Rosyjski dron uderzył w pociąg do Warszawy

W nocy z soboty na niedzielę doszło do kolejnego, zmasowanego uderzenia powietrznego Federacji Rosyjskiej na infrastrukturę Ukrainy. Tym razem jednak putinowska machina wojenna zaatakowała cel znajdujący się dosłownie na przedpolu Polski – w rejonie stacji Jagodzin, w bezpośrednim sąsiedztwie przejścia granicznego Dorohusk–Jagodzin.
Celem rosyjskiego drona (według wstępnych informacji odrzutowej maszyny operującej w zaawansowanej sieci mesh) stała się lokomotywa manewrowa pociągu pasażerskiego nr 67 relacji Kijów–Warszawa. Do wybuchu doszło zaledwie dwa kilometry od granicy z Polską.
Cud, że nikt nie zginął
Jak poinformowały ukraińskie koleje państwowe (Ukrzaliznycia), dzięki błyskawicznej reakcji personelu kolejowego pasażerowie składu jadącego do stolicy Polski zostali w porę ewakuowani. Ewakuowano również podróżnych z 19 innych pociągów znajdujących się w tym rejonie. Choć lokomotywa została trafiona, żaden z pasażerów nie odniósł obrażeń. Z oficjalnych komunikatów wynika także, że w składzie nie było obywateli polskich.
Incydent ten nie był odosobniony. Jak przekazał rzecznik Nadbużańskiego Oddziału Straży Granicznej mjr Dariusz Sienicki, tej samej nocy około 800 metrów od przejścia granicznego rosyjski bezzałogowiec uderzył w samochód ciężarowy. Z kolei komunikaty MSWiA wskazywały na uderzenie w stację paliw w strefie przygranicznej. W sumie Rosjanie użyli w nocnym ataku ponad 450 dronów oraz pocisków manewrujących.
Świadkiem paraliżu na granicy był m.in. były prezes PKP Jakub Karnowski, który wracał ze Lwowa. Z jego relacji wynika, że przejście w Korczowej zostało wstrzymane i zamknięte po godzinie 5 rano ze względów bezpieczeństwa.
Granica państwowa pod presją. Czas na twarde decyzje
Atak na skład zmierzający bezpośrednio do Warszawy – przeprowadzony zaledwie 2000 metrów od słupów granicznych RP – to wyraźny sygnał ostrzegawczy. Rosja bez skrupułów testuje margines błędu i odporność psychologiczną państw wschodniej flanki NATO. Wystarczyłby minimalny błąd w naprowadzaniu lub awaria układu sterowania, a rosyjska głowica bojowa eksplodowałaby na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej, niszcząc polską infrastrukturę lub zabijając polskich funkcjonariuszy Straży Granicznej i celników.
Wydarzenia te po raz kolejny stawiają na porządku dziennym fundamentalne pytania o bezpieczeństwo wschodniej granicy państwa:
-
Szczelność obrony powietrznej: Czy polskie systemy radiolokacyjne i obrony przeciwlotniczej wzdłuż Lubelszczyzny i Podkarpacia są w stanie natychmiast neutralizować obiekty manewrujące w strefie zaledwie kilkuset metrów od naszej granicy?
-
Reakcja sojusznicza i dyplomatyczna: Czy polskie władze podejmą zdecydowane kroki na forum NATO w związku z faktem, że rosyjskie pociski uderzają w bezpośrednie ciągi komunikacyjne łączące Polskę z Kijowem?
-
Ochrona infrastruktury krytycznej: Przejścia graniczne w Dorohusku, Korczowej czy Hrebennem to kluczowe arterie handlowe i strategiczne dla bezpieczeństwa państwa. W obliczu bezczelności Kremla konieczne jest natychmiastowe wzmocnienie osłony wojskowej w tym rejonie.
Polacy nie mogą być usypiani komunikatami, że „nic się nie stało, bo dron spadł po tamtej stronie”. Dwa kilometry w realiach współczesnej wojny rakietowo-dronowej to ułamek sekundy. Czas na zdecydowane demonstracje siły i bezkompromisowe zabezpieczenie polskiego nieba.
źr. wPolsce24









