Porażająca historia! Dziennikarze WP i "Gazety Wyborczej" zastraszani po tekstach o aferach obozu władzy

Są takie chwile, kiedy solidarność zawodowa zmusza nas do reakcji.
Nawet wówczas, jeśli celem politycznego ataku stają się osoby, które na co dzień są po drugiej stronie medialnej barykady. Tak jest i teraz. Musimy zapytać wprost: czy wolność mediów w Polsce jest zagrożona?
Ataki na media lewicowo-liberalne
- Gdy napisałam tekst o leczeniu krewnego senatora w szpitalu w Aleksandrowie Kujawskim, otrzymałam anonimową wiadomość, że jeśli będę tak pisać, to razem z moją redaktorką będziemy jadły korzonki warzyw - czytamy w tekście red. Błaszkiewicz.
To kolejna sprawa i afera rządu Koalicji Obywatelskiej, którą politycy z obozu Donalda Tuska próbują dziś przemilczeć, podobnie jak i skandale zoofilskie i pedofilskie w Kłodzku.
Jak wynika z informacji ujawnionych przez reporterkę Wyborczej, po opisaniu działań polityka, pod adresem dziennikarki zaczęły płynąć sugestie dotyczące utraty przez nią pracy.
Sytuacja ta wywołała natychmiastową reakcję w środowisku dziennikarskim, choć jak zauważają komentatorzy, reakcja otoczenia politycznego senatora jest uderzająco powściągliwa.
KO próbuje bagatelizować sprawę?
Tymczasem wczoraj w szpitalu w Aleksandrowie Kujawskim zakończyła się kontrola Narodowego Funduszu Zdrowia, do gry wkroczył również Rzecznik Praw Pacjenta.
NFZ w wystąpieniu pokontrolnym już stwierdził, że zabieg krewnego Lenza odbył się poza systemem świadczeń finansowanych ze środków publicznych.
Wszystko wskazuje na to, że sytuacja nie wygląda tak, jak przedstawiał ją sam polityk.
Więcej o szczegółach tej sprawy pisaliśmy tu: Szpital postawiony na nogi przez… wrastający paznokieć. Dziennikarka ujawnia kuriozalne szczegóły.
Interpelacja po tekście w WP
Do sprawy zastraszania opisujących ten skandal dziennikarzy, odniósł się w mediach społecznościowych Szymon Jadczak, znany dziennikarz śledczy Wirtualnej Polski.
Do swojego wpisu, o którym więcej za chwilę, dołączył tekst opublikowany na łamach WP, w którym czytamy o kolejnej aferze władzy, którą próbuje się przemilczeć i zdławić:
- 13 kwietnia 2026 r. w Polsce Roman Giertych, wiceprzewodniczący klubu rządzącej Koalicji Obywatelskiej, wystosował do ministra finansów interpelację w sprawie Wirtualnej Polski Holding – wydawcy portalu Wirtualna Polska. Prosi w niej Andrzeja Domańskiego o osobisty nadzór nad wyjaśnieniem, skąd biorą się ceny akcji giełdowej spółki (interpelacji nie ma jeszcze na stronie Sejmu - opieramy się na deklaracji samego posła Giertycha, opublikowanej w portalu X) - czytamy w tekście.
Zamiast wyjaśnień i odpowiedzi na pytania, dziennikarzy i ich redakcję spotykają ataki. To dlatego Jadczak na portalu X nie szczędził mocnych słów pod adresem aktualnie rządzących Polska polityków:
„Gdy politycy KO i duża część polskich mediów fetują porażkę Victora Orbana na Węgrzech, w Polsce mamy małą namiastkę węgierskich klimatów w stylu Orbana” – napisał.
„Warszawa jak Budapeszt”
Jadczak skazuje na niebezpieczny trend, który nazywa „budapeszteńskim stylem”.
Według niego, ataki na wolne media – w tym na redakcję Wirtualnej Polski oraz dziennikarkę z Torunia – są ignorowane przez polityków partii rządzącej, co stoi w sprzeczności z ich deklaracjami o ochronie wartości demokratycznych.
Dziennikarz WP wylicza, iż media są zastraszane, do tego podejmowane są próby wpływania na zatrudnienie dziennikarzy opisujących niewygodne fakty. Jadczak narzeka także na brak solidarności, a w zasadzie milczenie polityków KO, w obliczu ataków na niezależne redakcje.
Ujawnia też porażające mechanizmy nacisku na spółkę Wirtualna Polska, które porównuje do metod stosowanych na Węgrzech.
Obie te sprawy - gróźb wysyłanych dziennikarzom GW i WP - powinny stać się punktem wyjścia do szerszej debaty. Czy w obecnej sytuacji politycznej dziennikarze mogą czuć się bezpiecznie, patrząc na ręce władzy?
Jadczak kończy swój wpis wymownym stwierdzeniem:
„Nie udawajmy, że nic się nie dzieje. My w Wirtualnej Polsce na pewno nie będziemy udawać, że to deszcz pada”.
źr. wPolsce24 za GW/X








