Koleżanki namówiły ją, by zajrzała do studni. Makabryczne odkrycie

Jak informuje "Fakt", pani Joanna kupiła domek letniskowy w Skajbotach kilka lat temu, jeszcze w czasie pandemii. Przyjeżdżała do niego od czasu do czasu i zwykle zostawała tylko kilka godzin. 22 maja zdecydowała, że po raz pierwszy spędzi tam noc. Z tej okazji zaprosiła sąsiadki na poczęstunek.
Obok jej domku była studnia. Kobieta powiedziała dziennikarzom, że nie korzystała z niej, bo miała bieżącą wodę. Sąsiadki powiedziały jej, że w tej studni była niegdyś najczystsza woda we wsi, a poprzednia właścicielka częstowała nią wracające ze szkoły dzieci. W końcu koleżanki zdecydowały, że do niej zajrzą.
Po otwarciu studni kobiety dokonały makabrycznego odkrycia: coś unosiło się na wodzie. Gdy się przyjrzały, zrozumiały, że to zwłoki mężczyzny, w znacznym stopniu rozkładu. Właścicielka domku od razu powiadomiła służby.
Prokuratura Okręgowa w Olsztynie potwierdziła, że trwają czynności wyjaśniające. Prokurator Daniel Brodowski przyznał, że mają pewne podejrzenia co do tożsamości martwego mężczyzny, ale to na razie tylko hipoteza. Śledczy czekają na wynik badań DNA.
"Fakt" informuje nieoficjalnie, że w studni mogło znajdować się ciało mężczyzny - pana Andrzeja, jak określa go tabloid - którego policja szukała od dwóch lat. Może o tym świadczyć charakterystyczna czerwona czapka, w której często go widywano i którą znaleziono przy zwłokach.
Mieszkańcy powiedzieli "Faktowi", że szukając go, policja sprawdziła też szamba i pustostany, ale najwyraźniej nie zajrzeli do tej jednej studni.
Pani Joanna zadeklarowała, że nadal będzie przyjeżdżać do swojego domku na odpoczynek, ale nie odważy się już tam nocować.
źr. wPolsce24 za "Fakt"











