Groza w warszawskim szpitalu. Lekarze przerywają milczenie: „Brak kompetencji i kultura zamiatania pod dywan”

Prezes Naczelnej Izby Lekarskiej, Łukasz Jankowski, przyznał wprost, że sytuacja w Szpitalu Południowym nosi znamiona głębokiej patologii. Do rzecznika NIL zgłosiło się już co najmniej sześciu lub siedmiu lekarzy, którzy chcą zeznawać na temat rażących nieprawidłowości organizacyjnych w placówce kierowanej przez ludzi związanych z warszawskim Ratuszem.
Strach, brak kompetencji i polityczne synekury
Z relacji świadków wyłania się czarny obraz tego, jak w praktyce wygląda zarządzanie „pokazową” placówką zdrowia w stolicy. Według prezesa NIL, zgłaszający się medycy nie mówią o pojedynczych błędach, ale o systemowej zapaści:
-
niedostatku nadzoru nad procedurami,
-
braku kompetencji u osób podejmujących kluczowe decyzje,
-
porywaniu się na procedury medyczne ponad realne możliwości placówki.
Co najbardziej bulwersujące, lekarze przez miesiące bali się alarmować o zagrożeniach. Dlaczego? Odpowiedź jest prosta i obnaża standardy panujące w warszawskim systemie ochrony zdrowia: bali się natychmiastowego wyrzucenia z pracy. W szpitalu miała obowiązywać – jak to ujął szef NIL – specyficzna „kultura zamiatania pod dywan”.
Bali się mówić wcześniej, bo groziłoby im być może zwolnienie (...). To już są patologie, które mówią o tym, że zabrakło tam bezpieczników proceduralnych” – oświadczył Łukasz Jankowski, zapowiadając pełną współpracę samorządu lekarskiego z prokuraturą.
„Opcja atomowa” dla pupilka systemu?
W centrum skandalu wciąż znajduje się postać Dawida Kacprzyka, którego astronomiczne zarobki zaszokowały opinię publiczną i wywołały wściekłość samych lekarzy. Izba lekarska zapowiada, że w tym przypadku nie będzie taryfy ulgowej. Jeśli najpoważniejsze zarzuty dotyczące celowego narażania zdrowia i życia pacjentów się potwierdzą, w grę wchodzi pozbawienie prawa wykonywania zawodu.
Odebranie uprawnień to jest opcja atomowa (...) to jest śmierć zawodowa całkowita. Jeżeli lekarz w sposób celowy naraża zdrowie i życie swojego pacjenta, czarne owce musimy z zawodu eliminować” – grzmiał szef samorządu medyków. Decyzja w tej sprawie ma zapaść w ciągu najbliższych tygodni.
Urzędnicy Tuska chcą inwigilować zarobki? „Nie pozwolimy na grę polityczną”
Afera wokół Szpitala Południowego zbiega się z niepokojącymi zakusami rządu Donalda Tuska. Ministerstwo Zdrowia forsuje bowiem przepisy pozwalające na łączenie numerów PESEL i Prawa Wykonywania Zawodu lekarzy z informacjami o ich zarobkach.
Środowisko medyczne mówi wprost: to próba stworzenia narzędzia do politycznego biczowania i inwigilacji. Prezes NIL przypomniał, jak lewicowo-liberalni politycy potrafią wykorzystywać wrażliwe dane do bezwzględnej walki partyjnej. Lekarze zapowiadają, że jeśli rządzący nie wycofają się z tych niebezpiecznych zapisów, a prezydent ustawę podpisze, sprawa trafi natychmiast do trybunałów europejskich.
Skandal w Szpitalu Południowym po raz kolejny pokazuje, czym kończy się wielka polityka wkraczająca do publicznych placówek zdrowia. Zamiast transparentności i bezpieczeństwa pacjentów, Polacy otrzymali potężną aferę finansowo-organizacyjną, zastraszony personel i system, w którym lojalność wobec przełożonych znaczyła więcej niż zdrowie chorych. Czy prokuratura zdoła rozbić ten warszawski układ? Obywatelom pozostaje patrzeć władzy na ręce.
źr. wPolsce24











