Polska

Skandaliczna próba cenzury w Niemczech! Stworzyli „czarną listę”, by zniszczyć prawicę

opublikowano:
Mężczyzna stojący z gazetą, na pierwszym planie czerwony napis "Censored".
(fot. Pixabay)
To miał być rutynowy mechanizm dyscyplinowania rynku: lewicowa organizacja tworzy spis niepokornych twórców, rozsyła go do korporacji, a działy marketingu w popłochu ucinają budżety. Wpływowa niemiecka organizacja Campact sporządziła „czarną listę” prawicowych kanałów na YouTube, żądając natychmiastowego wycofania reklam. Tym razem jednak trafiła na mur. Christoph Werner, prezes sieci drogerii dm, odmówił udziału w ideologicznej czystce i publicznie wypunktował bezczelność samozwańczych cenzorów.

Metoda na „kordon sanitarny”: zagłodzić finansowo

Współczesna cenzura rzadko przybiera formę państwowego dekretu. Dziś znacznie skuteczniejszy okazuje się inny sposób represji, przerzucając brudną robotę na pozarządowe organizacje i korporacyjny marketing. Mechanizm jest prosty i przetestowany na Zachodzie dziesiątki razy: grupa aktywistów obwołuje się „strażnikami demokracji”, piętnuje niewygodne media i szantażuje wielkie marki utratą reputacji, jeśli te natychmiast nie wycofają swoich pieniędzy.

Znamy to także z Polski, prawda? 

Właśnie taki manewr zastosowała w sierpniu niemiecka organizacja Campact. Do zarządów największych przedsiębiorstw za Odrą trafiło pismo z gotową listą 62 kanałów na platformie YouTube. Przypadek? Żaden. Na celowniku znaleźli się twórcy o profilu konserwatywnym i prawicowym: ci, którzy gromadzą setki tysięcy widzów i stanowią realną alternatywę dla głównego nurtu. Żądanie było bezdyskusyjne: natychmiastowy bojkot reklamowy i odcięcie niepoprawnych politycznie kanałów od przychodów, albo zetkniecie się z lewicowym gniewem. 

W realiach zachodnioeuropejskiego biznesu, gdzie działy PR w panice uginają się pod każdym zarzutem o brak poprawności, większość menedżerów po cichu wykonałaby polecenie.

Korporacyjny wyłom. „Nie jesteście policją”

Kalkulacja aktywistów z Campact załamała się jednak w zderzeniu z Christophem Wernerem, szefem dm-drogerie markt, jednego z liderów niemieckiego rynku drogerii i głównego rywala Rossmanna. Werner nie tylko zignorował ultimatum, ale postanowił obnażyć naturę tego zjawiska na łamach dziennika „Die Welt”.

Zamiast standardowych, wymijających formułek PR, prezes giganta handlowego postawił sprawę bezkompromisowo:

Nie poddałem się presji. Nie pozwolę, by organizacja pozarządowa mnie przesłuchiwała i mi groziła. Nie mają do tego prawa. Tak nie rozumiem liberalnego społeczeństwa obywatelskiego i cywilizowanej kultury debaty. W debacie publicznej musi znaleźć się miejsce dla różnych opinii. Jeśli Federalny Urząd Policji Kryminalnej zażąda spotkania ze mną, będę musiał się na to zgodzić. Ale nie wtedy, gdy grupa aktywistów mnie zniesławia i mi grozi”.

Werner nazwał rzecz po imieniu: uzurpatorzy bez mandatu demokratycznego próbują przypisywać sobie uprawnienia organów ścigania, stosując otwarty szantaż wobec prywatnych podmiotów gospodarczych.

Standardy fasadowej demokracji

Reakcja szefa dm jest godna odnotowania właśnie dlatego, że stanowi rzadki wyjątek w zachodnim świecie korporacji sparaliżowanych strachem przed lewicowym linczem. Pokazuje jednak sedno współczesnej hipokryzji. Pluralizm jest tylko wtedy, gdy mieści się w granicach wyznaczonych przez aktywistów. Wolny rynek działa wówczas, dopóki pieniądze płyną wyłącznie do koncesjonowanych, poprawnych ideologicznie odbiorców.

Debata publiczna jest zastąpiona szantażem, tworzeniem „czarnych list” i próbą doprowadzenia oponentów do bankructwa.

Nie miejmy złudzeń, gesty takie jak ten wykonany przez Christopha Wernera nie oznaczają nagłego odwrotu zachodniego biznesu od poprawności politycznej, bo machina nacisków działa zbyt długo i zbyt sprawnie. Dowodzą jednak, że wystarczy odrobina twardego realizmu i odwagi jednego menedżera, by wykazać, jak kruche są podstawy władzy samozwańczych cenzorów, gdy ktoś wreszcie odpowie im prostym: „Nie macie do tego prawa”.

Może czas zacząć wprowadzać podobne zasady w szerszym wymiarze?

