Parafia koło Tucholi musi zapłacić 30 tys. zł za... bicie dzwonów. Proboszcz stracił zdrowie w walce o tradycję

Sąd Rejonowy w Tucholi nakazał parafii Opatrzności Bożej zapłatę 30 tysięcy złotych zadośćuczynienia jednemu z mieszkańców oraz znaczące ograniczenie używania dzwonów. Wyrok jest nieprawomocny, ale już teraz budzi ogromne emocje.
Hojny dar dla parafii zarzewiem konfliktu
Sprawa, choć dziś brzmi sensacyjnie, zaczęła się dość niewinnie. W 2010 roku parafia – dzięki hojności dwóch lokalnych darczyńców – zamówiła komplet nowych dzwonów w renomowanej Ludwisarni Felczyńskich istniejącej od ponad 200 lat! To nie był zwykły zakup. Mówimy o zestawie „lux”, odlanym w tradycyjnej tonacji Maryjnej, o łącznej wadze przekraczającej półtorej tony. Symbolika była oczywista i głęboko zakorzeniona w chrześcijańskiej kulturze: „Żywych zwołuje, zmarłych opłakuje, bohaterów sławi”.
Dzwony zabrzmiały po raz pierwszy w 2015 roku, gdy ukończono budowę wieży. I wtedy zaczęły się problemy.
Część mieszkańców uznała, że dźwięk jest zbyt intensywny. Badania zlecone przez władze powiatu wykazały przekroczenia norm – początkowo o 17,9 decybela, później o 14,6. I właśnie tu pojawia się kluczowy kontekst, który w całej tej historii łatwo gubi się w emocjach: mówimy o wartościach rzędu kilkunastu decybeli.
Dla porównania – różnica 10–20 dB to w praktyce zmiana, którą często odbieramy jako umiarkowaną. To nie jest poziom hałasu porównywalny z ruchem ulicznym czy sprzętem budowlanym. A jednak w Rudzkim Moście wystarczyło to, by rozpętać wieloletni konflikt.
Proboszcz starał się współpracować
Już w 2016 roku próbowano osiągnąć kompromis. Parafia zobowiązała się ograniczyć użycie największego dzwonu i zamontować żaluzje tłumiące dźwięk. Problem w tym, że – jak twierdzą niektórzy mieszkańcy – zamiast wyciszyć, konstrukcja skierowała dźwięk bezpośrednio na pobliskie domy. Do tego dochodziły problemy techniczne z mechanizmem, który miał precyzyjnie kontrolować czas dzwonienia.
Spór narastał. W sprawę angażowano starostwo, policję, inspekcję środowiska, a nawet – jak wynika z relacji – Watykan. Ten ostatni jasno wskazał, że używanie dzwonów jest elementem kultu religijnego i nie leży w jego kompetencjach zakazywanie takich praktyk.
Ostatecznie sprawa trafiła do sądu. Na czas procesu wprowadzono zakaz używania dzwonów. Cisza trwała miesiącami. Wyrok, który zapadł 22 maja 2026 roku, w teorii próbuje znaleźć środek: ograniczyć częstotliwość i czas dzwonienia, wprowadzić techniczne zabezpieczenia, ale jednocześnie nałożyć finansową odpowiedzialność na parafię.
Czy to rozwiązanie zakończy spór? Trudno w to uwierzyć
Ks. Wiesław Herold, proboszcz parafii, otwarcie przyznaje, że wieloletnia walka o dzwony zrujnowała jego zdrowie. Proboszcz przeszedł m.in. udar i zawał serca. Z pewnością jednak spróbuje ścieżki odwoławczej przed sądem apelacyjnym.
Sprawa ta ma wymiar znacznie szerszy niż lokalny konflikt. To kolejny przykład, jak w dzisiejszej Polsce tradycja chrześcijańska, wielowiekowe zwyczaje i prawa wspólnoty religijnej są atakowane w imię „prawa do ciszy” pojedynczego człowieka – często kosztem większości. Zwolennicy dzwonów podkreślają, że kościół istniał na spornym terenie na długo przed tym, zanim rozpoczęły się tam budowy domów jednorodzinnych.
Przeciwnik dzwonów argumentuje, że problemem jest nowa dzwonnica, która dzwoni głośniej niż wcześniejsza. Spór trwa, dzwony milczą.
- W Rudzkim Moście słyszymy dzwony z trzech innych tucholskich parafii, a nasze dzwony od prawie roku nie zostały wprawione w ruch. To bardzo przykre - mówi nam jeden z wiernych.
źr. wPolsce24











