B. Arłukowicz jest wirtualnym damskim bokserem? Obrzydliwy atak na uwolnioną urzędniczkę!

Areszt wydobywczy dla urzędniczki
Przypomnijmy, Anna Wójcik, była urzędniczka biura premiera Mateusza Morawieckiego, od stycznia przebywała w areszcie w związku z zarzutami w śledztwie dot. nieprawidłowości w Rządowej Agencji Rezerw Strategicznych.
Opuściła areszt w Katowicach 3 kwietnia, po godz. 13:00. Obciążały ją tylko - według informacji medialnych - zeznania jednej osoby, szefa firmy Red is Bad, który również ma zarzuty w tej sprawie. Więcej o kulisach uwolnienia urzędniczki pisaliśmy w tekście:
Urzędniczka została uwolniona po licznych apelach środowisk konserwatywnych, w których podkreślano, że stan jej syna - 13-latka w spektrum autyzmu - znacznie się pogorszył w czasie przetrzymywania Wójcik w więzieniu. Biegły, którego powołano w tej sprawie uznał, że areszt dla matki negatywnie wpływa na dziecko i dlatego zdecydowano o uwolnieniu kobiety.
Jednocześnie - w czasie pobytu Anny Wójcik w więzieniu - politycy Koalicji Obywatelskiej, np. Roman Giertych, sugerowali, iż gdyby zeznania Anny Wójcik obciążyły premiera Morawieckiego, to kobieta już dawno byłaby na wolności.
Atak Arłukowicza na kobietę
Tego typu szantaż to nie wszystko, bo jeszcze ostrzej zaatakował urzędniczkę Bartosz Arłukowicz:
- Pani Ania W. po wizycie w Republika była wPolsce24. Autyzm nie jest tak pilny, jak występy pani Ani - napisał na portalu X.
Ten wpis to pierwsza manipulacja polityka w tej sprawie, bo urzędniczka nie odwiedziła żadnej z telewizji. Rozmawiała jedynie telefonicznie z telewizją Republika i telewizją wPolsce24. Najpierw oczekując na męża po uwolnieniu, a później samochodzie, w drodze z Katowic do Warszawy.
Jednocześnie - w obu telewizjach - odmówiła rozmowy w studio, zaznaczając wyraźnie, że musi teraz poświęcić czas rodzinie.
- Łączyła się telefonicznie z drogi do domu, z Katowic do Warszawy. Zaproszenie do studia na wieczór odrzuciła, właśnie z powodu pierwszeństwa rodziny - wyjaśniał na portalu X red. Jacek Karnowski.
Nie był to jedyny niezgodny z faktami wpis Arłukowicza w tej sprawie. Wcześniej polityk sugerował, że "pani Ania W. prędzej była w Republice, niż u syna. Ale priorytety, to priorytety". To również - co najmniej - manipulacja, jeśli nie kolejne kłamstwo.
Sprawę wyjaśnił pełnomocnik urzędniczki, mecenas Adam Gomoła:
- Niestety czysty fake news. Pani Ania nie wizytowała stacji telewizyjnych. Czekała ze mną kilka godzin na przyjazd męża. W Katowicach. Miała czas aby telefonicznie podziękować na gorąco tym, którzy ją naprawdę wspierali. Proszę przynajmniej nie manipulować - wytłumaczył prawnik.
Kolejny, trzeci wpis Arłukowicza w tej sprawie odnosił się do rzekomych zarzutów dla urzędniczki, które nie zostały jeszcze potwierdzone przez sąd i na tę chwilę są oparte o zeznania innego oskarżonego w tej sprawie. To wzmożenie pokazuje dość wyraźnie, jaką wściekłość w politykach Koalicji Obywatelskiej wywołało to, że urzędniczki nie udało się złamać aresztem wydobywczym.
źr. wPolsce24 za X