Alarm w sprawie elektrowni atomowej. Zamiast Polaków zarobią Azjaci?

Dr Damian Kaźmierczak, członek zarządu PZPB ostrzega, że mimo zgody Komisji Europejskiej na finansowanie elektrowni jądrowej w Choczewie na Pomorzu w wysokości 60 miliardów złotych, kluczowe ryzyka dopiero się ujawniają. Polska ma zaledwie kilka miesięcy na wynegocjowanie z konsorcjum Westinghouse–Bechtel specjalnej umowy, która przesądzi o realnym udziale krajowych firm w inwestycji.
- W mojej ocenie państwo działa z opóźnieniem, od początku przyjmuje postawę defensywną. Samo sprowadza się do roli partnera drugiej kategorii, nie buduje przewag negocjacyjnych i nie dysponuje klarowną wizją celów, jakie chce osiągnąć – podkreśla dr Kaźmierczak.
Jego zdaniem brakuje tu podejścia wynikającego z patriotyzmu gospodarczego. Jeśli nic się nie zmieni, elektrownię we współpracy z Amerykanami zbudują firmy z Azji.
- Jeśli polskie instytucje – zwłaszcza spółka PEJ będąca bezpośrednim inwestorem projektu w Choczewie oraz Ministerstwo Energii sprawujące nadzór polityczny nad tą inwestycją – nie wykażą się wystarczającą asertywnością, istnieje realne ryzyko, że rola polskich firm zostanie zmarginalizowana na rzecz podmiotów z państw trzecich, na przykład z Azji, z którymi Amerykanie regularnie współpracują przy projektach infrastrukturalnych na całym świecie – napisał na łamach money.pl ekspert z PZPB.
źr. wPolsce24 za money.pl











