„Bałem się. Jechaliśmy 304 km/godz.”. Kluczowe zeznania w sprawie wypadku, w którym zginęła rodzina

Świadek, który pracował jako handlowiec i odpowiadał m.in. za eksport, zeznał, że wielokrotnie podróżował służbowo z Sebastianem M. Jedna z takich podróży szczególnie zapadła mu w pamięć. Wracając z Litwy, na polskim odcinku trasy, miał zapytać kierowcę o prędkość.
Odpowiedź była szokująca – 304 km na godzinę!
– „Bałem się. Drzewa mijaliśmy tak szybko” – relacjonował przed sądem co relacjonuje portal brd24 Łukasza Zboralskiego. Jak podkreślił świadek: nigdy wcześniej ani później nie jechał samochodem z taką prędkością.
Szybko, agresywnie, bez ograniczeń
Zeznania nie dotyczą jednorazowego incydentu. Świadek opisywał styl jazdy Sebastiana M. jako szybki i agresywny. Podróże z prędkościami rzędu 200–250 km/godz. miały być normą, o ile tylko pozwalały na to warunki drogowe.
Co więcej, auto – BMW, które później brało udział w tragicznym wypadku – miało być specjalnie modyfikowane i przystosowane do osiągania bardzo wysokich prędkości. Świadek zwracał uwagę na elementy techniczne wskazujące, że nie był to zwykły samochód. Relacje te pokrywają się z wcześniejszymi ustaleniami portalu brd24.pl, do którego docierali inni świadkowie. Opisywali oni kierowcę jako osobę lekceważącą przepisy i przekonaną, że pozostaje bezkarna.
Dzień po tragedii – wyjazd jak gdyby nic
Wstrząsający jest również wątek zachowania Sebastiana M. po samym wypadku. Jak wynika z zeznań, już następnego dnia po tragedii właściciel BMW wyjechał służbowo. Spotkał się z pracownikiem i kontynuował zaplanowaną podróż, tłumacząc jedynie, że miał wypadek i że „Kia wyjechała mu na pas”. Świadek przyznał, że przejeżdżając obok miejsca tragedii, miał „ciarki”, a z doniesień medialnych domyślał się skali zdarzenia.
Dubaj i wątpliwe „interesy”
Istotny dla sprawy może być także wątek wyjazdu za granicę. Sebastian M. utrzymywał wcześniej, że nie uciekł po wypadku, lecz wyjechał do Turcji i Zjednoczonych Emiratów Arabskich w celach biznesowych.
Zeznania pracownika podważają tę wersję. Świadek, który odpowiadał w firmie za eksport, przyznał wprost, że nie wiedział o żadnych planach związanych z rynkami w Turcji czy Dubaju. Co więcej, firma nie miała tam klientów, a on sam nie słyszał o jakichkolwiek przygotowaniach do takich działań.
– „W mojej opinii nie” – odpowiedział, pytany przez prokuratora, czy deklarowane przez Sebastiana M. wyjazdy biznesowe miały pokrycie w rzeczywistości.
Wstrząsająca tragedia na A1
Sebastian M. jest oskarżony o spowodowanie wypadku w 2023 roku na autostradzie A1, w którym zginęła trzyosobowa rodzina, w tym małe dziecko. Według biegłych jego samochód poruszał się z prędkością przekraczającą 300 km/h i uderzył w prawidłowo jadący pojazd.
Nowe zeznania wpisują się w obraz kierowcy, który – jak wynika z relacji świadków – wielokrotnie ignorował ograniczenia i testował granice możliwości swojego auta.
Jak podkreśla brd24.pl, te relacje mogą mieć kluczowe znaczenie dla oceny, czy tragedia była wynikiem wynikiem jednorazowego błędu, czy konsekwencją utrwalonego, skrajnie niebezpiecznego stylu jazdy.
Tak wygląda wyprzedzenie przy 300 na godzinę
Aby odnieść prędkość pojazdu poruszającego się ponad 300 na godzinę do spokojnie jadącego auta, warto obejrzeć ten film, nakręcony na niemieckiej autostradzie. Żaden kierowca świata nie jest w stanie dostrzec takiego "pocisku" na kołach, a zwłaszcza w Polsce, gdzie maksymalna dozwolona prędkość wynosi 140 km/godz.
źr. wPolsce24 za brd24.pl











