Kierowcy mają płacić więcej? Von der Leyen o tarczach paliwowych: „To faworyzuje bogatych”

Występując na forum Parlamentu Europejskiego, von der Leyen zwróciła uwagę na gwałtowny skok kosztów surowców energetycznych, wywołany zaostrzeniem konfliktu wokół Iranu i paraliżem żeglugi w Cieśninie Ormuz. Jak podkreśliła, od lutego ceny gazu wzrosły o 140 proc., a olej napędowy podrożał dwukrotnie, co łącznie kosztowało europejską gospodarkę dodatkowe 100 miliardów euro.
„Żadnych ogólnych zapomóg”
Szefowa KE jednoznacznie potępiła jednak próby ratowania sytuacji poprzez powszechne obniżki podatków i szerokie tarcze osłonowe przy dystrybutorach.
Wsparcie musi być precyzyjnie celowane. Żadnych powszechnych dotacji, ponieważ to jedynie zwiększa popyt, faworyzuje osoby o najwyższych dochodach i generuje gigantyczne koszty. Zamiast tego potrzebujemy pomocy skrojonej na miarę" – oświadczyła przewodnicząca Komisji Europejskiej.
Jako właściwy kierunek von der Leyen wyróżniła Francję oraz Rumunię, wskazując na tamtejsze mechanizmy bonów energetycznych dedykowanych wyłącznie gospodarstwom domowym o najniższych dochodach.
Jak wygląda francuski model chwalony przez Brukselę?
W przeciwieństwie do rozwiązań obniżających cenę na pylonie dla każdego tankującego, Paryż wdrożył zryczałtowany dodatek paliwowy w kwocie 100 euro (kalkulowany jako ekwiwalent wsparcia rzędu 40 centów na litrze przez okres sześciu miesięcy). Świadczenie nie trafia jednak automatycznie do kierowców – jego wypłata uzależniona jest od spełnienia rygorystycznych kryteriów:
- Konieczność dojazdów do pracy: pokonywanie minimum 15 km w jedną stronę między domem a miejscem pracy lub przejeżdżanie co najmniej 8 000 km rocznie w ramach obowiązków służbowych.
- Kryterium dochodowe: miesięczne wynagrodzenie netto nie może przekraczać 2 035 euro dla osoby samotnej, 4 070 euro dla par wychowujących jedno dziecko oraz 6 100 euro dla rodzin z dwójką dzieci.
Chaos i rozbieżne strategie w stolicach UE
Słowa Ursuli von der Leyen to bezpośrednie uderzenie w kraje, które zamiast selektywnej pomocy socjalnej zdecydowały się na interwencje w podatki i marże. W samej Europie panuje w tej kwestii głęboki podział:
- Polska: Warszawa poszła drogą radykalnych cięć i bezpośredniej kontroli rynku, stojąc w jawnej opozycji do wytycznych Brukseli. Po podpisaniu przez prezydenta Karola Nawrockiego ustawy o podatku od nadzwyczajnych zysków koncernów paliwowych (skierowanej jednocześnie do Trybunału Konstytucyjnego w trybie kontroli następczej), rząd uruchomił kolejną edycję programu „Ceny Paliwa Niżej”. W ramach pakietu obniżono stawkę VAT z 23 do 8 proc. oraz ścięto akcyzę. Co więcej, wprowadzono odgórnie wyznaczane ceny maksymalne paliw, publikowane w regularnych obwieszczeniach przez Ministra Energii, których stacjom benzynowym pod groźbą kar nie wolno przekraczać. Taki mechanizm – choć realnie obniża rachunki wszystkim kierowcom – jest dokładnie tym, przed czym przestrzega von der Leyen.
- Hiszpania: Madryt, wcześniej upomniany przez Brukselę za obniżenie VAT do 10 proc., wprowadził degresywny rabat na podatek akcyzowy od paliw (IEH) rzędu 20 centów na litrze, który również znajduje się pod stałą obserwacją urzędników unijnych.
- Niemcy: Przyjęły pakiet obniżek podatku energetycznego, co łącznie ze zmianami w VAT obniża cenę litra paliwa o ok. 17 centów do końca roku.
- Portugalia: Zdecydowała się na bezpośrednią korektę podatku od produktów naftowych, zmniejszając obciążenie o 23 centy na litrze.
- Włochy: Rząd Giorgii Meloni odszedł od stałych, powszechnych cięć akcyzy (które wygasły z początkiem października), przestawiając się na mechanizm tzw. „ruchomej akcyzy”, uzależniający wysokość podatku od nadwyżek z VAT. Rzym równolegle stawia na wsparcie celowane (bony i dodatki paliwowe na kartach socjalnych dla rodzin o najniższych dochodach), a z uruchomieniem rezerwy 160 mln euro na głębsze ulgi wstrzymuje się do czasu decyzji na forum Rady Europejskiej, domagając się wspólnych unijnych rozwiązań
Ideologia ważniejsza niż portfele Europejczyków
Wystąpienie Ursuli von der Leyen dobitnie obnaża całkowite oderwanie unijnych elit od codziennych problemów zwykłych obywateli. Zamiast realnej walki ze skutkami kryzysu energetycznego, Bruksela po raz kolejny próbuje narzucić państwom członkowskim biurokratyczny gorset i zablokować skuteczną ochronę portfeli milionów kierowców. To jasny sygnał, że dla unijnych urzędników dogmatyzm i wpływy fiskalne wciąż ważą więcej niż poczucie bezpieczeństwa europejskich rodzin.
źr. wPolsce24 za ABC









