Gospodarka

Unia mówi o „własnej energii”. Czy Bruksela wreszcie przyzna, że bez atomu i stabilnych źródeł się nie da?

opublikowano:
Licznik energii elektrycznej w mieszkaniu – wzrost zużycia prądu i rosnące ceny energii w Polsce, taryfa G11 w 2026 roku
Europa znów mierzy się z wysokimi cenami energii (fot. Pixabay)
Komisarz UE ds. klimatu Wopke Hoekstra przekonuje, że Europa musi działać odważniej, aby wyjść z kryzysu energetycznego. Wskazał na odnawialne źródła energii, elektryfikację, sieci, pompy ciepła, ale także na energetykę jądrową. Problem w tym, że sama diagnoza coraz bardziej przypomina przyznanie: dotychczasowy kurs oparty na szybkim odchodzeniu od paliw kopalnych bez wystarczającej alternatywy okazał się kosztowny i ryzykowny.

Europa znów mierzy się z wysokimi cenami energii. Na początku maja 2026 roku cena ropy Brent przekroczyła 100 dolarów za baryłkę, co wywołało w Europie kolejny silny szok energetyczny. Rosnące ceny paliw uderzają nie tylko w kierowców i gospodarstwa domowe, ale także w rolnictwo, przemysł i ceny praktycznie wszystkich produktów.

Komisarz UE ds. klimatu Wopke Hoekstra twierdzi, że odpowiedzią ma być przyspieszenie transformacji energetycznej. Wśród potrzebnych działań wymienił m.in. więcej OZE, elektryfikacji, połączeń energetycznych między państwami i, co szczególnie istotne, „więcej energetyki jądrowej”. Dodał też: „Potrzebujemy całej tej mieszanki”.

I tu pojawia się podstawowe pytanie: czy Unia rzeczywiście jest rozsądna, czy dopiero zaczyna odkrywać to, co wiele państw Europy Środkowej mówiło od lat?

Kryzys pokazuje słabość unijnej strategii

Hoekstra przyznał, że Europa przez dekady była podatna na kryzysy energetyczne z powodu braku własnych zasobów. Po odejściu od rosyjskiego gazu Unia częściowo zastąpiła go LNG z USA, Kataru i innych państw. Sam komisarz zasugerował, że nie jest to w pełni bezpieczne rozwiązanie.

To ważne, bo przez lata obywatelom sprzedawano prostą opowieść: zamkniemy węgiel, dołożymy OZE, dobudujemy trochę sieci i wszystko będzie tańsze, czystsze oraz bezpieczniejsze. Rzeczywistość, jak zwykle niekonsultowana z broszurami Komisji Europejskiej, okazała się mniej uprzejma.

Energia odnawialna jest potrzebna, ale zależy od pogody. Gaz miał być paliwem przejściowym, ale stał się nowym źródłem zależności importowej. Sieci wymagają ogromnych inwestycji. 

Atom wraca do łask, bo bez niego nie ma stabilności

Najbardziej znaczące jest to, że nawet unijny komisarz ds. klimatu mówi dziś otwarcie o potrzebie większej roli energetyki jądrowej. Eurostat wskazuje, że w 2023 roku energia jądrowa odpowiadała za 11,8 proc. dostępnej energii w UE, a w produkcji prądu elektrownie jądrowe dawały około 23 proc. energii elektrycznej.

 

 

To właśnie atom jest źródłem stabilnym, niskoemisyjnym i niezależnym od tego, czy akurat wieje wiatr albo świeci słońce. Dlatego pytanie nie brzmi już, czy Europa potrzebuje atomu. Brzmi: dlaczego przez lata część unijnych elit traktowała energetykę jądrową jak kłopotliwego gościa przy stole, podczas gdy bez niej trudno mówić o bezpieczeństwie energetycznym?

Dla Polski wniosek jest prosty: budowa dużych elektrowni jądrowych i rozwój małych reaktorów modułowych powinny być jednym z filarów polityki państwa. Nie dodatkiem, nie ozdobnikiem, nie kolejną strategią do odłożenia na półkę, tylko realnym priorytetem.

