We Włoszech tną podatki o złotówkę na litrze paliwa. W Polsce Tusk chowa się za plecami prezydenta

Rzym potrafi: Ponad złotówka w dół na każdym litrze
Podczas gdy polscy kierowcy przecierają oczy ze zdumienia, patrząc na dystrybutory i ceny zbliżające się do 8–9 zł, włoska Rada Ministrów nie bawiła się w medialne uniki. Rząd przedłużył właśnie działanie dekretu paliwowego do 1 maja, kładąc na stół 500 mln euro.
Włoski minister gospodarki Giancarlo Giorgetti nie szukał kozłów ofiarnych, tylko przedstawił twarde wyliczenia i konkretne rozwiązania:
- Obniżka akcyzy o 25 eurocentów (ok. 1,09 zł/l brutto) na litrze benzyny i diesla,
- Obniżka akcyzy o 12 eurocentów (ok. 0,52 zł/l) na gazie LPG,
- Kredyty podatkowe dla rolników oraz transportu i rybołówstwa.
(kurs referencyjny: 1 EUR ≈ 4,37 PLN)
Co kluczowe, Włosi nie zadłużali się na ślepo. Aż 200 mln euro (ok. 874 mln zł) pokryto z tzw. samofinansowania – czyli z dodatkowych wpływów z VAT, jakie państwo zgarnia przy drożyźnie na stacjach. Kolejne 300 mln euro (ok. 1,311 mld zł) wzięto z niewykorzystanych środków ETS CO2. Rzym uznał proste prawo: skoro państwo zarabia więcej na podatkach z powodu drogiej ropy, te pieniądze mają natychmiast wrócić do kieszeni obywateli.
Paradoks na stacjach: Włoch zarabia w euro, a tankuje taniej niż Polak
Średnie ceny paliw we Włoszech po odliczeniu rządowej tarczy wynoszą obecnie:
- Benzyna: 1,733 euro/l – w przeliczeniu ok. 7,57 zł/l,
- Olej napędowy: 2,032 euro/l – w przeliczeniu ok. 8,88 zł/l.
Tyczasem tamtejsze organizacje konsumenckie krytykują rząd za to, że cięcia są... zbyt małe, bo w niektórych alpejskich regionach diesel na stacjach samoobsługowych przebił 2,13 euro (ok. 9,33 zł/l), a na autostradach sięga 2,14 euro (ok. 9,34 zł/l).
Tymczasem jak wygląda rzeczywistość nad Wisłą?
Za benzynę Pb95 polski kierowca płaci dziś średnio 7,97–7,99 zł/l, a za olej napędowy 8,94–8,99 zł/l. Dochodzimy do ponurej groteski: w kraju o trzykrotnie niższych średnich zarobkach niż we Włoszech, litr benzyny jest o ponad 40 groszy droższy niż na rzymskich stacjach, a diesel kosztuje niemal dokładnie tyle samo!
Tuskowa niemoc: Wszystkiemu winien Pałac Prezydencki
W obliczu drenowania kieszeni milionów obywateli, z Alei Ujazdowskich płynie wyłącznie melodia o „związanych rękach”. Premier Donald Tusk i jego zaplecze z uporem maniaka powtarzają narrację o prezydenckim wecie, rzekomym braku narzędzi prawnych i „odpowiedzialności budżetowej”.
To jednak nic innego jak polityczna zasłona dymna. Zrzucanie winy na prezydenta w kwestii cen paliw rozbija się o twarde fakty prawne i ekonomiczne:
- Minister Finansów nie potrzebuje prezydenta: Aby obniżyć stawkę akcyzy, rząd wcale nie musi toczyć wielotygodniowej batalii parlamentarnej ani czekać na podpis głowy państwa. Polskie prawo daje Ministrowi Finansów uprawnienie do obniżania stawek akcyzy w drodze zwykłego rozporządzenia – dokładnie tak, jak robiono to wielokrotnie w przeszłości w granicach unijnych minimów. Powoływanie się na widmo prezydenckiego weta w tej materii to cyniczna gra na niewiedzy wyborców.
- Budżet tuczy się na drożyźnie: Paliwo za blisko 8 czy 9 złotych to dla Ministerstwa Finansów gigantyczny, nieplanowany zastrzyk z podatku VAT. Tusk doskonale wie to, co głośno powiedział włoski minister: drożyzna sama finansuje obniżkę akcyzy. Rząd woli jednak zatrzymać inflacyjny haracz w państwowej kasie, by łatać rosnący deficyt, zamiast oddać te pieniądze kierowcom.
- Paliwo po 5,19 zł? Pamiętamy: Wielu komentatorów przypomina słynne przedwyborcze deklaracje lidera Koalicji Obywatelskiej, który z pozycji opozycjonisty tłumaczył, że premier ma w ręku wszystkie narzędzia, by jednym ruchem obniżyć ceny przy dystrybutorach. Dziś, gdy stery władzy spoczywają w jego rękach, z mocarstwowych zapowiedzi pozostało jedynie bezradne rozkładanie rąk i wskazywanie palcem na Krakowskie Przedmieście.
Włochy Meloni nie są krajem o idealnych finansach publicznych – ich dług publiczny i deficyt budzą w Brukseli grozę. Mimo to tamtejszy rząd uznał, że w czasie kryzysu państwo nie może zachowywać się jak spekulant żerujący na własnych obywatelach. W Polsce tymczasem premier woli chować się za plecami prezydenta, każąc Polakom płacić europejskie rachunki przy polskich pensjach.
źr. wPolsce24 za Euronews









