Ukraińcy wykończą naszą branżę transportową? Co robi nasz rząd?

Sektor transportowy w Polsce to jeden z kluczowych filarów naszej gospodarki, generujący istotną część PKB. Od miesięcy polscy przewoźnicy borykają się jednak z potężnym kryzysem, wywołanym m.in. umową znoszącą system zezwoleń dla ciężarówek z Ukrainy. Decyzje te, podejmowane na szczeblu unijnym, otworzyły europejski rynek na konkurencję, która nie musi spełniać rygorystycznych i kosztownych norm narzucanych firmom z Unii Europejskiej.
Nic dziwnego, że każde spotkanie na szczycie budzi ogromne emocje. Wczorajsze rozmowy kierownictwa Ministerstwa Infrastruktury z prezesem Zrzeszenia Międzynarodowych Przewoźników Drogowych (ZMPD) miały przynieść wypracowanie wspólnego frontu. Tymczasem piątkowe doniesienia z Kijowa wywołały prawdziwe trzęsienie ziemi.
Opozycja i branża pytają: „Czyje interesy reprezentujecie?”
Sygnał do tablicy dali politycy i działacze bezpośrednio związani z obroną polskiego transportu. Były Główny Inspektor Transportu Drogowego i minister Infrastruktury, Alvin Gajadhur, postawił sprawę niezwykle ostro:
Czy zdradzili polskich przewoźników? Wczoraj Ministrowie rozmawiali z Prezesem ZMPD. Omówili sytuację branży transportowej. Dziś podczas rozmów ze stroną ukraińską rozmawiali o PRZEDŁUŻENIU umowy UE-Ukraina, która uderza w polski transport” — napisał Gajadhur w swoich mediach społecznościowych.
W podobnym, niezwykle stanowczym tonie wypowiedział się Rafał Mekler, związany z Konfederacją jeden z liderów protestów przewoźników na granicy, cytując wpisy ukraińskiego ministra:
Panie ministrze Dariusz Klimczak, Stanislaw Bukowiec; ukraiński minister pisze, że rozmawialiście o dalszym przedłużeniu umowy Ukraina-UE liberalizującą dostęp ukraińskich transportowców do rynku UE. Jak długo ma jeszcze trwać niszczenie polskiego transportu przez ukraińską konkurencję? Czyje interesy reprezentujecie?”.
Z perspektywy polskich przedsiębiorców sytuacja wyglądała alarmująco — narracja płynąca ze strony ukraińskiej sugerowała, że Warszawa wykazuje „miękkość” i jest gotowa na ustępstwa kosztem własnych obywateli.
Ministerstwo odpiera zarzuty: „Polska jest przeciwna”
Na odpowiedź szefa resortu infrastruktury nie trzeba było długo czekać. Dariusz Klimczak zdecydowanie zaprzeczył wersji prezentowanej przez Kijów i polską opozycję. Minister zarzucił swojemu ukraińskiemu odpowiednikowi brak precyzji, co — jego zdaniem — miało podłoże czysto polityczne i wewnętrzne.
Ukraiński minister nie napisał precyzyjnie, bo to nie spodobałoby się w jego kraju, że polski minister infrastruktury wyraźnie poinformował delegację ukraińską z wicepremierem na czele, że Polska jest przeciwna przedłużaniu umowy UE-UA zawartej jeszcze za rządów PiS i chce powrotu do systemu zezwoleń, preferowanego przez polskich przedsiębiorców” — wyjaśnił Dariusz Klimczak.
Minister przypomniał jednocześnie, że obecne ramy prawne są spuścizną po poprzednikach, a jego resort dąży do przywrócenia sprawiedliwych zasad gry rynkowej poprzez powrót do limitowanych zezwoleń dla podmiotów spoza UE.
Patrzymy władzy na ręce
Komunikat ministra Klimczaka brzmi jednoznacznie i stanowczo, jednak w środowisku prawicowym i patriotycznym dominuje zasada ograniczonego zaufania - zwłaszcza gdy w grę wchodzą interesy polskich strategicznych gałęzi przemysłu i zapewnienia ministrów obecnego rządu. Słowa o „sprzeciwie wobec umowy” muszą znaleźć odzwierciedlenie w twardych, dyplomatycznych faktach w Brukseli i Kijowie.
Nie ulega wątpliwości, że strona ukraińska prowadzi sprytną politykę informacyjną, próbując wymusić na unijnych partnerach jak najdłuższe utrzymanie preferencyjnych warunków. Rolą polskiego rządu jest stawianie twardego oporu tam, gdzie zagrożone jest przetrwanie setek polskich firm rodzinnych i tysięcy miejsc pracy.
Jako redakcja oraz głos polskich kierowców i przedsiębiorców, będziemy niezwykle uważnie patrzeć na ręce ministrom Klimczakowi i Bukowcowi. Deklaracje padły — teraz czas na ich bezwzględną egzekucję. Polscy przewoźnicy nie mogą zostać zostawieni sami sobie.
źr. wPolsce24











