Rząd Tuska uderza w polską wieś! Urzędniczy nalot na dożynki i kompromitacja z dopłatami do ubezpieczeń
Kontrolerzy na dożynkach. Tajniacy ścigają koła gospodyń
Podczas gdy wielkie afery zamiatane są pod dywan, Krajowa Administracja Skarbowa ruszyła na bezprecedensowe „polowanie” na prowincji. Do wstrząsających scen doszło m.in. w Porębie Górnej oraz innych małopolskich i podkarpackich wsiach podczas tradycyjnych dożynek – święta dziękczynienia za plony, które od pokoleń jednoczy lokalne społeczności.
Zamiast szacunku dla ciężkiej pracy rolników i kultywowania narodowych zwyczajów, na miejscu pojawili się tajni kontrolerzy skarbówki. Bez mundurów i bez identyfikatorów, podszywając się pod zwykłych uczestników festynów, urzędnicy podchodzili do stoisk Kół Gospodyń Wiejskich. Gdy niczego nieświadome kobiety częstowały gości lokalnymi wyrobami – domową kiełbasą, chlebem czy słoikiem dżemu – „tajemniczy klienci” natychmiast wyciągali legitymacje i żądali paragonów fiskalnych.
Kary okazały się bezwzględne. Mandaty wystawiane za symboliczny poczęstunek sięgały od 500 do nawet 3000 złotych!
Lokalne społeczności nie kryją wściekłości. Mieszkańcy i sołtysi wprost mówią o skandalu i niszczeniu polskiej tożsamości. Koła Gospodyń Wiejskich nie prowadzą wielkich biznesów – to oddolne, tradycyjne zrzeszenia działające na rzecz wspólnoty. Dziś ludzie zastanawiają się, czy w kolejnych latach w ogóle będzie sens organizować dożynki, skoro państwo Tuska traktuje kultywowanie tradycji jak przestępstwo skarbowe.
Totalny paraliż w ministerstwie: Zagrożone dopłaty do upraw
Łupienie gospodyń wiejskich mandatami to jednak zaledwie wierzchołek góry lodowej. Równolegle z represjami skarbowymi polscy gospodarze stają w obliczu potężnego kryzysu wywołanego niekompetencją Ministerstwa Rolnictwa i Rozwoju Wsi.
Rządowa nowelizacja przepisów doprowadziła do paraliżu jesiennego sezonu ubezpieczeń upraw. Z powodu rażących opóźnień resortu – wniosek o notyfikację pomocy publicznej wysłano do Brukseli dopiero w sierpniu, w trakcie unijnych urlopów – Komisja Europejska nie wydała zgody na realizację dopłat według nowych zasad. Co więcej, okazało się, że unijni urzędnicy zażądali pełnej procedury, której przygotowanie zajmie kolejne długie miesiące.
Efekt urzędniczego chaosu jest katastrofalny:
-
Prawny klincz: Stare reguły zostały już wycofane z notyfikacji, a nowe nie weszły w życie z braku zgody Brukseli. W rezultacie zakłady ubezpieczeń wstrzymują dystrybucję dotowanych polis, bo nie wiedzą, na jakich zasadach mają działać.
-
Uderzenie w odszkodowania: Znowelizowane prawo wprowadza sztywną, obowiązkową franszyzę redukcyjną (minimum 10%, a nawet do 35% sumy ubezpieczenia). W praktyce oznacza to, że rolnik w przypadku gradobicia czy suszy nigdy nie otrzyma pełnego odszkodowania, a mniejsze straty w ogóle nie będą pokrywane. Prawdziwym beneficjentem takich cięć jest jedynie budżet państwa, który wyda mniej na dopłaty do składek.
Rachunek zapłacą rolnicy
Polityka obecnej koalicji układa się w ponury, spójny obraz. Z jednej strony mamy urzędniczą nieudolność, przez którą rolnicy zostają bez tanich i bezpiecznych polis przed zimą, a z drugiej – bezduszne nasyłanie skarbówki na kobiety piekące ciasta na dożynki.
Dziura budżetowa stworzona przez nieudolne rządy jest łana kosztem polskiej prowincji, rolniczego trudu i narodowej tradycji. Polska wieś po raz kolejny przekonuje się, jak w praktyce wygląda „uśmiechnięta Polska” w wydaniu Donalda Tuska.
źr. wPolsce24









