Niemcy obniżą ceny paliwa. Tusk nie ma takich planów

Kiedy w Berlinie politycy szukają sposobów, by ulżyć drenowanym przez koszty życia gospodarstwom domowym, w Warszawie rządząca koalicja ma dla zmotoryzowanych Polaków tylko jedną propozycję: płaćcie i płaczcie.
W Berlinie da się pomóc, w Warszawie – tylko szukać winnych
Przykłady z Niemiec brutalnie obnażają hipokryzję ekipy Donalda Tuska. Polityczni patroni obecnego obozu rządzącego z Berlina i Brukseli nie mają oporów, by w obliczu drożyzny rozważać interwencję rynkową i cięcia fiskalnych obciążeń przy dystrybutorach. Rozumieją, że transport to krwioobieg gospodarki, a uderzenie w kierowców bezpośrednio napędza drożyznę na sklepowych półkach.
Tymczasem w Polsce premier Donald Tusk – tak chętnie oglądający się na decyzje zza Odry w kwestiach polityki europejskiej czy klimatycznej – w tym jednym przypadku woli udawać, że problemu nie ma.
Warto przypomnieć Polakom słynne, składane z uśmiechem na ustach deklaracje z kampanii wyborczej:
Gdybym ja był premierem, benzyna byłaby po 5,19 zł. To kwestia jednej decyzji o obniżeniu marż i podatków!”
Dziś, gdy stery rządu spoczywają w jego rękach, z benzyny po 5,19 zł pozostał jedynie gorzki mem, a rachunki na stacjach bezlitośnie drenują kieszenie polskich rodzin. Tymczasem dość łatwo sprawdzić, ile kosztowałaby benzyna, gdyby rządził PiS.
Fiskalny drenaż zamiast tarczy
Dlaczego Berlin może myśleć o osłonach, a Warszawa kategorycznie odrzuca postulaty obniżenia podatków w cenie paliwa? Odpowiedź jest prosta: rząd Donalda Tuska woli łupić Polaków, bo rozpaczliwie potrzebuje pieniędzy na łatanie rosnącej dziury budżetowej.
Wysokie ceny benzyny i oleju napędowego to dla ministra finansów czysty zysk:
-
Wyższa cena bazowa oznacza wyższe wpływy z podatku VAT.
-
Utrzymywane na wysokim poziomie akcyza i opłata paliwowa działają jak ukryty podatek obrotowy nałożony na każdego pracującego Polaka.
-
Zamiast powstrzymać presję kosztową, władza woli czerpać rekordowe dywidendy z drożyzny, ignorując fakt, że podwyżki na stacjach windują ceny żywności i podstawowych usług.
Tusk i Domański nie chcą jednak tego przyznać wprost, próbując zwalić winę na prezydenta Karola Nawrockiego, który... zawetował ustawę jeszcze podnoszącą podatki.
Podwójne standardy koalicji
Polacy mają pełne prawo zapytać: dlaczego niemiecki podatnik zasługuje na ochronę państwa, a polski kierowca traktowany jest przez własny rząd wyłącznie jak dojna krowa?
Jeżeli polityczni sojusznicy Tuska z Niemiec potrafią pochylić się nad losem kierowców i debatować nad Tankrabatt, dalsze uniki premiera RP stają się jawnym lekceważeniem społeczeństwa. Rząd Donalda Tuska ma dziś w ręku dokładnie te same instrumenty fiskalne – może czas wreszcie przestać drenować kieszenie rodaków i zrealizować własne obietnice.
źr. wPolsce24 za "Süddeutsche Zeitung"