źr. wPolsce24 za "Die Welt"

Polska

„Cel: Prezydent. Apogeum przemysłu pogardy”. Jak Tusk i Berlin chcą storpedować Fort Trump i zniszczyć prezydenta

opublikowano:
Cel_ Prezydent — Apogeum przemysłu pogardy
„Cel: Prezydent. Apogeum przemysłu pogardy”
Konie w Promniku, złośliwe nagrania pod Belwederem i narastająca lawina medialnego hejtu to zaledwie wierzchołek góry lodowej. Choć na pierwszy rzut oka codzienne ataki Donalda Tuska mogą wyglądać na zwykłą zawiść po przegranych wyborach prezydenckich, w rzeczywistości stoimy w obliczu bezwzględnej operacji politycznej o znacznie głębszym podłożu. W najnowszym, wstrząsającym dokumencie reporterzy wPolsce24 analizują kulisy brudnej kampanii i pokazują, jak w praktyce działa współczesny „przemysł pogardy”.
Polska

Dziurawe niebo - dron przeleciał na Litwę bez reakcji, a trauma mieszkańców powraca

opublikowano:
2496773_4
Koszmar z Wyryk wciąż żywy. Czy polskie niebo jest bezpieczne po incydencie z dronem? (fot. wPolsce24)
Huk, spadające żyrandole i zerwany dach – dramat starszego małżeństwa z miejscowości Wyryki przypomina, z jakim zagrożeniem mierzą się mieszkańcy wschodniej Polski. Choć od tego zdarzenia minął już rok, obywatele nadal nie mogą czuć się bezpiecznie. Ostatni incydent z niezidentyfikowanym dronem, który przeleciał nad Polską i rozbił się na Litwie, na nowo obnaża bezradność służb i brak ostrzeżeń dla ludności.
Polska

Festiwal fałszu w Sejmie. Czarzasty prawi o wartościach, a legitymizuje bezprawie wokół TK

opublikowano:
Wzniosłe słowa do młodzieży i bezczelność wobec prawa. Podwójna gra Włodzimierza Czarzastego
Wzniosłe słowa do młodzieży i bezczelność wobec prawa. Podwójna gra Włodzimierza Czarzastego (fot. wPolsce24)
Podczas 32. sesji Sejmu Dzieci i Młodzieży wicemarszałek Włodzimierz Czarzasty mówił o szacunku i wartościach, jednak codzienna praktyka sejmowej większości pokazuje zupełnie inną twarz. W tle obrad powraca sprawa Macieja Berka – zaufanego współpracownika Donalda Tuska – którego wybór i tzw. pseudoślubowanie obnażyły jawne lekceważenie przepisów prawa oraz determinację obozu władzy w próbach przejęcia Trybunału Konstytucyjnego.
Polska

Upadek szpitali powiatowych. „NFZ jest bankrutem, szpitale w Polsce umierają”

opublikowano:
Ponad 90% szpitali zadłużonych. Rząd proponuje cięcia profili, samorządy alarmują
Ponad 90% szpitali zadłużonych. Rząd proponuje cięcia profili, samorządy alarmują (fot. wPolsce24)
Dramatycznie rosnące długi, coraz dłuższe kolejki i zamykane oddziały – szpitale powiatowe w całej Polsce mierzą się z bezprecedensowym kryzysem finansowym. Ponad 90% publicznych placówek jest zadłużonych, a samorządowcy alarmują, że bez natychmiastowego wsparcia państwa pacjenci stracą dostęp do podstawowego leczenia. Ministerstwo Zdrowia zamiast dosypać pieniędzy proponuje reorganizację, co spotyka się ze stanowczym sprzeciwem medyków i lokalnych władz.
Polska

Interwencja bez podstawy prawnej? Kontrowersje wokół działań policji i wpisu premiera Tuska

opublikowano:
Brutalne zatrzymanie pod TK. Poważne zarzuty wobec policji i fałszywe oskarżenia o nóż
Brutalne zatrzymanie pod TK. Poważne zarzuty wobec policji i fałszywe oskarżenia o nóż (fot. wPolsce24)
Mimo upływu kilku dni od głośnego zatrzymania pana Piotra przez stołecznych funkcjonariuszy, jego obrońcy wciąż nie poznali faktycznej podstawy prawnej podjętych działań. Sprawa wywołuje coraz większe kontrowersje, a w tle pojawiają się zarzuty o brutalność policji oraz falę dezinformacji powielaną przez media i szefa rządu.
Polska

„Kim Dzong Tusk” w natarciu. Kuriozalna laurka dla premiera w neo-TVP Info!

opublikowano:
Donald Tusk przy mównicy na tle czerwonych flag, wojskowej defilady i portretów przywódców Korei Północnej – satyryczna ilustracja do artykułu o mediach publicznych.
Donald Tusk na tle symboliki Korei Północnej. Ilustracja nawiązująca do kontrowersji wokół sposobu prezentowania premiera w TVP Info (fot. Fratria/graf. AI)
Miała być „czysta woda” i bezstronność. Tymczasem na antenie neo-TVP Info widzowie zobaczyli materiał, który w mediach społecznościowych wywołał lawinę kpin, zażenowania i gorzkich porównań do reżimów autorytarnych. Wszystko za sprawą kuriozalnego przeglądu prasy, w którym publiczny nadawca postanowił ocieplić wizerunek premiera historią o… obsypywaniu małżonki kwiatami.