Ależ się żrą w Konfederacji. Usuwają ludzi niewygodnej europoseł

To bezpośrednie pokłosie jej niedawnego przejścia do brukselskiej frakcji Patriotów dla Europy oraz powołania nowego stowarzyszenia „Ruch Biało-Czerwoni”. Na prawicy rodzi się pytanie: czy ambicje liderów nie rozsadzą formacji od środka w kluczowym dla Polski momencie?
Wszystko zaczęło się od głośnej decyzji Ewy Zajączkowskiej-Hernik, która w Parlamencie Europejskim opuściła dotychczasową frakcję Europa Suwerennych Narodów (zdominowaną przez niemieckie AfD) i zasiliła szeregi ugrupowania Patrioci dla Europy, u boku m.in. Viktora Orbána i polityków francuskiego Zjednoczenia Narodowego. Choć w opinii wielu komentatorów prawicy był to ruch propolski i logiczny – odcinający grubą kreską współpracę z antypolskimi elementami w Niemczech – kierownictwo Nowej Nadziei zareagowało furią. Rzecznik partii Sławomira Mentzena ogłosił wówczas, że europosłanka dokonała „samowykluczenia” z partii.
Wycisnąć „zajączkowców” do spodu. Kulisy partyjnej czystki
Teraz, jak wynika z naszych informacji, konflikt przeniósł się z Brukseli na polskie podwórko, uderzając bezpośrednio w działaczy terenowych. Władze Nowej Nadziei rozpoczęły systematyczne eliminowanie z funkcji i struktur każdego, kto w wewnątrzpartyjnym sporze stawał po stronie Zajączkowskiej-Hernik lub angażował się w jej nową inicjatywę – stowarzyszenie Ruch Biało-Czerwoni.
Czyszczone są przede wszystkim struktury w okręgu podwarszawskim, którym jeszcze do niedawna kierowała sama europosłanka.
To brutalny proces. Ludzie, którzy oddali partii lata ciężkiej pracy, organizowali kampanie wyborcze Mentzena i walczyli na pierwszej linii frontu, z dnia na dzień dowiadują się, że są usuwani, odsuwani od procesów decyzyjnych albo pozbawiani dostępu do partyjnych systemów. Oficjalne powody? 'Brak zaangażowania' albo 'złamanie lojalności'. Prawda jest jednak taka, że to polowanie na czarownice i próba wycięcia wpływów Ewy” - mówi nam anonimowo jeden z lokalnych działaczy formacji.
To samo przyznaje już pod imieniem i nazwiskiem wyrzucona w czwartek z partii jej działaczka Dorota Spalony na swoim profilu na Facebooku.
Nie będę ukrywać – jest mi po prostu przykro. Po 5 latach i 4 miesiącach działalności, co do dnia, coś się skończyło. Setki godzin pracy. Dziesiątki wydarzeń. Własne pieniądze, własny czas, własne zaangażowanie. Nie dla stanowisk, nie dla korzyści. Z przekonania, że można zmieniać Polskę na lepsze. Dla naszych dzieci. Najbardziej boli jednak nie sama decyzja, ale sposób jej przekazania. Przez lata podawaliśmy sobie ręce. Wspólnie organizowaliśmy wydarzenia, kampanie i akcje. Dzisiaj zostałam po prostu wygumkowana. Bez telefonu. Bez rozmowy. Bez „do widzenia”. Bez sądu partyjnego. - czytamy.
Kierownictwo partii stara się sprawiać wrażenie, że sytuacja jest pod kontrolą, a decyzje mają charakter czysto statutowy i porządkowy. W kuluarach mówi się jednak o panicznym strachu przed utratą monopolu na władzę i budowaniem przez Zajączkowską-Hernik własnego, silnego podmiotu, który mógłby w przyszłości szukać sojuszu np. z Ruchem Narodowym Krzysztofa Bosaka.
Gra na osłabienie prawicy? Beneficjentem może być tylko system Donalda Tuska
Rozłamowe nastroje i wewnętrzne wojenki w Konfederacji budzą głęboki niepokój po prawej stronie sceny politycznej. W momencie, gdy koalicja 13 grudnia pod wodzą Donalda Tuska demoluje polskie państwo, niszczy suwerenność energetyczną, godzi w strategiczne inwestycje i realizuje Brukselskie dyktaty, wyborcy oczekują od opozycji twardej, skonsolidowanej i bezwzględnej walki z rządem, a nie widowiskowych samospaleń na ołtarzu partyjnych ambicji.
Ewa Zajączkowska-Hernik dała się poznać jako polityk o niezwykle ostrym, jednoznacznym profilu – jej bezkompromisowe wystąpienia w Parlamencie Europejskim przeciwko polityce Ursuli von der Leyen czy paktowi migracyjnemu odbiły się szerokim echem w całej Europie. Zamiast wykorzystać ten potężny kapitał polityczny do budowania silnego frontu antyglobalistycznego, wewnątrz Konfederacji wygrała technokratyczna brutalność i chęć absolutnego podporządkowania sobie struktur przez partyjny aparat.
Co dalej z Konfederacją?
Ruch Sławomira Mentzena polegający na masowym wyrzucaniu współpracowników Zajączkowskiej może okazać się pyrrusowym zwycięstwem. Wycinanie struktur w terenie zawsze osłabia partię przed kolejnymi maratonami wyborczymi. Dziś nastroje wśród szeregowych działaczy są fatalne – widzą oni, że zamiast merytorycznej dyskusji o przyszłości i strategicznym kierunku w PE, o wszystkim decydują paragrafy naprędce zmienianych statutów i personalne animozje.
Czy Ewa Zajączkowska-Hernik i jej „Ruch Biało-Czerwoni” zdołają obronić swoją podmiotowość? Czy Ruch Narodowy wyciągnie rękę do marginalizowanych działaczy? Jedno jest pewne: ten spektakularny kryzys pokazuje, że Konfederacja wciąż cierpi na dziecięce choroby formacji kanapowych, gdzie lojalność wobec lidera bywa ważniejsza niż wspólna walka o interes narodowy. Będziemy na bieżąco monitorować sytuację w strukturach prawicy.
źr. wPolsce24 za FB











