Bałtyk na lekach przeciwbólowych. Tony farmaceutyków zatruwają Bałtyk

Morze Bałtyckie, otoczone przez dziewięć państw Europy Północno-Wschodniej, należy do najbardziej obciążonych antropogenicznie akwenów na świecie. Z racji swojego półzamkniętego charakteru woda wymienia się w nim niezwykle wolno (pełny cykl może trwać nawet kilkadziesiąt lat). Przez dekady Bałtyk musiał radzić sobie z zatopioną po II wojnie światowej amunicją chemiczną, spływami nawozów sztucznych z pól uprawnych czy mikroplastikiem. Dziś do tej listy dochodzi niewidoczne, lecz toksyczne zagrożenie: koktajl substancji leczniczych.
1800 ton leków rocznie
Według raportów przygotowanych przez UNESCO oraz Komisję Ochrony Środowiska Morskiego Bałtyku (HELCOM), same oczyszczalnie ścieków co roku wprowadzają do basenu morza około 1 800 ton substancji farmaceutycznych.
Leki trafiają do wody wieloma drogami:
- Gospodarstwa domowe i szpitale: ludzki organizm rzadko metabolizuje lek w stu procentach – część substancji czynnej jest wydalana z moczem lub kałem.
- Nieprawidłowa utylizacja: przeterminowane lub niewykorzystane leki wciąż bywają wylewane do zlewów lub wyrzucane do kosza na śmieci.
- Zakłady produkcyjne i rolnictwo: spływy z terenów przemysłowych oraz odchody zwierząt hodowlanych i domowych.
Większość konwencjonalnych oczyszczalni ścieków w regionie nie posiada tzw. czwartego etapu oczyszczania (zaawansowanych procesów utleniania czy filtracji membranowej), który byłby w stanie wyłapać mikrozanieczyszczenia chemiczne. W efekcie związki te bez przeszkód wnikają w morze. Co gorsza, wiele substancji wykazuje potężną trwałość biologiczną. Przykładem jest karbamazepina – popularny lek stosowany m.in. w terapii padaczki i choroby afektywnej dwubiegunowej. Jej czas półtrwania w wodzie wynosi blisko 3,5 roku, co oznacza, że rozkłada się niezwykle wolno i stale ulega bioakumulacji.
Cierpią omułki i ryby
Choć profesor farmakoepidemiologii Björn Wettermark z Uniwersytetu w Uppsali uspokaja, że kąpiel w Bałtyku nie stanowi bezpośredniego zagrożenia toksycznego dla ludzi, skutki dla morskiej fauny i flory są alarmujące:
- Zaburzenia hormonalne: syntetyczne estrogeny (np. ze środków antykoncepcyjnych) prowadzą do feminizacji ryb i płazów, co uderza w zdolności rozrodcze całych populacji.
- Spadek kondycji biofiltrów: bałtycki omułek (Mytilus edulis), kluczowy małż filtrujący i oczyszczający wodę, w kontakcie z powszechnymi lekami przeciwbólowymi (m.in. diklofenakiem czy ibuprofenem) traci energię niezbędną do wzrostu i metabolizmu. Osłabienie populacji omułka pogłębia z kolei problem sinic i braku tlenu w wodzie.
„Zielona recepta”, czyli zmiana u źródła
Projekt prowadzony przez naukowców ze Szwecji, Finlandii, Litwy i Łotwy stawia tezę: Bałtyku nie uratujemy, modernizując wyłącznie same filtry na brzegu. Kluczowe jest podejście cykliczne.
Nie chodzi tylko o oczyszczanie ścieków. Musimy prześledzić cały cykl życia leku” - wskazuje dr Marmar Nekoro z Uniwersytetu w Uppsali.
Badacze postulują tzw. racjonalną i odpowiedzialną środowiskowo ordynację farmaceutyków. Nie oznacza to odbierania pacjentom niezbędnego leczenia, lecz wdrożenie nowych kryteriów przy wyborze terapii:
- Wybór preparatów o niższym śladzie ekologicznym: tam, gdzie dostępnych jest kilka równorzędnych terapeutycznie substancji, lekarz powinien móc wybrać tę, która ulega szybszej biodegradacji.
- Koniec z nadreprezentacją recept: duża część leków jest przepisywana na wyrost lub w zbyt dużych opakowaniach, co skutkuje ich zaleganiem w domowych apteczkach.
- Edukacja medyków: szwedzkie analizy pokazują, że lekarze chcieliby ordynować leki w sposób zrównoważony, lecz brakuje im bazy wiedzy na temat ekotoksyczności poszczególnych molekuł.
Apteka to nie śmietnik, ale problem leży głębiej
Drugim filarem walki o czystszy Bałtyk pozostaje zbiórka odpadów medycznych. Choć w krajach nadbałtyckich (m.in. na Litwie czy w Polsce) rośnie odsetek osób oddających przeterminowane lekarstwa do specjalnych pojemników w aptekach, naukowcy zwracają uwagę na drugą stronę medalu: samą skalę marnotrawstwa.
Każde zwrócone, niewykorzystane opakowanie to dowód na błędy systemowe – od nieoptymalnego dawkowania, przez niestosowanie się pacjentów do zaleceń, po generowanie zbędnych opakowań przez przemysł. Zminimalizowanie tej nadpodaży to najprostszy i najtańszy sposób, by toksyczne związki w ogóle nie znalazły się w obiegu wodnym.
Naukowcy podkreślają, że tylko skoordynowana polityka zdrowotna i środowiskowa wszystkich dziewięciu państw leżących nad Bałtykiem może przynieść mierzalne rezultaty. W przeciwnym razie unikalny ekosystem tego morza stanie się trwałym osadnikiem nowoczesnej farmakologii.
źr. wPolsce24 za Euronews









