Słowacja ogranicza sprzedaż benzyny Polakom. To jeszcze podniesie ceny

Dodatkowo wprowadzono zakaz eksportu oleju napędowego – paliwo można wywieźć tylko w baku samochodu. To bezprecedensowe działania w ramach Unii Europejskiej, które pokazują skalę problemu.
Polacy na celowniku
Słowacki premier Robert Fico nie pozostawił złudzeń – chodzi przede wszystkim o kierowców z Polski. Jak wskazał, to właśnie oni masowo przekraczali granicę, by tankować tańsze paliwo. Efekt? Dziesiątki stacji paliw na północy Słowacji miały po prostu… "wysychać".
Zjawisko tzw. „turystyki paliwowej” nie jest nowe. W ostatnich tygodniach obserwowano je także w drugą stronę – gdy to Niemcy przyjeżdżali tankować do Polski, przyciągani niższymi cenami. To pokazuje jedno: rynek paliw w Europie jest dziś niestabilny jak nigdy wcześniej.
Kryzys energetyczny w tle
Decyzja Słowacji nie wzięła się znikąd. W tle mamy poważne problemy: wzrost cen energii związany z napięciami geopolitycznymi, zakłócenia dostaw ropy, m.in. przez rurociąg „Przyjaźń”, globalne napięcia na Bliskim Wschodzie wpływające na ceny surowców.
W takiej sytuacji państwa zaczynają działać przede wszystkim we własnym interesie – nawet kosztem zasad wspólnego rynku UE.
Uderzenie w Polaków
Choć decyzje zapadły w Bratysławie, ich skutki odczują przede wszystkim Polacy: koniec taniego tankowania za granicą, większa presja na wzrost cen w Polsce, ograniczona dostępność paliwa w regionach przygranicznych.
To kolejny przykład, jak brak stabilnej polityki energetycznej w Europie i takie programy jak ETS odbijają się bezpośrednio na zwykłych obywatelach.
Sytuacja rodzi poważne pytania o funkcjonowanie Unii Europejskiej. W teorii mamy wspólny rynek i swobodę przepływu towarów. W praktyce – gdy pojawia się kryzys, państwa wprowadzają jednostronne ograniczenia.
Słowacja de facto ogranicza sprzedaż paliwa cudzoziemcom i ingeruje w ceny w zależności od kraju rejestracji pojazdu. To rozwiązania, które jeszcze niedawno byłyby trudne do wyobrażenia.
Co więcej, nie mamy prawa Słowacji za to winić. Narodowy rząd powinien dbać przede wszystkim o własnych obywateli.
Co dalej?
Nowe przepisy mają obowiązywać przez 30 dni, ale wiele wskazuje na to, że mogą zostać przedłużone, jeśli sytuacja się nie poprawi.
Jedno jest pewne: „turystyka paliwowa” dobiega końca, a europejski rynek paliw wchodzi w okres dużej niepewności.
Dla Polaków oznacza to jedno – droższe tankowanie i kolejne skutki kryzysu, który coraz wyraźniej pokazuje, że w Europie każdy zaczyna grać na własną rękę. Z wyjątkiem premiera Tuska, trudno nie odnieść wrażenia, że on zawsze gra tak jak życzą tego sobie Niemcy.
źr. wPolsce24 za sme.sk










