Wojna w Iranie zablokowała cieśninę Ormuz. Co to oznacza dla świata?

Z tego tekstu dowiesz sie:
-
Cieśnina Ormuz praktycznie stanęła: wojna i ryzyko ataków sprawiły, że armatorzy wycofali się z trasy, a po obu stronach zbierają się dziesiątki statków.
-
Stawka jest globalna: przez Ormuz przechodzi ok. 25% morskiego transportu ropy i ok. 20% LNG, więc nawet „quasi-blokada” natychmiast podbija ceny surowców.
-
Pierwsze skutki już widać: ropa od początku wojny wzrosła o ok. 10%, a ceny gazu w Europie i Azji rosną jeszcze mocniej z powodu zależności od LNG.
-
Najbardziej ucierpi południowa Azja (szczególnie gaz): Pakistan, Bangladesz i Indie są mocno zależne od LNG z Kataru i ZEA, a część z nich ma ograniczone możliwości magazynowania i niewielkie alternatywy zakupowe.
-
Irak ma problem z logistyką: bez drożnego Ormuzu ogranicza wydobycie, bo nie ma gdzie magazynować ropy.
-
Chiny odczują szok, ale są relatywnie przygotowane: duża część ich importu ropy przechodzi przez Ormuz, jednak mają zapasy i możliwość przekierowania dostaw z innych kierunków.
-
Eksperci ostrzegają przed kryzysem na miarę lat 70.: jeśli sytuacja potrwa, ryzyko eskalacji cen energii i presji inflacyjnej obejmie gospodarki na całym świecie.
-
Co mogą zrobić USA? Dwa filary działań: szybkie zakończenie konfliktu oraz eskorta marynarki wojennej dla tankowców (precedens z lat 80.).
-
Ubezpieczenia DFC jako wsparcie, ale z ograniczeniami: procedury, limity budżetu i realne ryzyko strat mogą sprawić, że sama polisa nie przekona operatorów do powrotu na trasę.
Ormuz to cieśnina łącząca Zatokę Perską i Zatokę Omańską. Dla państw Zatoki Perskiej to jedyna droga na ocean. Tym samym ta cieśnina jest jednym z najważniejszych szlaków handlowych na świecie. Rocznie przepływa nią ok. 20% morskich transportów LNG i 25% transportów ropy naftowej.
Statki boją się nią pływać
Iran od dawna grozi, że w razie wojny zablokuje tę cieśninę. Gdy wybuchła wojna z USA i Izraelem, Korpus Strażników Rewolucji niemal od razu ogłosił jej blokadę. Działania wojenne znacznie zredukowały ich zdolność do wprowadzenia tej groźby w życie, ale samo zagrożenie irańskim atakiem sprawia, że ruch na niej spadł niemal do zera, a po obu jej stronach czekają dziesiątki statków.
Kevin Brook, założyciel firmy analitycznej Clearview Energy Partners powiedział, że zamknięcie Ormuzu to najgorszy możliwy scenariusz. Już teraz widać tego efekty. Ceny ropy, już wcześniej podwyższone przez rosnące napięcie na Bliskim Wschodzie, wzrosły od początku wojny w Iranie o 10%. Ceny gazu w Europie i w Azji, które są mocno zależne od importu LNG, wzrosły jeszcze bardziej. Irak już teraz musiał ograniczyć wydobycie ropy, bo nie mając dostępu do Ormuzu nie ma gdzie jej magazynować. Iran atakuje też infrastrukturę petrochemiczną w ościennych państwach, co również ma wpływ na rynek ropy i gazu.
