To jednak nie byli terroryści? Zaskakujące informacje o próbie zamachu na brytyjską bazę wojskową

Jak informowaliśmy wcześniej, do incydentu doszło w nocy z soboty na niedzielę. Wracająca z imprezy mieszkanka wioski Whelford zauważyła, że drogę blokują trzy podejrzane furgonetki. Gdy zauważyła uciekających mężczyzn o bliskowschodnim wyglądzie, z których część miała na sobie maski lub kominiarki, powiadomiła policję. Policjanci szybko aresztowali pięć osób – obywateli Wielkiej Brytanii mieszkających w Londynie.
Nie było bomb
Whelford leży po sąsiedzku z bazą Królewskich Sił Powietrznych Fairford. Ta baza od czasów Zimnej Wojny jest wykorzystywana przez amerykańskie siły powietrzne USAF, to jedyna baza, z której mogą operować ich bombowce strategiczne. Była wykorzystywana podczas wojny w Iranie, a reżym w Teheranie groził, że każda taka placówka może stać się celem. Sprawiło to, że od razu zaczęto podejrzewać, że ta piątka została aresztowana w trakcie dokonywania zamachu terrorystycznego. Tym bardziej, że – jak donosili lokalni mieszkańcy – w bazie od tygodnia panował ewidentny niepokój i zwiększono środki bezpieczeństwa.
Policja znalazła w furgonetkach beczki na wodę i po oleju. Na miejsce ściągnięto wojskowych saperów z robotem. Ewakuowano także 85 domów w Whelford. Część ewakuowanych zamieszkała z rodzinami, ok. 60 osób trafiło do centrum wypoczynkowego w Cirencester, a 28 kolejnych zameldowano w hotelach. Teraz policja ujawniła jednak, że w tych beczkach nie odnaleziono materiałów wybuchowych. Jak donosi Guardian, w jednej z nich było paliwo, pozostałe były puste.
To byli zwykli złodzieje?
Już wcześniej w brytyjskich mediach społecznościowych pojawiły się spekulacje, że doszło do pomyłki. Niektórzy byli przekonani, że policja w rzeczywistości zatrzymała zwykłych złodziei – wysokie ceny paliw sprawiły, że kradzieże np. oleju napędowego z maszyn rolniczych stały się ostatnio prawdziwą plagą – a bliskość bazy wojskowej używanej przez Amerykanów, napięta sytuacja międzynarodowa i fakt, że ta baza była w stanie alarmu sprawiły, że uznano ich z góry za terrorystów.
Te spekulacje nasiliły się w niedzielę, kiedy policja niespodziewanie zwolniła zatrzymanych z aresztu, co wywołało zdziwienie zarówno w Wielkiej Brytanii, jak i w USA. Fakt, że Donald Trump sugerował, że zatrzymani byli znani służbom, sekretarz stanu Marco Rubio twierdził, że incydent był bardzo poważny, a premier Andy Burnham zwołał nadzwyczajne posiedzenie sztabu kryzysowego Cobra miał, według tej teorii, służyć przykryciu kompromitacji służb.
Sam wezwał policję
W tej teorii jest jednak jeden znaczący problem. Jak donosi dziennik The Times, jeden z zatrzymanych mężczyzn sam zadzwonił wcześniej na policję. Stało się to na godzinę przed telefonem kobiety, która ich zauważyła. Wcześniej policja przyznawała, że miała informacje o tym incydencie z wielu źródeł, ale nie wchodziła w szczegóły. Nie jest jasne, czy dzwonił, by złożyć na samego siebie donos, ale to tłumaczyłoby, dlaczego policji udało się tak szybko zmobilizować znaczne siły, łącznie z policyjnym helikopterem.
Ten fakt sprawia jednak, że cała sprawa stałą się jeszcze bardziej tajemnicza. Nie da się teraz wykluczyć, że chociaż nie planowano zamachu, to była to celowa prowokacja. Można też podejrzewać, że mocodawcy zatrzymanych mężczyzn chcieli sprawdzić w praktyce zabezpieczenia brytyjskich baz wojskowych. Jeśli to prawda, to niewykluczone, że w przyszłości dojdzie do kolejnych zamachów – tym razem już prawdziwych.
źr. wPolsce24 za Guardian, BBC









