Paulina Matusiak ostro w Sejmie: „Granda niesłychana”. Chaos na egzaminach na prawo jazdy, w tle wadliwe pytania

„Dlaczego minister zatwierdził błędne pytania?”
Podczas ostatniego posiedzenia Sejmu, posłanka Paulina Matysiak (klub Razem) wywołała do tablicy ministra infrastruktury, Dariusza Klimczaka. Poszło o fundamentalną sprawę dla każdego przyszłego kierowcy: bazę pytań egzaminacyjnych.
Według parlamentarzystki, po zmianie prawa 3 marca, Ministerstwo Infrastruktury nie zaktualizowało pytań, w których odpowiedzi stały się po prostu wadliwe.
– Granda to niesłychana – napisała później w serwisie X, pytając wprost: dlaczego minister zatwierdził takie testy i jak duża jest skala tego problemu?
Egzamin do powtórki? Prawo jest nieubłagane
Problem jest poważniejszy, niż mogłoby się wydawać. Jak ujawnił na antenie wPolsce24 Alvin Gajadhur, doradca prezydenta RP, w Ministerstwie Infrastruktury kierowanym przez Dariusza Klimczaka panuje gigantyczny bałagan i rozgardiasz. Z powodu rażącej niekompetencji urzędników, w skali całego kraju około tysiąc osób może mieć unieważniony zdany egzamin teoretyczny na prawo jazdy.
Nie chodzi tylko o stres kursanta. Jak podkreśliła Matysiak z sejmowej mównicy, przepisy obligują do unieważnienia egzaminu w sytuacji, gdy o wyniku (pozytywnym lub negatywnym) przesądziło błędne pytanie.
To oznacza, że setki osób mogą znaleźć się w próżni. Co z tymi, którzy oblali przez błąd systemu? A co z tymi, którzy zdali, choć pytanie było wadliwe? Posłanka przypomniała sytuację z 2022 roku, kiedy to z powodu podobnego zamieszania unieważniano egzaminy niezależnie od wyniku. Różnica jest jedna, ale zasadnicza: wtedy błąd trwał kilka godzin. Teraz wadliwe pytania miały być losowane co najmniej przez... dwa tygodnie.
Armagedon w WORD-ach
Z informacji docierających z Wojewódzkich Ośrodków Ruchu Drogowego wynika, że sytuacja jest napięta. Kursanci czują się oszukani, a egzaminatorzy mają związane ręce, bo operują na bazie zatwierdzonej „z góry”. Komisja ds. pytań egzaminacyjnych weryfikuje treści, ale to podpis ministra jest ostatecznym „tak” dla nowych testów.
Dla tysięcy młodych ludzi prawo jazdy to nie tylko ważny dokument i kawałek plastiku w portfelu, ale szansa na pracę, dojazdy na uczelnię czy samodzielność. W dobie wysokich cen kursów i długich kolejek na terminy, „informatyczny bubel” w ministerstwie to ostatnia rzecz, jakiej potrzebowali.
Co dalej?
Na ten moment przyszli kierowcy czekają na jasną odpowiedź resortu:
-
Ilu osób dokładnie dotyczy problem?
-
Czy egzaminy zostaną unieważnione z urzędu?
-
Kto poniesie koszty powtórnych podejść do egzaminu?
Jedno jest pewne – sprawa nie ucichnie, dopóki system nie zostanie naprawiony, a kursanci nie odzyskają pewności, że ich wiedza jest sprawdzana rzetelnie.
źr. wPolsce24











