Kiedy to się skończy? Znowu afera w szpitalu. Politycy KO "dorabiają" sobie w zadłużonej placówce

Z tego tekstu dowiesz się:
- Szpital w Mikołowie, zadłużony na ok. 33 mln zł, znalazł się w centrum kontrowersji po publikacji Wirtualnej Polski.
- W radzie nadzorczej i otoczeniu placówki zasiadają lokalni politycy i samorządowcy związani z KO oraz koalicją rządzącą powiatem, którzy pobierają dodatkowe wynagrodzenia.
- Krytykę budzi również pani prezes szpitala, której zarzuca się wykonywanie licznych dodatkowych zajęć poza kierowaniem placówką oraz niepełne wykazanie źródeł dochodów w oświadczeniu majątkowym.
- Głośnym echem odbiła się sprawa ordynatora Roberta Świderskiego, który po zgłaszaniu nieprawidłowości miał zostać odsunięty od obowiązków i objęty procedurą zwolnienia.
- Wśród zgłaszanych problemów wymieniono m.in. awarię tomografu, opóźnienia w badaniach histopatologicznych oraz zaległości w rozliczeniach za świadczenia medyczne. Prezes szpitala nie zgadza się z tymi zarzutami.
Po aferze w Szpitalu Południowym, w którego radzie nadzorczej do niedawna zasiadali politycy KO, premier Donald Tusk zapowiedział przegląd rad nadzorczych wszystkich spółek Skarbu Państwa.
Tymczasem, jak informuje Wirtualna Polska, w radzie nadzorczej szpitala w Mikołowie w woj. śląskim, zasiadają działacz KO i wiceburmistrz z koalicyjnego komitetu wyborczego. Akademickie Centrum Zdrowia w Mikołowie to szpital działający w formie spółki handlowej należący do powiatu mikołowskiego. Pod koniec ubiegłego roku zadłużenie tej placówki sięgnęło 33 mln złotych.
Obsiedli go politycy
Po ostatnich wyborach samorządowych powiatem mikołowskim rządzi koalicja KO, Obywatelskiego Komitetu Samorządowego i Forum Samorządowego Powiatu Mikołoskiego. Starostą ponownie został Mirosław Duży, który równocześnie jest członkiem zarządu regionu śląskiej KO.
Jak informuje WP, w radzie nadzorczej szpitala zasiada lider koalicyjnego OKS, wiceburmistrz Mateusz Handel. W ubiegłym roku zarobił tam 64 tys. złotych. To nie jedyne źródło jego dochodów. Portal ustalił, że oprócz 270 tys. złotych, które zarobił w urzędzie miasta, jest również członkiem rady nadzorczej komunalnej spółki Zakład Inżynierii Miejskiej. Zarobił tam 42 tys. złotych. W zeszłym roku jej rada odbyła pięć posiedzeń, co daje ponad 8 tys. złotych za jedno.
W radzie tej placówki zasiada także Grzegorz Gwóźdź, radny KO z Tychów. Przez cztery miesiące ub. roku zarobił w niej blisko 17 tys. złotych. Od 10 lutego 2025 jego głównym miejscem pracy jest Szpital Chorób Płuc w Orzeszu koło Mikołowa, gdzie jako dyrektor zarobił 149 tys. złotych. Szpital w Orzeszu należy do marszałka województwa, którym od 2024 roku jest szef śląskiej KO, były poseł Wojciech Saługa. Zanim wszedł w skład rady szpitala, Gwóźdź był członkiem rady nadzorczej PKM w Świerlańcu, gdzie zarobił 23 tys. zł w 2025 r.
"Naciąganie prawa"
W tym szpitalu pracuje także Łukasz Ryguła, etatowy sekretarz powiatu (261 tys. zł w 2025), wiceprzewodniczący Rady Miejskiej w Mikołowie (33 tys. diety) i bliski współpracownik wiceburmistrza Handla. Jak zauważa WP, jako sekretarz powiatu w ramach obowiązków służbowych i tak powinien nadzorować działania szpitala.
Starosta Duży wyjaśnił, że został członkiem tej rady, by... właściciel szpitala miał lepszy dostęp do dokumentów. - Nie może tak przyjść i powiedzieć: ja jestem sekretarzem i starosta mnie posłał. Więc żeśmy uznali, że może jakieś tam zatrudnienie za parę złotych jest i on jakby w imieniu zarządu codziennie tam patrzy na ręce im, co się tam dzieje – powiedział dziennikarzom.
Dodał, że aby mógł wejść do zarządu szpitala, musiałby zrezygnować z pracy w urzędzie, a przyszłość tego szpitala jest niepewna. - Jak będzie dobrze, to ja spowoduję, że on tam sobie pójdzie. Ale na razie no tak troszkę stoi okrakiem. Ale myślę, że to nie są pieniądze ani takie wielkie, ani takie wielkie - wie pan - naciąganie prawa, żeby nie wspomagał panią prezes również – stwierdził,
On sam w zeszłym roku zarobił w urzędzie 269 tys. zł, a dodatkowe 169 tys. otrzymał w ramach emerytury. To jednak nie koniec – od 12 czerwca jest członkiem rady nadzorczej Rejonowego Przedsiębiorstwa Wodociągów i Kanalizacji w Tychach. Na tę funkcję wyznaczył go prezydent miasta, Jacek Gramatyka z KO. Powierzył mu także wcześniej funkcję członka rady w miejskiej spółce Tyski Sport, którą piastował do 11 czerwca. Jego partyjny kolega, marszałek województwa śląskiego, wyznaczył go także do rady nadzorczej Funduszu Górnośląskiego. We wszystkich tych miejscach zarobił w ub. Roku 131 tys. zł, a dodatkowe 10 tys. zarobił zasiadając, do 12 czerwca, w radzie nadzorczej SM Razem w Łaziskach Górnych.
