Polska w centrum pogodowej apokalipsy. Gigantyczne gradobicia, niszczycielskie wichury i setki interwencji służb

Dantejskie sceny i „downbursty”
Pogodowa apokalipsa uderzyła ze szczególną mocą w południowo-zachodnią, południową oraz wschodnią część Polski. Synoptycy IMGW ostrzegali przed formowaniem się niebezpiecznych struktur liniowych oraz superkomórek burzowych. Prognozy sprawdziły się w najczarniejszym scenariuszu. W wielu miastach, m.in. w Katowicach, Puławach czy Końskowoli, doszło do tzw. downburstów – gwałtownych, nawalnych opadów deszczu połączonych z potężnym uderzeniem wiatru zstępującego, którego porywy osiągały lokalnie od 100 do nawet 120 km/h.
Wiatrowi towarzyszyły też opady gigantycznego gradu, którego lodowe kule osiągały rozmiary przepiórczych jaj. Gradziny z olbrzymią siłą dziurawiły dachy, niszczyły elewacje budynków i zamieniały karoserie oraz szyby zaparkowanych samochodów w sito.
Setki interwencji służb, zablokowane drogi i zerwane dachy
Rzecznicy prasowi komend straży pożarnej i policji od wczorajszego wieczora regularnie raportują o setkach dramatycznych zgłoszeń. Służby miały pełne ręce roboty:
-
W województwie lubuskim strażacy odnotowali blisko 100 zgłoszeń. Silny wiatr uszkodził tam aż 25 dachów na budynkach mieszkalnych i gospodarczych.
-
Na Podkarpaciu interweniowano ponad 60 razy, głównie przy usuwaniu setek powalonych drzew, które tarasowały drogi wojewódzkie i krajowe. Ponad tysiąc odbiorców w tym regionie natychmiastowo straciło dostęp do energii elektrycznej.
-
Na Górnym Śląsku nawałnice doprowadziły do dantejskich scen na ulicach. Drzewa łamały się jak zapałki, przygniatając auta na parkingach i blokując kluczowe arterie miast.
W akcjach ratunkowych ramię w ramię ze strażakami działali policjanci. Funkcjonariusze policji zabezpieczali zerwane linie wysokiego napięcia, organizowali objazdy w miejscach, gdzie powalone konary całkowicie odcięły ruch, oraz kontrolowali zalane podziemne przejazdy i tunele, w których blokowały się podtopione pojazdy.
Cud, że nikt nie zginął
Mimo gigantycznych strat materialnych, zniszczonych dziesiątek aut, zerwanych poszyć dachowych i podtopień, Centrum Zarządzania Kryzysowego przekazało kluczową, pozytywną informację: w wyniku tych ekstremalnych zjawisk nikt nie odniósł obrażeń ani nie zginął. Polacy w większości potraktowali poważnie alerty RCB i w momencie apogeum nawałnic schronili się w bezpiecznych miejscach.
Co przyniosą kolejne godziny?
Po nocy pełnej grozy, czwartek przynosi wyczekiwane uspokojenie. Synoptycy zapowiadają kres ekstremalnych upałów oraz gwałtownych burz. Front odsuwa się na wschód, a temperatura w kraju spadnie do przyjemniejszych, bardziej stabilnych 20 stopni Celsjusza. Choć lokalnie mogą pojawić się jeszcze przelotne opady deszczu, to najgorsze mamy już za sobą. Służby drogowe i porządkowe wciąż jednak pracują nad usuwaniem skutków wczorajszego pogodowego armagedonu.
źr. wPolsce24











