Kardiologia jako dobro luksusowe? Kontrowersyjne słowa lekarza wywołały burzę w sieci

Od Szwecji do „syndromu Boga”
Cała dyskusja w serwisie X (dawniej Twitter) miała swój początek w debacie nad artykułem opisującym zarobki lekarzy w Szwecji. Publikacja wskazywała, że tamtejsi specjaliści zarabiają w przeliczeniu około 25 tysięcy złotych miesięcznie. Dane te spotkały się z wyraźnym niedowierzaniem ze strony dr. Pujdaka, który skomentował je krótko:
A mi się wydaje, że to jakieś zupełne bzdury. Nie wierzę w tak niskie pensje”.
Komentarz ta wywołał natychmiastową odpowiedź internautów, którzy postanowili zderzyć perspektywę finansową lekarza z codzienną rzeczywistością milionów Polaków.
Jeden z użytkowników (profil @CoFore856) ironicznie zauważył:
Co miesiąc Polacy stają przed dylematem: opłaty za wynajem czy godzina z dr n. med. K. Pujdakiem?” - napisał, a komentarz opatrzył cennikiem u tego lekarza.
Zamiast stonowanej odpowiedzi czy próby wykazania zrozumienia dla trudnej sytuacji pacjentów zmuszonych do korzystania z prywatnej opieki zdrowotnej, kardiolog odpisał w sposób, który wielu uznało za przejaw skrajnej arogancji:
No cóż, moja porada to luksus, a nie konieczność”
Na reakcję opinii publicznej nie trzeba było długo czekać. Jeden z internautów skomentował to dosadnym pytaniem: „A jak to jest, jak idziecie na studia, to już macie syndrom Boga czy nabywacie go później?", a inny zasugerował, by oprawić motto w ramki i powiesić w gabinecie wśród dyplomów.
Zdrowie to nie nowa torebka ani drogi zegarek
Nazywanie porady kardiologicznej „luksusem” uderza w fundamenty tego, czym powinno być ratowanie ludzkiego życia i zdrowia. Luksusem może być markowy zegarek, egzotyczne wakacje czy luksusowy samochód – rzeczy, bez których można normalnie i godnie funkcjonować. Wizyta u kardiologa dla pacjenta z niewydolnością serca, arytmią czy po zawale to kwestia przeżycia, a nie zachcianki.
Sprowadzanie publicznej misji, jaką jest zawód zaufania publicznego, do czysto rynkowej transakcji o charakterze elitarnym, pokazuje głębokie odklejenie części środowiska lekarskiego od realiów społecznych. W kraju, w którym kolejki do specjalistów w ramach NFZ ciągną się miesiącami, prywatny gabinet często nie jest wyborem „luksusu”, ale aktem desperacji pacjenta, który nie chce umrzeć w oczekiwaniu na państwową wizytę.
Klasa (i ortografia) pana doktora
Kontrowersje wokół wypowiedzi dr. Pujdaka dopełnia jeszcze jeden, drobny, ale jakże znamienny szczegół, na który zwrócili uwagę internauci. Wymieniając swoje tytuły naukowe, lekarz uparcie stosuje zapis „dr.” z kropką (w konstrukcji mianownikowej, np. kontekście własnego profilu). Z punktu widzenia polskiej ortografii, skrót od słowa „doktor” w mianowniku piszemy bez kropki (dr). Popełnianie tak podstawowego błędu językowego przez osobę z tytułem naukowym, przy jednoczesnym windowaniu swojego statusu do rangi „towaru luksusowego”, brzmi po prostu groteskowo i wystawia autorowi fatalne świadectwo.
Trudno oprzeć się wrażeniu, że internetowy blichtr i setki tysięcy wyświetleń na platformie X przysłoniły to, co w medycynie najważniejsze – pacjenta. Jeśli porada kardiologa staje się luksusem, na który stać tylko nielicznych, to jako społeczeństwo znaleźliśmy się w bardzo niebezpiecznym miejscu, a sami lekarze tracą moralny mandat do reprezentowania pacjentów w walce o lepszy system ochrony zdrowia.
źr. wPolsce24