Nie ma czasu dla swojego szpitala
Wśród rozmówców portalu kontrowersje budzi także sama prezes szpitala w Mikołowie Katarzyna Muszak. Informatorzy podkreślają, że nie skupia się na pracy w szpitalu, a wykonuje szereg innych zajęć. - Ona jeździ, akredytuje inne szpitale, doradza im, a w tym czasie powinna być prezesem w naszym szpitalu. Na nie ma czasu zbytnio – powiedział portalowi jeden z pracowników.
Zapytana o to, nie chciała zdradzić, gdzie pracuje poza tym szpitalem. Stwierdziła za to, że rada nadzorcza wyraziła zgodę na wykonywanie działalności eksperckiej i doradczej na rzecz innych podmiotów leczniczych, o ile działalność ta nie ma charakteru konkurencyjnego wobec Akademickiego Centrum Zdrowia w Mikołowie Sp. z o.o. oraz jest związana z posiadaną wiedzą specjalistyczną i doświadczeniem zawodowym.
Nie wiadomo także, ile zarobiła w tym szpitalu. W oświadczeniu majątkowym, w rubryce „inne dochody”, wpisała jedynie sumę z różnych źródeł, 360 tys. złotych. Nie wyszczególniła od jakich konkretnie zleceniodawców otrzymała te pieniądze. Nie odpowiedziała na pytanie, ile z tej sumy to wynagrodzenie z Mikołowa ani czy złoży korektę swojego oświadczenia, w której prawidłowo wypisze „kwoty uzyskane z każdego tytułu”.
Głośno mówił o nieprawidłowościach
W Mikołowie mają także własną aferę z sygnalistą. Kilka tygodni temu podczas sesji rady powiatu wyszło na jaw, że prezes ACZ chce zwolnić lekarza, który do dłuższego czasu zgłasza nieprawidłowości w tym szpitalu. Dziennikarzom udało się do niego dotrzeć.
Robert Świderski, ordynator Oddziału Chorób Wewnętrznych w ACZ powiedział dziennikarzom, że tomograf nie działał ponad miesiąc, a prezes uznała, że to nie problem, bo mogą wozić pacjentów gdzie indziej. Dodał też, że badania histopatologiczne zaczynają przychodzić z opóźnieniem, bo firmie, która w zeszłym roku wygrała oficjalnie konkurs, nie zapłacono żadnej faktury. Szpital nie zapłacił też w tym roku ani złotówki za rezonans, który wykonuje w zewnętrznej firmie. Prezes szpitala nie zgadza się z tymi zarzutami.
Prezes chce go zwolnić
Lista problemów, o których głośno mówił Świderski, jest znacznie dłuższa, On sam twierdzi, że spotkały go przez to nieprzyjemności. Przez to, że sporo tych rzeczy ja osobiście zgłosiłem, to zaczęły mnie spotykać niestety bardzo duże problemy ze strony pani prezes. W kwietniu zostałem jako ordynator delegowany na trzy miesiące do pracy w POZ – powiedział. - Oficjalna wersja oddelegowania mnie jest taka, że brakuje pracowników w POZ. Mam na oddziale jeszcze pięciu innych internistów i wydaje mi się, że odsyłanie szefa, który to scala i prawnie odpowiada za całość, było pomysłem po prostu złośliwym. Chodziło o to, żeby odseparować mnie od zespołu, bo zespół stoi murem za mną.
Prezes twierdzi, że przeniesienie go było decyzją organizacyjną, podyktowana potrzebą zapewnienia pacjentom dostępu do doświadczonego specjalisty chorób wewnętrznych. To jednak nie wszystko. Na początku maja ukarała go naganą za to, że w obecności innych pracowników przedstawiał uwagi dotyczące działalności dyrektora ds. medycznych i obowiązujących procedur medycznych. Świderski, który odwołał się od tej nagany, twierdzi, że rozmowa była rzeczowa, nie podnosił w jej trakcie głosu i ni przekraczał zasad właściwej komunikacji.
29 czerwca prezes poinformował szpitalne związki zawodowe, że zamierza go zwolnić z powodu utraty zaufania przez kwestionowanie i podważanie decyzji organizacyjnych i kadrowych oraz kompetencji współpracowników, a także rozpowszechnianie krytycznych opinii o pracodawcy. - On jej mówi, co myśli o jej działaniach. I to było od początku. Jeżeli on się nie zgadzał z jakąś decyzją, to on jej mówił wprost, że się z tym nie zgadza, że uważa, że to jest głupie posunięcie, że tak nie powinno być i to prowadzi do szkody szpitala. I ona była sfrustrowana tym, wydaje mi się, że teraz personalnie się totalnie mści na nim – powiedział dziennikarzom jeden z pracowników.
Prezes powiedziała WP, że podejmowane wobec jednego z lekarzy działania nie były związane z faktem zgłaszania uwag dotyczących funkcjonowania szpitala, lecz wynikały z szerszej oceny organizacji pracy, realizacji obowiązków oraz ustaleń dokonanych w toku prowadzonych analiz.
Zapytany o ich konflikt starosta podkreślił jego profesjonalizm i to, że uratował życie wielu osób, ale uważa, że lepiej by było, gdyby odszedł, bo po prostu naszego szpitala nie stać na takiego wybitnego specjalistę. Dla mnie to jest żenujące podejście, bo to by oznaczało, że mieszkańcy mniejszych miejscowości w Polsce nie mogą mieć dostępu do współczesnej medycyny, do dobrego leczenia – skomentował lekarz, dodając, że zarabia w tej placówce 29-33 tys. zł miesięcznie
źr. wPolsce24 za WP.pl











