Katastrofa Germanwings wraca na wokandę. 150 osób zginęło, rodziny pozywają Niemcy

24 marca 2015 roku Airbus A320 linii Germanwings, lecący z Barcelony do Düsseldorfu, rozbił się we francuskich Alpach. Zginęło 150 osób. Śledztwo wykazało, że drugi pilot, 27-letni Andreas Lubitz, celowo skierował samolot w zbocze góry, wcześniej zamykając kapitana za drzwiami kokpitu. Cierpiał na zaburzenia psychiczne.
Nowy proces, nowy pozwany – państwo zamiast Lufthansy
W piątek, przed Sądem Krajowym w Brunszwiku rozpoczęło się postępowanie. 30 bliskich ofiar pozywa Republikę Federalną Niemiec, domagając się odszkodowań w wysokości od 500 do 110 tys. euro. Powodowie argumentują, że przed katastrofą nie przeprowadzono wystarczającej kontroli zdolności Lubitza do wykonywania zawodu pilota. Ich zdaniem ówczesne oceny lekarzy medycyny lotniczej zbyt powierzchownie uwzględniały jego zaburzenia psychiczne. Według powodów nie przestrzegano w pełni obowiązujących przepisów.
Dlaczego państwo, a nie linie lotnicze?
Dotychczasowe pozwy przeciwko Lufthansie kończyły się niepowodzeniem. Sądy uznały, że to nie linia lotnicza odpowiada za medyczny nadzór nad pilotami, lecz państwo – w tym przypadku Luftfahrt-Bundesamt (Federalny Urząd Lotnictwa) w Brunszwiku, który nadzoruje badania lotniczo-lekarskie. Większość ofiar pochodziła z Hiszpanii i Niemiec. Wśród nich było 16 uczniów i dwie nauczycielki z gimnazjum w Haltern am See. Bliscy otrzymali już wcześniej zadośćuczynienie od Lufthansy, ale dla wielu rodzin – jak podkreśla Engelbert Tegethoff, który stracił córkę – proces to przede wszystkim oficjalne uznanie państwowych zaniedbań.
Sąd daje niewielkie nadzieje
Sąd już wcześniej wskazywał, że rodziny powinny kierować roszczenia do Lufthansy. Przed procesem sędzia zapowiedziała, że powództwo nie ma szans na powodzenie. Postępowanie może potrwać kilka dni lub tygodni.
źr. wPolsce24 za Euronews/Tagesschau/Deutschlandfunk











