Była dziennikarka TVN24 zrezygnowała z pracy u Żurka dla Kosinika-Kamysza

Rezygnacja Wasilewskiej z pracy u Żurka już kilka tygodni temu wzbudziła niemałe poruszenie w środowisku. Tę nagłą zmianę miejsca zatrudnienia rzeczniczki, wielu obserwatorów sceny politycznej tłumaczyło chaosem, jaki panuje w ministerstwie sprawiedliwości i przemyślaną "ewakuacją" części urzędników resortu. W kuluarach mówi się, że Karolina Wasilewska, zatrudniona jeszcze przez Adama Bodnara, raczej nie do końca chciała być twarzą działań obecnego szefa ministerstwa.
Z TVN24 do MON — bez doświadczenia w obronności, z doświadczeniem w narracji
Wasilewska przez ponad 15 lat była twarzą i głosem TVN24, gdzie najpierw pracowała jako redaktorka, a potem reporterka m.in. popularnego programu „Czarno na białym”. To właśnie tam kreowała przekaz dotyczący zmian w polskim wymiarze sprawiedliwości oraz relacjonowała kluczowe spory polityczne ostatnich lat.
Po odejściu z TVN24 w lutym 2024 r. dziennikarka trafiła do Ministerstwa Sprawiedliwości jako wiceminister komunikacji i promocji oraz rzeczniczka prasowa resortu – co samo w sobie było już znaczącym przeniesieniem z mediów do aparatu państwowego. Teraz jednak Wasilewska awansowała już do jednego z najważniejszych resortów rządowych, odpowiadając za kampanie społeczne, relacje z mediami oraz działania komunikacyjne wobec wojska.
Paradoks „bezpieczeństwa” i rzeczywistości
Taka nominacja w MON, instytucji kluczowej dla bezpieczeństwa państwa, może budzić poważne pytania. O ile kompetencje komunikacyjne są potrzebne, o tyle brak merytorycznego doświadczenia w obronności stawia pod znakiem zapytania motywacje stojące za wyborem kandydatki o tak medialnej przeszłości. W kontekście rosnących napięć geopolitycznych i konieczności budowania realnych zdolności obronnych, powierzenie strategicznej komunikacji resortu osobie, dla której głównym środowiskiem była liberalna i często krytyczna wobec poprzedniego szefa MON władz telewizja, wydaje się co najmniej kontrowersyjne.
Resort obrony tłumaczy to decyzją o „odpowiedzialności za kluczowe kampanie społeczne” i koniecznością działania „w oparciu o standardy NATO”. Jednak to właśnie w tym kontekście powstaje pytanie: czy MON potrzebuje kolejnej specjalistki od PR, czy raczej ekspertów od realnej komunikacji kryzysowej i obronnej?
Rosnący trend polityczno-medialny
Nie jest to odosobniony przypadek przechodzenia mediów do rządu. Podobny transfer personalny obserwowaliśmy już na początku funkcjonowania obecnego rządu, kiedy to rzecznikiem MSZ został dziennikarz "Gazety Wyborczej" Paweł Wroński. Głośno mówiło się wówczas o „symbiozie establishmentu medialno-politycznego”. To zjawisko podważa zaufanie do neutralności państwa i pokazuje, że awanse personalne często mają charakter bardziej polityczny niż merytoryczny.
Co więcej, sama Wasilewska przed laty pisała i relacjonowała kontrowersyjne tematy związane z wymiarem sprawiedliwości – później zaś odpowiadała za komunikację ministerstwa, którego działanie za poprzedniej władzy krytykowała. To pokazało, jak cienka jest granica między byciem komentatorem politycznym a uczestnikiem politycznej machiny.
Polityczne skutki decyzji Tuska
Decyzje personalne w takich obszarach mają realne znaczenie. MON, które powinno być oazą spokoju strategicznego i kompetencji obronnych, staje się areną dla transferów medialnych. W kontekście obecnych wyzwań bezpieczeństwa – zarówno zewnętrznych, jak i wewnętrznych – taka sytuacja zasługuje na krytyczną analizę. Czy to kolejny krok w kierunku konsolidacji mainstreamowej elity medialnej z władzą wykonawczą? A może sygnał, że priorytetem rządu jest budowa „produkowanych” narracji politycznych zamiast rzeczywistej obronności?
Odpowiedzi na te pytania będą kluczowe dla oceny kondycji polskiej sceny publicznej w nadchodzących latach.
źr. wPolsce24 za Wirtualne Media











