Porażające! Polskie miasta wymierają w zastraszającym tempie. Gdzie jest najgorzej?

Liderzy wyludnienia
GUS wskazuje Łódź jako absolutnego rekordzistę utraty ludności (-130 tys.), Katowice straciły 46 tys., Bytom i Częstochowa po 44 tys. Procentowo najgorzej wyglądają miejscowości na Półwyspie Helskim. W ciągu ostatnich dwóch dekad Władysławowo straciło 37% mieszkańców, Hel 35%, Jastarnia 34%.
Nadmorskie kurorty ożywają tylko latem, przez resztę roku stają się swoistymi „przetrwalnikami”, w których ogromna liczba pustostanów czeka na kilka miesięcy sezonu. Jeszcze inne mechanizmy zachodzą w dużych miastach wojewódzkich, które tracą młodych na rzecz „wielkiej piątki”: Warszawa, Kraków, Wrocław, Trójmiasto, Poznań.
Dzietność i migracja
Aktualny współczynnik dzietności w Polsce spadł poniżej 1,1 w 2024 r. i jest bardzo daleki od zastępowalności pokoleń (2,1). Najwyższą dzietność w 2024 roku zarejestrowano w powiecie kartuskim (1,67) i w Siedlcach (1,50). Na drugim biegunie jest Sopot, w którym wskaźnik jest na tragicznie niskim poziomie (0,57).
Wielkie miasta „łatają” niską dzietność migrantami z prowincji i zagranicy, przyciągając głównie ofertami z rynku pracy. Regiony z niskim współczynnikiem dzietności (ang. TFR) w taki sposób tracą podwójnie: nie dość, iż notują mniej urodzeń, to jeszcze zdecydowanie większy jest w takich miejscach odpływ młodych.
Skutki dla seniorów
Wyludniające się miasta zmagają się z zamieraniem rynków pracy: mniej konsumentów to mniej pracy dla firm i usług. Najbardziej cierpią seniorzy, dla których brakuje opiekunów, sklepów i rzemieślników.
Dodatkowym aspektem jest utrata wpływów i pozycji lokalnych samorządów, co jeszcze bardziej pogłębia polaryzację na bogatą, wpływową metropolię i biedną prowincję, która pozbawiona jest szans na rozwój. Analitycy przewidują, że bez interwencji trend równomiernego dobrobytu dekad odwróci się błyskawicznie.
źr. wPolsce24 za money.pl











