłe dorosłe życie, nie były rozwiązaniem neutralnym.
Wielką prośbą, a wręcz gorącym błaganiem sądu jest, aby Rzecznik Praw Dziecka z taką samą żarliwością, determinacją i skutecznością zaangażowała się w realne działania na rzecz systemowej poprawy dramatycznego funkcjonowania pieczy zastępczej w Warszawie, z jaką to żarliwością zaangażowała się w podejmowanie nieformalnych, poza procesowych, i pospiesznych czynności, które w konsekwencji doprowadziły do niepotrzebnego umieszczenia tych maleńkich dzieci na ten czas w placówce opiekuńczo-wychowawczej
-zaapelował do RPD sąd w uzasadnieniu.
Jej biuro nie widzi problemu
Stołeczna policja na razie nie odpowiedziała na pytania dziennikarzy portalu. Biuro RPD przekonuje jednak, że nic się nie stało. Mimo ustaleń sądu, nadal twierdzi, że Horna-Cieślak była świadkiem stosowania silnej i gwałtownej przemocy psychicznej i fizycznej wobec małych dzieci w miejscu publicznym, a każdy, kto był świadkiem takiego zdarzenia, musi podjąć działania na rzecz ochrony dzieci.
Biuro RPD twierdzi także, że podjęto działania stosownie do swoich ustawowych kompetencji i miały one oparcie w szerokim materiale dowodowym dotyczącym dzieci. Zapytani o stanowisko sądu, urzędnicy opowiedzieli, że biuro nie komentuje rozstrzygnięć, a jeśli w jakimś wypadku się z nimi nie zgadza, to korzysta z przysługujących mu środków prawnych.
źr. wPolsce24 za Zero.pl









