Paraliż w szpitalach! SOR-y pękają w szwach, lekarze dostawiają krzesła dla rannych

Kolejki na SOR-ach i setki poszkodowanych
W Poznaniu od wczesnych godzin porannych liczba pacjentów z urazami rosła w tempie znacznie przekraczającym codzienną normę. Na SOR-ach pojawiają się głównie osoby po upadkach na oblodzonych chodnikach: z urazami głowy, stłuczeniami oraz złamaniami kończyn górnych i dolnych.
Lekarze relacjonują, że w krótkim czasie przyjęto dziesiątki, a lokalne media piszą wręcz o „szturmie” na oddziały ratunkowe.
W jednym ze szpitali tylko między godz. 6 a 8 rano zgłosiło się ponad 70 osób, podczas gdy zwykle w ciągu całej doby przyjmowanych jest około 230 pacjentów. W innym poznańskim szpitalu już rano zarejestrowano około 70 pacjentów, choć standardowo w ciągu dnia bywa ich 100–150, co pokazuje skalę nagłego obciążenia systemu.
Połamane ręce, nogi i najpoważniejsze urazy
Lekarze mówią wprost: dominują złamania i ciężkie urazy ortopedyczne, a gołoledź „łamię ludziom ręce i nogi”.
Najczęściej dochodzi do złamań nadgarstków, przedramion i kostek, ale zdarzają się też poważne złamania wieloodłamowe, wymagające skomplikowanego leczenia i operacji. Do szpitali trafiają zarówno osoby młode, jak i seniorzy, którzy szczególnie boleśnie odczuwają skutki upadków na twardej, oblodzonej nawierzchni.
Personel medyczny podkreśla, że pacjenci muszą przygotować się na wielogodzinne oczekiwanie, bo każdy przypadek wymaga diagnostyki: m.in. prześwietleń, tomografii oraz opisu badań, co dodatkowo wydłuża kolejkę. Mimo pełnego obłożenia lekarze i pielęgniarki starają się utrzymać ciągłość przyjęć i zabezpieczyć najciężej poszkodowanych w pierwszej kolejności.
Paraliż miasta i działania władz
Oblodzone ulice i chodniki doprowadziły nie tylko do setek upadków pieszych, ale też do licznych kolizji i wypadków drogowych w całej Wielkopolsce.
Policja od rana ostrzegała przed „szklanką” na drogach, a kierowcy tracili panowanie nad samochodami nawet przy niewielkich prędkościach. Sytuacja była tak poważna, że wojewoda wielkopolska Agata Sobczyk zwołała posiedzenie sztabu zarządzania kryzysowego, by koordynować działania służb i szpitali.
W części placówek ratownicy i lekarze musieli działać na granicy wydolności, dostosowując organizację pracy do nagłego napływu pacjentów. Równolegle drogowcy i służby miejskie intensyfikowały akcję posypywania ulic i chodników, jednak przy tak gwałtownym oblodzeniu efekty ich działań były odczuwalne z opóźnieniem.
Apele lekarzy do mieszkańców
Lekarze i władze apelują, by w czasie tak ekstremalnych warunków ograniczyć wychodzenie z domu do absolutnego minimum, szczególnie w przypadku osób starszych. Ci, którzy muszą wyjść, powinni założyć obuwie z antypoślizgową, chropowatą podeszwą i unikać butów na obcasie czy z gładką, śliską podeszwą, które na lodzie działają jak łyżwy.
Specjaliści przypominają też, że warto poruszać się wolniej, małymi krokami, trzymając ręce swobodnie, by łatwiej złapać równowagę. Władze miasta zachęcają, by zgłaszać najbardziej niebezpieczne miejsca – oblodzone schody, przystanki czy dojścia do szkół i urzędów – tak, by służby mogły jak najszybciej interweniować.
źr. wPolsce24 za Radio RMF FM/Onet/X











