Kuriozalna decyzja prezydent Gdańska. Kazała marznąć urzędnikom, by... solidaryzowali się z mieszkańcami
Awaria systemowa, skutki realne
Jak relacjonuje reporter telewizji wPolsce24 Rafał Jarząbek, który udał się do Gdańska, w wielu blokach nie działa ani ogrzewanie, ani ciepła woda. W mieszkaniach panuje chłód, który trudno uznać za warunki godne normalnego funkcjonowania, nie mówiąc już o odpoczynku czy opiece nad dziećmi i osobami starszymi.
Przyczyną problemu jest awaria jednego z jedenastu kotłów w elektrociepłowni. Jak tłumaczą służby techniczne, naprawa jest wyjątkowo skomplikowana – instalacja obejmuje nawet kilkadziesiąt kilometrów rur, które najpierw trzeba schłodzić, by zlokalizować uszkodzenie. Choć miejsce awarii zostało już znalezione, mieszkańcy muszą uzbroić się w cierpliwość.
Grzejniki tak, rachunki – niekoniecznie
Miasto uruchomiło dwa punkty, w których – po wcześniejszym umówieniu – można wypożyczyć grzejniki elektryczne. To rozwiązanie doraźne, ale rodzące kolejne pytania. Nie ma bowiem żadnych informacji o refundacji kosztów zwiększonego zużycia energii elektrycznej.
W praktyce oznacza to, że mieszkańcy mają się ratować na własny koszt, płacąc wyższe rachunki za prąd, by zrekompensować brak podstawowej usługi, za którą i tak regularnie płacą w czynszu.
„Solidarność” w wersji urzędowej
Największe emocje budzi jednak decyzja prezydent Gdańska, która w geście "solidarności" z mieszkańcami poleciła obniżyć temperaturę w magistracie do około 15 stopni. W założeniu miał to być symbol wspólnego znoszenia niedogodności. W praktyce wielu pracowników urzędu odbiera ten ruch jako działanie pozorne, a wręcz szkodliwe.
Część urzędników również mieszka na osiedlach dotkniętych awarią. Oznacza to, że z wychłodzonych mieszkań trafiają do wychłodzonych biur. Nietrudno przewidzieć konsekwencje: spadek wydolności pracy, większa liczba zwolnień lekarskich i paraliż administracji miejskiej w momencie, gdy sprawność urzędu powinna być kluczowa.
Pojawiają się także obawy o infrastrukturę budynków – długotrwałe utrzymywanie niskiej temperatury może prowadzić do uszkodzeń instalacji, pękania rur i kolejnych kosztów.
Mieszkańcy zachowują spokój, ale pytania pozostają
Jak relacjonuje Rafał Jarząbek, nastroje mieszkańców są na razie zaskakująco spokojne. Wiele osób liczy, że awaria zostanie szybko usunięta. Jednak im dłużej trwa kryzys, tym więcej pojawia się pytań o przygotowanie miasta na sytuacje nadzwyczajne, bezpieczeństwo energetyczne i realną troskę władz o mieszkańców, a nie tylko o wizerunek.
Gdańsk od lat chętnie odwołuje się do hasła „solidarności”. Dzisiejszy kryzys pokazuje jednak, że solidarność nie polega na symbolicznych gestach i obniżaniu temperatury w urzędach, lecz na sprawnym zarządzaniu, odpowiedzialności i realnym wsparciu obywateli wtedy, gdy państwo – lub samorząd – zawodzi.
Bo ciepło w domu to nie przywilej. To podstawowa potrzeba, za którą przecież mieszkańcy płacą z własnych kieszeni.
Więcej szczegółów w materiale wideo
źr. wPolsce24











