Co najmniej 30 tysięcy złotych zapłacisz w przyszłym roku do ZUS. Bo... żyje się lepiej!

Rząd przyjął „Wieloletnie założenia makroekonomiczne na lata 2026–2030” i przekaz płynący z tego dokumentu jest wyraźnie optymistyczny. Gospodarka ma się rozwijać, sytuacja na rynku pracy pozostanie stabilna, a wynagrodzenia będą rosły. Już w tym roku przeciętne płace mają wzrosnąć o 6 proc., a realnie – po uwzględnieniu inflacji – o 3,4 proc. W 2027 roku trend ten ma być kontynuowany, choć w nieco wolniejszym tempie. Rząd zakłada przy tym, że mimo napiętej sytuacji międzynarodowej, w tym wojny na Bliskim Wschodzie i wysokich cen paliw, nie dojdzie do gwałtownego wzrostu inflacji.
ZUS znów urośnie
Na tym jednak dobre wiadomości się kończą, bo wraz ze wzrostem wynagrodzeń rosnąć będą także obciążenia dla przedsiębiorców. Mechanizm jest prosty – wysokość składek na ubezpieczenia społeczne zależy od poziomu przeciętnego wynagrodzenia. Im wyższe pensje, tym wyższe składki. W praktyce oznacza to, że osoby prowadzące działalność gospodarczą zapłacą jeszcze więcej, niezależnie od tego, czy ich biznes się rozwija, czy ledwo utrzymuje na rynku.
Z prognoz wynika, że miesięczne składki ZUS wzrosną z 1926,76 zł w 2026 roku do 2039,46 zł w 2027 roku. To podwyżka o ponad 112 zł miesięcznie, czyli ponad 1350 zł rocznie. A to dopiero początek, bo do tej kwoty należy doliczyć składkę zdrowotną, która zależy od formy opodatkowania. W efekcie całkowite roczne obciążenie przedsiębiorcy może sięgnąć około 30 tys. zł i to przy najniższej składce zdrowotnej.
W 6 lat 100 procent podwyżki
Jeszcze bardziej wymowna jest skala zmian w dłuższym okresie. W 2021 roku pełne składki wynosiły niespełna 1000 zł miesięcznie. W 2027 roku przekroczą już 2000 zł. Oznacza to wzrost o ponad 104 proc. w ciągu sześciu lat, a roczne obciążenie przedsiębiorcy zwiększyło się w tym czasie o około 12,5 tys. zł. To ogromna zmiana, która dla wielu firm oznacza realny wzrost kosztów prowadzenia działalności.
Zmiany te dotkną szerokiej grupy – w Polsce około 2,5 mln osób pracuje na własny rachunek. Dla nich rządowe prognozy oznaczają jedno: większe koszty, większą presję finansową i trudniejsze warunki funkcjonowania na rynku. W praktyce część tych kosztów zostanie przeniesiona na klientów, co może dodatkowo wpływać na poziom cen w gospodarce.
Powstaje więc wyraźny paradoks. Z jednej strony rząd zapowiada wzrost wynagrodzeń i stabilną sytuację gospodarczą, z drugiej – zwiększa obciążenia, które ten wzrost w dużej mierze niwelują. W efekcie choć na papierze Polacy mają zarabiać więcej, w rzeczywistości coraz większa część tych pieniędzy wraca do państwa.
źr. wPolsce24 za Fakt.pl











