Argentyńska wołowina już zalewa Europę. Rząd Tuska ogłasza sukces, a rolnicy drżą o przetrwanie
Do hiszpańskich, a następnie portugalskich portów zawitały pierwsze transporty mięsa z Argentyny. To symboliczny i ponury początek nowej ery dla europejskiego rolnictwa. Umowa o wolnym handlu z krajami Ameryki Południowej (Mercosur), przeciwko której protestowali rolnicy w całej Polsce i Europie, zaczęła obowiązywać w praktyce.
Podwójne standardy Brukseli i niemiecki interes
Polscy producenci żywności nie kryją rozgoryczenia. Przez lata Unia Europejska narzucała im wyśrubowane normy hodowli, zmuszając do kosztownych inwestycji i przestrzegania restrykcyjnych przepisów. Tymczasem, jak zauważają rolnicy, Bruksela otwiera teraz szeroko wrota dla towarów, które te nakazy omijają.
W tle tej decyzji widać wyraźne interesy naszego zachodniego sąsiada. Niemiecki rząd z uporem walczył o jak najszybsze podpisanie umowy Mercosur. Dlaczego? Odpowiedź może być szokująca. W Ameryce Południowej stosuje się około 340 substancji aktywnych, które są surowo zabronione w polskim rolnictwie. Substancje te produkują jednak niemieckie koncerny, które następnie wysyłają je na cały świat.
Efekt? Na nasze stoły może trafić żywność niebezpieczna dla zdrowia, co budzi przerażenie nie tylko rolników, ale i świadomych konsumentów.
Rząd Tuska „zabezpieczył” tylko wódkę?
W obliczu nadciągającego kryzysu postawa polskiego rządu budzi zdumienie. 10 lutego Parlament Europejski poparł tzw. klauzulę ochronną. Zakłada ona, że Komisja Europejska nałoży cła, jeśli import z Ameryki Południowej wzrośnie o 5% przy cenach niższych o 5% od krajowych. Rząd Donalda Tuska i politycy PSL natychmiast odtrąbili sukces, twierdząc, że polskie rolnictwo jest bezpieczne.
Krytycy nie pozostawiają jednak na tych zapewnieniach suchej nitki. Wskazują, że klauzule ochronne, którymi chwali się PSL, mogą okazać się fikcją, a rząd w rzeczywistości przegrał batalię z Mercosur.
Jeszcze bardziej kompromitująco wygląda kwestia ochrony polskich produktów regionalnych. W ramach umowy przewidziano ochronę nazw geograficznych, aby producenci z Ameryki Południowej nie mogli ich podrabiać. Polska zgłosiła na tę listę zaledwie dwa produkty: Polską Wódkę i Żubrówkę. Dla porównania Francja zadbała o ochronę 63 produktów, Portugalia – 59, a Włochy – 57. To jaskrawy dowód na to, jak obecna władza podchodzi do promocji i ochrony polskiej marki na arenie międzynarodowej.
Widmo upadku polskiej wsi
Rolnicy ostrzegają, że masowy napływ taniej, wątpliwej jakości żywności doprowadzi do nieodwracalnych szkód. Przerwanie produkcji rolnej w Polsce to proces, którego nie da się cofnąć w kilka dni – odbudowa potencjału zajmie lata.
– Unia Europejska przez lata narzucała na europejskich hodowców maksymalnie wyśrubowane wymogi (...). Teraz natomiast Bruksela omija wszelkie nakazy dotyczące hodowli i wprowadza towary po konkurencyjnych cenach – słyszymy w relacji rolników.
Konsekwencje mogą być tragiczne nie tylko dla kieszeni rolników, ale dla bezpieczeństwa całego narodu. Uzależnienie się od żywności zza oceanu wystawia Polskę na ryzyko „szantażu głodowego” w przyszłości. Głosy obywateli są jednoznaczne: rząd, zamiast ratować rolników, „oddał się całkowicie Niemcom”.
źr. wPolsce24











