Awantura na szlaku do Morskiego Oka! „Eko-aktywiści” w natarciu. Spłoszone konie, zagrożenie dla tysięcy turystów

Do eskalacji doszło w sobotę na popularnej trasie wiodącej do Morskiego Oka. Aktywiści z organizacji prozwierzęcych po raz kolejny postanowili uderzyć w wielowiekową tradycję Podhala i źródło utrzymania lokalnych rodzin, domagając się bezwzględnego zakazu pracy koni na szlaku. Co więcej, strona „eko-wojowników” bezczelnie domagała się od starosty tatrzańskiego całkowitego zamknięcia szlaku dla turystów na czas ich manifestacji. Władze powiatu nie ugięły się jednak pod tym szantażem – trasa pozostała otwarta, a zaprzęgi normalnie wyjechały do pracy.
Podhale zwarło szyki w obronie tradycji
Tym razem aktywiści nie mieli jednak łatwego zadania. Na miejscu stawili się nie tylko pracujący fiakrzy, ale również tłumnie zebrani obrońcy górali z całego regionu. Mieszkańcy Podhala dali jasny sygnał: mają dość nagonki, prób niszczenia ich kultury oraz ingerencji zewnętrznych organizacji w lokalne sprawy.
Atmosfera była niezwykle napięta. Choć fiakrzy już wcześniej apelowali do służb o zapewnienie bezpieczeństwa i porządku, obecność obu zwaśnionych grup groziła bezpośrednim starciem. Policjanci nie dopuścili do eskalacji fizycznej, ale byli zmuszeni podjąć zdecydowane działania wobec protestujących aktywistów. Z powodu blokowania przejazdu i ignorowania poleceń funkcjonariuszy, policja siłą usunęła pikietujących z jezdni.
Eko-aktywiści teoretycznie występujący w obronie zwierząt, swoim zachowaniem płoszyli konie, czym narażali zarówno czworonogi, jak i turystów.
Absurdalne żądania i prokuratorskie kłopoty w tle
W awangardzie protestu stanęli przedstawiciele Dolnośląskiego Inspektoratu Ochrony Zwierząt (DIOZ), którzy forsują pomysł zastąpienia koni pojazdami elektrycznymi. Ich „pomysły” idą jednak znacznie dalej – zażądali, by Tatrzański Park Narodowy odkupił od fiakrów około 300 koni i utrzymywał je na dożywotnim garnuszku, m.in. wypasając na halach.
Kiedy dziennikarze PAP zapytali DIOZ o jakiekolwiek twarde dowody i podstawy twierdzeń, że konie na trasie do Morskiego Oka są rzekomo przemęczane lub maltretowane – organizacja nie potrafiła udzielić odpowiedzi. Warto również przypomnieć, że sama działalność DIOZ od dłuższego czasu budzi poważne kontrowersje, a sprawą funkcjonowania tej organizacji zajmuje się Prokuratura Okręgowa w Świdnicy.
Sobotnie wydarzenia pod Tatrami to kolejny dowód na to, że ideologiczna ofensywa organizacji mieniących się „ekologicznymi” napotyka coraz silniejszy opór społeczny. Górale pokazali jedność, a policja musiała przywrócić porządek tam, gdzie prawo i zdrowy rozsądek próbowano zastąpić blokadą szlaku.
źr. wPolsce24 za PAP, rmf24.pl








