Gawkowski wykreśla słowa "mąż" i "żona" z dokumentów USC. Będą cyfry, bo TSUE kazał!

Rząd zapewnia, że chodzi wyłącznie o „techniczne dostosowanie dokumentów” i wykonanie obowiązku wynikającego z prawa unijnego. Krytycy wskazują jednak, że mamy do czynienia z kolejnym krokiem stopniowo zmieniającym sens i praktykę prawa, bez zmiany Konstytucji i bez szerokiej debaty publicznej.
Co dokładnie się zmienia
Zgodnie z informacjami Ministerstwa Cyfryzacji, przygotowywany projekt rozporządzenia ma zmienić wzory dokumentów wydawanych z rejestru stanu cywilnego. Powodem jest fakt, że obecne formularze operują pojęciami „kobieta” i „mężczyzna”, co – w ocenie resortu – uniemożliwia wpisywanie do rejestru małżeństw jednopłciowych zawartych za granicą.
Planowane zmiany obejmują m.in.:
- zastąpienie pojęć „mąż” i „żona” określeniami „pierwszy małżonek” i „drugi małżonek”,
- modyfikację rubryk dotyczących rodziców,
- dostosowanie zapisów dotyczących nazwisk małżonków w aktach i zaświadczeniach.
Jak zaznacza resort, celem jest umożliwienie transkrypcji zagranicznych aktów małżeństwa osób tej samej płci oraz techniczne przygotowanie systemów administracyjnych.
Stanowisko rządu: „To nie ideologia, to obowiązek”
Wicepremier i minister cyfryzacji Krzysztof Gawkowski przekonuje, że działania rządu wynikają wyłącznie z konieczności wykonania wyroku TSUE.
– Wyrok TSUE to nie kwestia ideologii, to obowiązek prawny, którego Polska musi przestrzegać – podkreślał, informując o rozpoczęciu prac nad rozporządzeniem czując chyba, że jego gorliwość wywoła jednak kontrowersje.
Podobny ton pojawił się we wpisie ministra w mediach społecznościowych, gdzie zaznaczył, że Polska „musi i chce” stosować to prawo, a zmiany mają zapewnić równe traktowanie obywateli i stabilność życiową rodzin, które już istnieją.
„Techniczna zmiana” czy faktyczna zmiana porządku prawnego?
Choć rząd konsekwentnie podkreśla, że nie wprowadza małżeństw jednopłciowych do polskiego prawa, to krytycy zwracają uwagę na inny aspekt wyroku TSUE i jego konsekwencji. Uznawanie takich związków w rejestrze stanu cywilnego oznacza bowiem realne skutki prawne – od dostępu do świadczeń, przez kwestie podatkowe, po ubezpieczenia i status rodzinny.
W tym kontekście pojawiają się zarzuty, że mamy do czynienia z klasyczną „taktyką salami” – stopniowym oswajaniem opinii publicznej z rozwiązaniami, które wprost stoją w sprzeczności z art. 18 Konstytucji RP, definiującym małżeństwo jako związek kobiety i mężczyzny.
TSUE ponad Konstytucją?
Spór nie dotyczy wyłącznie kwestii światopoglądowych, lecz także hierarchii źródeł prawa. Dla części środowisk politycznych i prawników wyrok TSUE oraz jego implementacja stawiają pytanie o granice pierwszeństwa prawa unijnego wobec konstytucji państwa członkowskiego.
W retoryce rządowej TSUE jawi się jako ostateczny arbitraż, którego orzeczenia nie podlegają realnej dyskusji. Krytycy wskazują jednak, że takie podejście prowadzi do sytuacji, w której decyzje fundamentalne dla porządku konstytucyjnego zapadają poza demokratyczną kontrolą obywateli.
Co dalej?
Projekt rozporządzenia ma trafić na ścieżkę rządową i do konsultacji międzyresortowych. Rząd zapowiada sprawne procedowanie zmian, podkreślając ich administracyjny charakter.
Jednocześnie sprawa już teraz pokazuje, że spór o zakres suwerenności prawnej, rolę TSUE i granice zmian obyczajowych w Polsce wchodzi w kolejną fazę – tym razem nie przez zmianę ustaw czy Konstytucji, lecz przez formularze, rubryki i „techniczne dostosowania”, które w praktyce mogą mieć znacznie głębsze skutki.
żr. wPolsce24 za gov.pl/Ministerstwo Cyfryzacji











