Koszmar na stacjach paliw! Diesel z historycznym rekordem, benzyna coraz droższa. A rząd? „Analizuje i czeka”

Historyczny rekord i paraliż portfeli Polaków
Z najnowszych danych serwisu e-petrol.pl wynika to, co polscy kierowcy od czują na własnej skórze: ceny na dystrybutorach poszybowały w górę. Po skokowej podwyżce o 23 grosze, litr oleju napędowego kosztuje średnio aż 8,22 zł. To oficjalnie najwyższa cena w historii. W niektórych województwach (m.in. dolnośląskim, mazowieckim czy opolskim) stawki są jeszcze wyższe i sięgają średnio 8,24 zł/l.
Z drożyzną zmagają się też kierowcy aut benzynowych. Litr popularnej „95-tki” podrożał o 11 groszy, osiągając średnią cenę 7,55 zł – najwięcej od początku roku. Najgorzej sytuacja wygląda m.in. na Mazowszu i Śląsku, gdzie średnia stawka sięga 7,59 zł/l. Podwyżki uderzają bezpośrednio w domowe budżety Polaków powracających z wakacji, a także w całą gospodarkę – przecież koszty transportu natychmiast przełożą się na ceny żywności i podstawowych towarów w sklepach.
Rządowa polityka „czekania na rozwój wypadków”
Jak na tę kryzysową sytuację reaguje władza? Zamiast natychmiastowych decyzji – zapowiedzi kolejnych analiz i przerzucanie odpowiedzialności na sytuację międzynarodową. Donald Tusk, pytany o ewentualne obniżenie obciążeń fiskalnych czy przywrócenie mechanizmów osłonowych, przyznał wprawdzie, że ceny są „dramatyczne”, jednak w zamian za konkretne rozwiązania zaoferował polskim rodzinom... apel o cierpliwość i czekanie na wieści z Bliskiego Wschodu.
Szef rządu powoływał się na doniesienia z USA i sugerował, że sytuacja może się uspokoić, jeśli odblokowana zostanie cieśnina Ormuz.
– Poczekajmy te 48 godzin – apelował premier, sugerując, że rząd jedynie „będzie analizować” możliwości ewentualnej reakcji.
W równie wstrzemięźliwym tonie wypowiada się minister finansów Andrzej Domański, który przywrócenie jakichkolwiek działań ochronnych uzależnia od tego, czy ceny ropy na giełdach „pójdą bardzo wysoko do góry”. Problem w tym, że dla polskich kierowców 8,22 zł za litr diesla to już dawno przekroczona granica wytrzymałości.
Wyłączyli tarcze, a teraz umywają ręce
Warto przypomnieć, że obecna fala drożyzny nie bierze się znikąd. Z końcem czerwca wygaszono program CPN (Ceny Paliwa Niżej), w ramach którego obowiązywały preferencyjne stawki VAT oraz mechanizmy redukujące presję cenową na dystrybutorach. Wcześniej przestano stosować obniżki akcyzy. Rząd zdecydował o powrocie do pełnego opodatkowania paliw, doskonale wiedząc, jak chwiejna jest sytuacja na rynkach światowych.
Dziś, gdy podatkowy uścisk fiskusa w połączeniu z zawirowaniami globalnymi demoluje portfele obywateli, władza zasłania się statystykami i twierdzi, że „na tle partnerów w Europie nie jest źle”. Polskich kierowców stojących pod dystrybutorami nie interesują jednak tabelki i porównania z bogatszymi krajami Zachodu – interesuje ich to, że za zatankowanie całego baku muszą zapłacić fortunę.
Zamiast twardych decyzji, cięcia podatków i natychmiastowej ulgi dla Polaków, otrzymujemy politykę bezczynności i dryfu. Czy rząd zorientuje się, że Polacy potrzebują konkretów tu i teraz, czy znowu usłyszymy, że „trzeba poczekać kolejne 48 godzin”?
źr. wPolsce24 za e-petrol.pl











