Nowy sondaż partyjny. Czy w Polsce da się stworzyć rząd po wyborach?

Na pierwszy rzut oka wszystko wygląda dla Donalda Tuska bardzo dobrze. Koalicja Obywatelska osiąga aż 37,99 proc. (tyle samo co w poprzednim badaniu) poparcia, wyraźnie dystansując Prawo i Sprawiedliwość, które notuje 29,77 proc. (wzrost o 1 punkt procentowy). Ale to tylko połowa obrazu.
Tusk wciąż zjada koalicjantów
Najbardziej uderzające w tym badaniu jest to, co dzieje się z mniejszymi partnerami obecnej władzy:
- Polska 2050 – 1,04 proc.
- Polskie Stronnictwo Ludowe – 1,57 proc.
- Nowa Lewica – 4,92 proc.
To wyniki, które w praktyce oznaczają polityczny margines, bo nie pozwalają osiągnąć progu wyborczego. Wniosek nasuwa się sam: KO rośnie, ale kosztem własnych koalicjantów. Elektorat konsoliduje się wokół największej partii, a mniejsze ugrupowania tracą znaczenie.
Sejm bez większości
Przeliczenie wyników na mandaty pokazuje jeszcze większy problem:
- KO – 209 mandatów
- PiS – 159 mandatów
- Konfederacja – 47 mandatów
- Konfederacja Korony Polskiej – 45 mandatów
Do większości potrzeba 231 głosów. To oznacza, że KO nie ma z kim stworzyć stabilnego rządu w obecnym układzie.
Klucz po prawej stronie
W tej sytuacji języczkiem u wagi staje się szeroko rozumiana Konfederacja — zarówno środowisko Sławomira Mentzena i Krzysztofa Bosaka, jak i formacja związana z Grzegorzem Braunem. Bez ich udziału nie da się zbudować większości. Teoretycznie możliwy byłby sojusz KO z Konfederacją, ale to jednak scenariusz politycznie bardzo trudny — zarówno dla wyborców jednej, jak i drugiej strony.
PiS trzyma swoją pozycję
Mimo wyraźnej straty do KO, Prawo i Sprawiedliwość pozostaje najsilniejszą formacją po prawej stronie sceny politycznej. To oznacza, że wciąż jest naturalnym punktem odniesienia dla całego tego obozu — i potencjalnym liderem alternatywnej większości, jeśli układ sił się zmieni.
Pat wyborczy?
Sondaż pokazuje więc paradoks: KO wyraźnie wygrywa, koalicjanci słabną, opozycja się konsoliduje ale nikt nie ma łatwej drogi do rządzenia. W efekcie Polska w takim układzie mogłaby stanąć przed scenariuszem politycznego pata — gdzie zwycięstwo wyborcze nie oznacza realnej zdolności do sprawowania władzy.
źr. wPolsce24 za X - Łukasz Pawłowski