Helima Croft z RBC Capital Markets twierdzi, że zaczyna to wyglądać na początek największego kryzysu energetycznego od lat siedemdziesiątych. W 1973 roku arabscy eksporterzy ropy ogłosili embargo na państwa, które wspierały Izrael w wojnie Jom Kippur, którą rozpoczęły Egipt i Syria. Zniesiono je w 1974, ale spowodowało wzrost ceny ropy o 300% i wywołało kryzys energetycxzny, który dotknął głównie Amerykę Północną i zachodnią Europę. W 1979 roku wybuchł kolejny kryzys, który został wywołany przez wpływ rewolucji w Iranie na eksporty ropy z Bliskiego Wschodu.
Skutki dotkną cały świat
Jeżeli obecna sytuacja się przedłuży, odczuje to cały świat. Analitycy twierdzą jednak, że najbardziej poszkodowana, zwłaszcza w temacie gazu, będzie południowa Azja. Katar i ZEA odpowiadają za 99% importu gazu przez Pakistan, 72% przez Bangladesz i 53% w Indiach. Dwa pierwsze państwa nie mają zbyt wielu zdolności do przechowywania zapasów gazu, a Bangladesz już przed wojną zmagał się z jego brakami, niespecjalnie mogą go także pozyskać z innych źródeł.
To zła wiadomość także dla Chin, największego importera ropy na świecie. Według zajmującej się konsultingiem energetycznym firmy Kper 40% kupowanej przez nie ropy przepływa przez Ormuz. Eksperci uważają jednak, że o ile jej blokada będzie ciężkim testem dla ich bezpieczeństwa energetycznego, o tyle Chiny zdają się być w miarę przygotowane na podobny scenariusz dzięki istniejącym zapasom i możliwości zdobycia surowców z innych źródeł.
Czy Waszyngton rozwiąże ten problem?
Co USA mogą zrobić z tym problemem? Najprostszym rozwiązaniem jest jak najszybsze zakończenie wojny z Iranem. Jak zauważa NPR, Iran de facto nie wprowadził blokady Ormuzu – ale działania wojenne sprawiły, że armatorzy boją się tam pływać, a ceny ubezpieczeń drastycznie wzrosły. Wielu komentatorów uważa jednak, że samo pokonanie reżymu nie wystarczy, gdyż nawet po upadku reżymu to państwo najprawdopodobniej pogrąży się w chaosie, który może potrwać całe lata i nadal stanowić poważne zagrożenie dla żeglugi przez Ormuz.
USA mogą za to użyć swojej potężnej marynarki wojennej, by eskortować płynące przez Ormuz statki. Nie byłby to pierwszy raz. W latach osiemdziesiątych, w ramach wojny Iranu z Irakiem, wybuchła tzw. wojna tankowców, w której obie strony polowały na nie na Ormuzie. W 1987 roku Amerykanie rozpoczęli operację Earnest Will, w trakcie której ich okręty eskortowały płynące przez Ormuz okręty. Trump już we wtorek ogłosił, że US Navy zapewni tankowcom eskortę.
Równocześnie Trump polecił DFC przygotowanie ubezpieczeń od ryzyka politycznego dla wszystkich linii żeglugowych operujących w Zatoce Perskiej. DFC to stworzona podczas jego pierwszej kadencji agencja rządowa, która oprócz inwestycji i pożyczek, przyznaje także rozsądne cenowo ubezpieczenia, jeśli służą one amerykańskim interesom.
Czy pomoże to w rozwiązaniu tego problemu? Wielu ekspertów jest sceptycznych. Zauważają, że DFC musi przestrzegać wielu przepisów dotyczących tego, kogo może ubezpieczyć, co oznacza, że wnioski o przyznanie ubezpieczenia nie będą przyznawane zbyt szybko. Co więcej, ma skończony budżet, który nie wystarczy na ubezpieczenie wszystkich, którzy tamtędy pływali – tym bardziej, że można realistycznie założyć, że jakieś statki prędzej czy później zostaną zatopione. Wielu operatorów nie będzie też ryzykowało bezpieczeństwa swoich statków i załóg nawet, jeśli będą one ubezpieczone.
źr. wPolsce24 za NPR, CNBC











