Nie kupisz już tego samego miodu co dawniej! Unijna dyrektywa wchodzi w życie 14 czerwca

Najważniejszą zmianą jest wymóg pełnej informacji o pochodzeniu miodu wraz z określeniem procentowym udziału surowca z poszczególnych krajów. Dotychczasowe ogólnikowe opisy typu „mieszanka z UE i spoza UE” zostaną zastąpione konkretnymi danymi, co ma ułatwić konsumentom świadome wybory. To oznacza, że na opakowaniu zobaczymy konkretne informacje, na przykład: 80 proc. miodu z Polski, 20 proc. z Chin. Ma to uniemożliwić ukrywanie w składzie tanich, niskojakościowych komponentów z importu, które dotąd mogły skutecznie maskować rzeczywisty skład produktu.
Druga kluczowa zmiana dotyczy sposobu obróbki miodu. Dotychczas w sprzedaży legalnie funkcjonowały tzw. miody przefiltrowane – produkty poddawane intensywnej filtracji, w wyniku której usuwano nie tylko zanieczyszczenia, ale także naturalne składniki, np. pyłek kwiatowy. Takie miody wyglądały atrakcyjniej, były dłużej płynne, ale trudniejsze było ustalenie ich prawdziwego pochodzenia.
Od połowy czerwca tego typu miód nie będzie mógł być sprzedawany jako standardowy produkt pszczeli. Nowe partie produktu, które zostały intensywnie przefiltrowane, będą musiały być oferowane w sprzedaży jedynie jako „miód przemysłowy” z wyraźnym ostrzeżeniem, że nadają się wyłącznie do dalszego przetwarzania.
Zwłaszcza lokalni producenci i organizacje pszczelarskie od lat sygnalizowali, że brak transparentnych zasad ułatwia wprowadzanie na rynek produktów o wątpliwej jakości, często powstających z taniego surowca importowanego z daleka, który może nie spełniać standardów naturalnego miodu.
źr. wPolsce24 za RMF/WP











