Wstrętna sugestia marszałka Sejmu. Czarzasty poucza Nawrockiego. Magister-politolog z przeszłością w PZPR kontra doktor historii z dorobkiem naukowym

Nie wiem, czy jest z zamiłowania historykiem, bo nigdy nie widziałem go jak czytał książkę, a widziałem jak pisał też nie. No dobrze. A wydaje mi się, że dużo osób go widziało jak chodził po lesie i na ustawkach. Więc nie będąc złośliwy, nie wiem kim on jest z wykształcenia. Wiem jedną rzecz: wiem po co to robi. Po co? Żebyśmy rozmawiali” – mówi Czarzasty.
Czy marszałek naprawdę musi „widzieć” kogoś czytającego książkę, żeby ten ktoś mógł mieć doktorat z historii? Na szczęście nie. Karol Nawrocki ma doktorat nauk humanistycznych (Uniwersytet Gdański, 2013, praca o oporze społecznym wobec komunizmu) i jest uznanym historykiem z publikacjami naukowymi. Twierdzenie Czarzastego, że „nie wiem, kim on jest z wykształcenia”, brzmi albo ignorancko, albo po prostu złośliwie.
Jako marszałek Sejmu Czarzasty mógłby pozwolić sobie na wyższy poziom debaty. Słowa takie jak te, wypowiedziane przez polityka z kartoteką jak Czarzasty – od lat aktywnego w postkomunistycznej Lewicy – mogą zaszkodzić partii w oczach niezdecydowanych wyborców przed nadchodzącymi wyborami parlamentarnymi.
Zamiast merytorycznie ocenić decyzje prezydenta – politykę historyczną, nominacje, konflikty z rządem – Czarzasty schodzi na poziom „nie widziałem cię z książką, ale na mordobiciu tak”. To klasyczny przykład polskiej polityki plemiennej na poziomie podstawówki.
źr. wPolsce24 za X/Gazeta Prawna











