Jest. Odnalazł się! Dwa miesiące po wybuchu afery media znalazły milionera z SOR-u. Zrobili mu foty, gdy opuszczał swoje piękne i luksusowe Porsche

Tajemnicze spotkanie w centrum Warszawy
Od połowy czerwca, kiedy o nieprawidłowościach w Szpitalu Południowym usłyszała cała opinia publiczna, Dawid Kacprzyk konsekwentnie unikał błysków fleszy i kamer. Do tej pory głos w jego imieniu zabrał jedynie obrońca w pojedynczym oświadczeniu.
Sytuacja zmieniła się wówczas, gdy dziennikarze serwisu Fakt wypatrzyli młodego lekarza w samej Warszawie. Kacprzyk poruszał się swoim charakterystycznym, wartym ponad pół miliona złotych Porsche Panamera – auto stało się zresztą jednym z symboli całej afery po ujawnieniu jego oświadczenia majątkowego. Człowiek, który leczył tak wielu Polaków na trzech zmianach i pracował po kilkadziesiąt godzin na dobę bez wątpienia zasługuje na taki luksus.
Z ustaleń dziennikarzy wynika, że były radny dzielnicy Ursus podjechał pod jeden z warszawskich budynków, skąd odebrał nieznanego mężczyznę z walizką, po czym ruszył w kierunku Pruszkowa. To jednak nie wszystko, bo pojawiły się także złośliwe komentarze na podstawie analizy zdjęć, z których wynika, że podczas jazdy po stolicy lekarz przekroczył prędkość w terenie zabudowanym o co najmniej 20 km/h, za co grozi mandat i punkty karne.
Od 1,6 mln zł zarobków do wielkiego audytu. Przypominamy kulisy afery
Sprawa Dawida Kacprzyka wstrząsnęła opinią publiczną po doniesieniach medialnych, z których wynikało, iż 28-letni lekarz w trakcie specjalizacji ujawnił w oświadczeniu majątkowym za 2025 rok zarobki sięgające 1,6 miliona złotych, mieszkanie bez hipoteki oraz luksusową limuzynę.
Z ustaleń wynikało, że młody lekarz pracował jednocześnie w kilku miejscach, co fizycznie uniemożliwiało mu rzetelne wykonanie przypisanych grafikowo zmian. Dodatkowo, Kacprzyk pełnił rolę koordynatora Szpitalnego Oddziału Ratunkowego (SOR), mimo że - jak przyznał prezydent Warszawy Rafał Trzaskowski - regulamin placówki w ogóle nie przewidywał takiego stanowiska.
Po nagłośnieniu sprawy przez media lekarz oddał placówce ponad 500 000 złotych, ale ta pieniędzy nie przejęła, bo nie widziała trybu, w którym mogłaby zaakceptować taki zwrot. Jednocześnie audyt w Szpitalu Południowym wykazał, że lekarze dyżurowali tam ciągiem po kilkadziesiąt godzin, a szpital nie weryfikował ich czasów wejść i wyjść kartami elektronicznymi.
Co dalej ze sprawą?
Choć jeszcze w czerwcu przedstawiciele wymiaru sprawiedliwości przyznawali publicznie, że śledczy nie mają pełnej wiedzy o aktualnym miejscu pobytu lekarza, wskazywano jednocześnie, że nie ma podstaw, by twierdzić, iż się ukrywa. Nie postawiono mu żadnych zarzutów, nie przesłuchano także w charakterze świadka w sprawach, które prowadzone są przez prokuraturę.
- To jest jednak niezwykłe, że gość do tej pory nie został przesłuchany. Niebywałe, nawet jak na polskie warunki - komentuje na serwisie X red. Zuzanna D. Pieczyńska.
Pojawienie się na ulicach Warszawy potwierdza, że Kacprzyk przebywa w kraju. Mimo upływu dwóch miesięcy od wybuchu skandalu i prowadzonych czynności sprawdzających, były radny wciąż nie został oficjalnie przesłuchany przez prokuraturę.
Pojawienie się lekarza za kierownicą luksusowego Porsche wywołało na nowo dyskusję o zarobkach w publicznej służbie zdrowia oraz standardach nadzoru nad szpitalami miejskimi. Bez wątpienia sprawa Szpitala Południowego pozostaje jednym z najbardziej gorących tematów polityczno-społecznych tego lata.
źr. wPolsce24 za Fakt











