Niemiecka bezczelność nie zna granic! Z pomocą polskich "donosicieli" prasa robi z nas neonazistów polujących na Ukraińców

Niemiecki „Bild” w swoim najnowszym paszkwilu alarmuje o rzekomym „polowaniu polskich neonazistów” na obywateli Ukrainy. Autor artykułu, Til Biermann, z dramatycznym zacięciem opisuje „lato nienawiści” i „brązową falę”, która ma rzekomo przetaczać się przez nasz kraj. Dowody na tę apokaliptyczną wizję? Dziennik przywołuje dane policji, z których wynika, że w pierwszej połowie 2026 roku zgłoszono 180 przestępstw wobec Ukraińców.
Manipulacja danymi
Zatrzymajmy się przy tych liczbach, bo to one najlepiej obnażają niemiecką manipulację. W Polsce żyje obecnie około miliona Ukraińców posiadających oficjalny status uchodźcy, a kolejne pół miliona posiada prawo do stałego pobytu. 180 incydentów (w tym pobicia, ale zapewne też zwykłe kłótnie czy wyzwiska) na 1,5 miliona osób w niemal 40-milionowym państwie to margines, który zdarza się w każdym społeczeństwie na świecie. Robienie z tego „fali nazizmu” i „polowania” to celowe zakłamywanie rzeczywistości. Dla porównania, w samych Niemczech każdego dnia dochodzi do drastycznych aktów przemocy z udziałem migrantów, a skrajna prawica rośnie w siłę w landach wschodnich. Ale to Polaków Berlin postanowił uczyć tolerancji.
Festiwal plucia na własny kraj
Niemiecka propaganda nie byłaby tak skuteczna, gdyby nie mogła liczyć na usłużnych informatorów znad Wisły, którzy chętnie pobiegną do zagranicznej prasy, by oskarżać własną ojczyznę. „Bild” z upodobaniem cytuje lewicowego reżysera Przemysława Wojcieszka. Ten w histerycznym tonie opowiada o tym, że sprawcy to „często klasa robotnicza”, a ludzie „wariują i atakują dzieci”. Wojcieszek snuje przy tym absurdalne wizje, że jeśli skrajna prawica przejmie władzę, „zrobi obrzydliwe rzeczy z Ukraińcami – i wyjdzie z UE”.
Wtóruje mu na łamach „TAZ” Mirosław Skórka, przewodniczący Związku Ukraińców w Polsce, który winą za rzekomą rosnącą agresję obarcza… polskich polityków, w tym prezydenta Karola Nawrockiego. Skórka zarzuca głowie państwa, że uważa Polskę za „lepszą i silniejszą od Ukrainy”, co ma wynikać z rzekomego „postkolonialnego poczucia wyższości”. To policzek wymierzony milionom Polaków, którzy oddawali swoje oszczędności, czas i mieszkania, by ratować uciekających przed wojną sąsiadów.
Rzekome „utrudnianie życia”
Lewicowy „Die Tageszeitung” idzie o krok dalej i narzeka na to, że Polska rzekomo celowo „utrudnia Ukraińcom życie”. Jako dowody podaje m.in. długie kolejki na przejściach granicznych. Niemiecki dziennikarz zdaje się nie zauważać, że wschodnia granica Polski to zewnętrzna, najpilniej strzeżona granica Unii Europejskiej i NATO, stykająca się z państwem objętym brutalną wojną i zagrożona rosyjskimi prowokacjami. Kontrole muszą trwać, bo tego wymaga bezpieczeństwo Polaków i całej Europy.
Dalej TAZ ubolewa nad tym, że Polska uszczelniła system socjalny. Gazeta narzeka na rzekome „odbieranie” ubezpieczenia zdrowotnego osobom bez statusu uchodźcy czy ograniczenia w wypłacaniu zasiłków na dzieci (np. wobec osób, które nie przebywają stale w Polsce). To, co dla lewicowej prasy niemieckiej jest „rasizmem”, dla polskiego rządu i obywateli jest zwykłym, zdroworozsądkowym uszczelnianiem państwowej kasy, by zapobiegać wyłudzeniom.
Celowy atak na wizerunek Polski
Cały ten niemiecki atak medialny ma jeden czytelny cel: odwrócić uwagę od potężnych problemów społecznych i gospodarczych w samych Niemczech oraz zrujnować wizerunek Polski na arenie międzynarodowej. Oskarżanie Polaków – narodu, który wycierpiał najwięcej z rąk prawdziwych, niemieckich oprawców – o tworzenie „brązowej fali” to nie tylko historyczna bezczelność, ale wręcz celowa polityczna dywersja.
źr. wPolsce24 za DW