A co z węglem? Powrót czy rozsądna rezerwa?

Hasło „wrócić do węgla” brzmi politycznie mocno, ale praktycznie wymaga doprecyzowania. Nie chodzi o to, by udawać, że Polska może przez kolejne dekady opierać całą energetykę wyłącznie na węglu i nie ponosić kosztów emisji. To byłaby druga skrajność, równie wygodna publicystycznie, co niebezpieczna gospodarczo.

Chodzi raczej o coś innego: nie likwidować stabilnych krajowych mocy szybciej, niż powstają realne zamienniki.

Węgiel, zwłaszcza w Polsce, powinien pełnić rolę bezpiecznika systemu w okresie przejściowym. Dopóki nie mamy wystarczającej liczby elektrowni jądrowych, magazynów energii, nowoczesnych sieci i stabilnych źródeł rezerwowych, zbyt szybkie wygaszanie węgla oznacza większą zależność od importu, gazu i cen światowych. 

Międzynarodowa Agencja Energetyczna wskazywała, że w pierwszej połowie 2025 roku niższa produkcja z hydroenergetyki i wiatru w UE przełożyła się na wzrost produkcji energii z węgla, a spadek popytu na węgiel w UE miał być znacznie mniejszy niż w latach 2023-2024. To pokazuje, że nawet Europa odchodząca od węgla nadal sięga po niego, gdy system tego potrzebuje.

Unia chce transformacji, ale przyznaje, że zapłacą obywatele

Hoekstra mówi też o ogromnych inwestycjach w sieci energetyczne i infrastrukturę ładowania samochodów elektrycznych. Przyznał, że UE ma w tej sprawie dużo pracy do wykonania, a każde euro wydane na transformację ma być dobrze wydane. Tyle że z perspektywy zwykłego obywatela pytanie brzmi inaczej: kto za to zapłaci i kiedy pojawią się efekty?

Bo jeżeli transformacja oznacza droższą energię, droższe ogrzewanie, droższy transport, kosztowne remonty domów i większą presję na przemysł, to trudno oczekiwać społecznego entuzjazmu. Obywatele nie są przeciwni czystszemu powietrzu. Są przeciwni polityce, w której najpierw nakłada się obowiązki i koszty, a dopiero potem sprawdza, czy system w ogóle jest gotowy.

Polska powinna wybrać własny interes

Z punktu widzenia Polski najbardziej rozsądny kierunek to nie ślepe kopiowanie unijnego entuzjazmu ani nostalgiczny powrót do energetyki sprzed dekad. Potrzebny jest miks oparty na bezpieczeństwie, kosztach i suwerenności.

To oznacza:

  • więcej atomu, zarówno dużego, jak i modułowego;
  • utrzymanie węgla jako stabilnego zabezpieczenia, dopóki nie powstaną realne alternatywy;
  • rozwój OZE tam, gdzie ma to sens ekonomiczny i techniczny;
  • modernizację sieci, bo bez niej transformacja zostaje tylko hasłem;
  • ochronę przemysłu i gospodarstw domowych przed kosztami ideologicznego pośpiechu.

Wypowiedź komisarza UE pokazuje, że Bruksela zaczyna mówić językiem realizmu: własna energia, energetyka jądrowa, stabilność systemu, mniejsze uzależnienie od importu. Problem w tym, że przez lata unijna polityka zbyt często spychała na bok pytanie o koszty i bezpieczeństwo.

Dla Polski najważniejsze powinno być nie to, co dobrze wygląda w unijnym komunikacie, lecz to, co daje tanią, pewną i dostępną energię.

