Zełeński działa Polakom na nerwy, ale uważajmy na tych, którzy na tym żerują. Kolejna "afera autobusowa"

Ukraińskie Centrum Przeciwdziałania Dezinformacji ustaliło, że film w rzeczywistości nie ma związku z Polską. Materiał pojawił się w sieci na początku czerwca 2026 roku i od początku funkcjonował z rosyjskim opisem. Jak wskazano, zdarzenie miało miejsce w rosyjskim Jarosławiu.
Pierwotny podpis brzmiał „zeki słuchają piosenek”. Słowo „zeki” to w rosyjskim slangu określenie więźniów lub skazańców, co dodatkowo pokazuje, że nagranie funkcjonowało w zupełnie innym kontekście niż ten, który nadano mu później.
Szczegóły zdradzają prawdę
Analiza samego nagrania również podważa tezę o jego „polskim” pochodzeniu. Widać na nim autobus odpowiadający pojazdom marki MAZ, powszechnie używanym w Rosji. W szerszym kadrze dostrzegalne są także rosyjskie flagi.
Dodatkowym tropem jest piwo trzymane przez jednego z mężczyzn – ESSA – które nie jest dostępne w sprzedaży w Polsce. To detale, które w połączeniu tworzą spójny obraz prawdziwego miejsca zdarzenia.
Manipulacja i fala komentarzy
Mimo tych faktów nagranie zaczęło funkcjonować w polskiej przestrzeni internetowej z zupełnie nowym opisem. Towarzyszące mu komentarze sugerują, że przedstawia ono zachowanie Ukraińców w Polsce, często w bardzo emocjonalnym i agresywnym tonie.
Zdaniem ukraińskiego ośrodka nie jest to przypadek. Wokół nagrania odnotowano wzmożoną aktywność kont powiązanych z rosyjską propagandą, które wzmacniają jego zasięg i podsycają określoną narrację.
Cel: wzbudzić emocje i podziały
Eksperci wskazują, że tego typu działania wpisują się w szerszy schemat dezinformacji. Prawdziwe nagranie zostaje opatrzone fałszywym kontekstem, a następnie rozpowszechnione w taki sposób, by wywołać silne emocje i pogłębić społeczne napięcia.
W tym przypadku chodzi przede wszystkim o budowanie niechęci wobec Ukraińców przebywających w Polsce i podważanie relacji między oboma narodami.
Wniosek: sprawdzaj, zanim uwierzysz
Sprawa pokazuje, jak łatwo zmanipulować przekaz i jak szybko taka treść może się rozprzestrzenić. Dlatego w przypadku viralowych nagrań kluczowe jest zachowanie dystansu i weryfikowanie źródeł, zanim uzna się je za prawdziwe.
źr. wPolsce24 za interia.pl/X











