Polacy mięsem armatnim dla niemieckiego giganta. Pracownicy Rhenus mdleli w upale, a kierownictwo miało ich w nosie

Koszmar rozpoczął się w niedzielę (28 czerwca), gdy temperatura w magazynie sięgnęła 32 stopni Celsjusza już podczas porannej zmiany. Z każdą godziną robiło się gorzej. Na czwartym piętrze, gdzie słońce świeciło prosto z góry na blaszany dach, warunki stały się nie do wytrzymania.
Byłam na porannej zmianie i już ledwo dało się wytrzymać. Są alejki, w których po prostu nie da się oddychać, bo dach jest z blachy. Termometry wiszą tylko przy biurkach kierownictwa, a nie tam, gdzie powinny być, na piętrach czy na dziale pakowania".– opowiada Otylia Jung-Jankowska, która pracę w magazynie zakończyła o 14:00.
Gdy przyszła popołudniowa zmiana, pracownicy po godzinie lub dwóch po prostu wychodzili z magazynu. Bali się o własne zdrowie i życie. I słusznie. Spośród tych, którzy zostali, kilkoro zemdlało. Pogotowie ratunkowe przyjeżdżało co najmniej siedem razy.
Najgorsze jest jednak zachowanie kierownictwa. Gdy wyczerpani pracownicy zgłaszali, że źle się czują, przełożeni mieli im zarzucać symulowanie. Zamiast zapewnić odpowiednie warunki, oskarżali ludzi o udawanie, podczas gdy ci dosłownie padali na ziemię z wyczerpania.
Przełożeni, ryzykujący zdrowie ludzi dla zysków spółki, powinni zostać natychmiast odsunięci od pracy jako stanowiący zagrożenie dla pracowników" - ocenia Bartosz Kurzyca z komisji krajowej OZZ Inicjatywa.
Załoga firmy domaga się odpowiedniej wentylacji i systemów regulacji temperatury. Na razie od pracodawcy dostali jedynie dodatkową 10-minutową przerwę oraz butelki z wodą. To kropla w morzu potrzeb, gdy w środku panuje piekielny żar.
Niemiecka firma Rhenus, która zarabia miliony na logistyce, najwyraźniej nie zamierza inwestować w bezpieczeństwo swoich pracowników. Zamiast tego woli ryzykować ich zdrowiem i liczyć, że ludzie będą milczeć. Tymczasem w Swarzędzu zawrzało – pracownicy nie dają się zastraszyć i mówią dość.
źr. wPolsce24 za gazeta.pl