Źr. wPolsce24 za Euronews/Eurostat/IEA

 

 

Gospodarka

Wielki odwrót migrantów zarobkowych? Liczba pozwoleń na pracę w Polsce runęła o połowę

opublikowano:
Mężczyzna pracujący na rusztowaniu
(fot. ilustracyjna/ pexels)
W pierwszym półroczu 2026 roku na polskim rynku pracy doszło do zmian w strukturach napływu cudzoziemców. Urzędy wydały takim osobom 69 tysięcy zezwoleń na pracę. Dla porównania, w analogicznym okresie 2025 roku było to 144 tysiące, a dwa lata wcześniej – w 2024 roku – aż 173 tysiące.
Gospodarka

„Polska stała się dojną krową”. Znany polski miliarder bezlitośnie o planie rządu

opublikowano:
Donald Tusk znowu idzie na rękę zagranicznym koncernom. To jest strasznie antypolski polityk. Niemiec
Donald Tusk znowu idzie na rękę zagranicznym koncernom (fot. wPolsce24)
Zapowiedzi premiera Donalda Tuska oraz ministra finansów Andrzeja Domańskiego dotyczące „wielkiej reformy podatkowej” wywołały falę oburzenia wśród polskich przedsiębiorców, ekonomistów i komentatorów życia publicznego. Choć rządowa propaganda próbuje przedstawiać zmiany jako ukłon w stronę podatników, eksperci i praktycy biznesu nie mają wątpliwości: to kolejny skok na kieszenie rodzimych firm, kreatywna księgowość i próba ratowania dziury budżetowej kosztem krajowej gospodarki.
Gospodarka

System kaucyjny w Polsce to porażka. 70 proc. kaucji przepada, a miliardy trafiają do zagranicznych koncernów

opublikowano:
Obraz symbolizuje problemy i frustracje Polaków związane z niedziałającym systemem zwrotu opakowań
Kaucja w Polsce to wielki biznes kosztem obywateli. Tysiące skarg i miliony dla zagranicznych gigantów (fot. pixabay)
Od 1 października 2025 roku polski system kaucyjny miał być ekologicznym sukcesem. Jest chaosem. Recyklomaty nie działają – awarie, przepełnienia, brak dostępności to codzienność. Do tego obowiązek przechowywania niezgniecionych butelek w domach – aż 56% Polaków uznaje to za poważny problem. Zamiast ułatwienia, system stał się udręką.
Gospodarka

Skandal w Inspekcji. Urzędnicy potwierdzają: „Skończyły się pieniądze na kontrolę polskiego mięsa”

opublikowano:
Weterynarz podczas kontroli warchlaków
Weterynarz podczas kontroli warchlaków (fot. shutterstock)
Resort finansów umywa ręce i odsyła do ministerstwa rolnictwa, a terenowe inspektoraty oficjalnie potwierdzają to, przed czym ostrzegaliśmy: budżet na wynagrodzenia dla urzędowych lekarzy weterynarii po prostu się skończył. Państwo zbija kapitał na sukcesach eksportowych polskiego mięsa, podczas gdy ludzie, którzy ten sukces wypracowali i gwarantują bezpieczeństwo żywności, od miesięcy pracują za darmo.
Gospodarka

Dług publiczny pęcznieje w oczach. Te wskaźniki uderzą w portfele Polaków

opublikowano:
Kontury Polski na tle banknotów
(fot. Fratria)
Stan finansów publicznych w Polsce budzi coraz większy niepokój ekonomistów. Najnowsze dane makroekonomiczne pokazują, że problem zadłużenia kraju narasta w alarmującym tempie, a koszty jego obsługi stają się gigantycznym obciążeniem dla budżetu państwa. Eksperci wprost ostrzegają przed długofalowymi skutkami braku dyscypliny fiskalnej.
Gospodarka

Nadchodzi potężna fala podwyżek cen żywności. Zamiast realnej pomocy – kuriozalne „rady” władzy

opublikowano:
Wizyta w sklepie stresuje coraz bardziej. Mężczyzna patrzy na paragon i łapie ie za gowę
Wizyta w sklepie stresuje coraz bardziej (fot. shutterstock)
Polskie rodziny i rolnicy stają w obliczu kolejnego poważnego kryzysu cenowego. Choć rządowa propaganda próbuje zaklinać rzeczywistość i uspokajać nastroje, codzienne zakupy w sklepach nie pozostawiają złudzeń: żywność drożeje, a prognozy ekonomistów na kolejne miesiące są alarmujące. W tle widać paraliż decyzyjny i oderwanie rządzących od problemów zwykłych Polaków.