Absurd „zielonej transformacji”! Mieszkańcy Słupska zapłacą o 30% więcej za śmieci, bo… za dobrze segregują butelki

Władze Słupska przygotowały projekt uchwały, który uderzy w domowe budżety tysięcy rodzin. Miesięczna stawka za odbiór odpadów komunalnych ma wzrosnąć z obecnych 31 zł (lub 31,50 zł w zależności od typu zabudowy) aż do 40 zł od osoby. Oznacza to skok o niemal 30 procent. Dla czteroosobowej rodziny oznacza to wydatek rzędu 160 zł miesięcznie – czyli niemal 2000 zł rocznie tylko za wywóz śmieci!
Karani za posłuszeństwo
Najbardziej szokujące w całej sprawie nie są jednak same liczby, lecz bezczelne uzasadnienie, jakim posługuje się magistrat. Jak wynika z dokumentacji, w miejskim systemie gospodarowania odpadami zieje potężna dziura – w tym roku ma zabraknąć około dwóch milionów złotych. Aż 1,2 miliona złotych tej straty ratusz tłumaczy… działaniem systemu kaucyjnego, narzuconego przez koalicję rządzącą.
Żeby było jasne, w Słupsku rządzi namaszczona przez Roberta Biedronia prezydent Krystyna Danilecka-Wojewódzka i jej komitet wyborczy, a wspiera ją Koalicja Obywatelska. Wszystko to pod patronatem prominentnego posła KO Zbigniewa Konwińskiego, szefa klubu tej partii w Sejmie.
Słupska radna PiS Marzena Gmińska w rozmowie z naszym portalem mówi, że choć na komisjach komunalnej i ochrony środowiska część radnych KO odrzuciła projekt podwyżek, to arytmetyka w Radzie jest jasna i gdy przyjdzie do głosowania, mogą nie mieć już tyle odwagi. Gmińska wskazuje na dwie kwestie, które szczególnie oburzają mieszkańców.
Musimy pamiętać, że Polska jako jedyny kraj UE nie zobowiązywała producentów do rekompensaty samorządom tych strat z recyclingu plastiku, stąd dzisiaj w wielu miejscowościach mamy taką sytuację jak w Słupsku. Ktoś zarabia kosztem samorządów. To jednak tylko jedna strona medalu. Druga przyczyna dziury w "budżecie śmieciowym" jest taka, że opłaty za wywóz nie są egzekwowane wg kryteriów obiektywnych np. zużycia wody, tylko według deklaracji mieszkańców. Ktoś może deklarować, że mieszka sam, odprowadzać opłaty za śmieci za jedną osobę, a w praktyce wynajmować swoje lokum firmom, które zatrudniają pracowników z zagranicy, a tych w Słupsku i okolicach nie brakuje. Czasem może to być dodatkowych 5-6 osób w jednym lokalu. W praktyce oznacza to, że nie pobieramy opłat od ok 7 proc. mieszkających w mieście. Na to wskazuje ta dziura. Żeby uzmysłowić sobie skalę. Mowa nawet o 14 tys. wszystkich mieszkańców! - tłumaczy radna.
Mechanizm obnaża całe zakłamanie „zielonej” ideologii. Obywatele zostali obarczeni przez KO kaucją przy zakupach, stoją w kolejkach do butelkomatów i sumiennie zwracają puszki oraz plastikowe butelki. Co dostają w zamian? Skoro surowiec nadający się do recyklingu trafił bezpośrednio do operatorów kaucyjnych, ominął miejską sortownię. Zamiast pochwały za proekologiczną postawę mieszkańcy usłyszeli, że spółka komunalna straciła dochody ze sprzedaży cennego plastiku i aluminium – więc tę „stratę” muszą teraz pokryć z własnej kieszeni.
Rząd narzuca bubel, samorząd łupi mieszkańców
Mamy do czynienia z czystym absurdem i podwójnym opodatkowaniem:
-
Polak płaci kaucję w sklepie i poświęca swój czas na zwrot opakowań.
-
Zamiast niższych rachunków za mniejszy tonaż odpadów, dostaje podwyżkę, bo miasto nie ma czego spieniężyć na wolnym rynku.
Zamiast domagać się rekompensat i funduszy osłonowych od rządu w Warszawie – który ten chaotyczny system uchwalił i wdrożył – lokalni włodarze wybierają najprostszą, najbardziej bezduszną ścieżkę: sięgnięcie głęboko do kieszeni zwykłych obywateli.
Podwójne uderzenie w portfele Słupszczan
Zdaniem innego radnego PiS, Kacpra Moroza mamy do czynienia z jaskrawą niesprawiedliwością i karaniem mieszkańców za to, że zachowują się ekologicznie i przestrzegają prawa.
Mieszkańcy Słupska zachowują się wzorowo: sumiennie segregują odpady, w sklepach płacą kaucję w cenie napojów, a potem cierpliwie oddają butelki i puszki w butelkomatach. Robią dokładnie to, czego wymaga od nich państwo. I co dostają w zamian od władz miasta? Drastyczną podwyżkę! To czysty absurd. Zwykli słupszczanie cierpią za niewinność i są karani finansowo za to, że system kaucyjny działa. Płacą podwójnie: najpierw w kasie sklepowej, a teraz mają płacić kolejny haracz w rachunku za wywóz śmieci – podkreśla Kacper Moroz, radny Rady Miejskiej w Słupsku i przewodniczący Komisji Rewizyjnej.
Kto za to zapłaci?
Głosowanie nad projektem uchwały ma odbyć się podczas najbliższych obrad Rady Miejskiej w Słupsku (30 września). Jeśli radni ulegną narracji magistratu, nowe, drenujące stawki wejdą w życie.
Przykład Słupska to ponury zwiastun tego, co może wkrótce czekać całą Polskę. Pokazuje czarno na białym, jak w praktyce kończy się centralne planowanie i urzędnicza „ekologia” – niezależnie od tego, jak bardzo podatnik będzie się starał i dostosowywał do kolejnych unijno-rządowych wymogów, na końcu rachunek za błędy władzy i tak zapłaci on sam.
źr. wPolsce24









