Dokąd naprawdę trafiają unijne miliardy? Porażający raport ujawnia prawdę o reformach na Ukrainie

Od wybuchu wojny państwa Unii Europejskiej oraz brukselska biurokracja pomagają Ukrainie finansowo i materiałowo na niespotykaną dotąd skalę. Kijów od 2022 roku posiada status kandydata do UE i regularnie otrzymuje ogromne transze wsparcia. Przykładem jest choćby niedawne porozumienie z Komisją Europejską na kwotę 10 miliardów euro na produkcję broni, pochodzących z gigantycznego programu Ukraine Support Loan o wartości 90 miliardów euro.
Gdy jednak przychodzi do rozliczeń i egzekwowania obietnic dotyczących naprawy państwa, "entuzjazm integracyjny" w Kijowie natychmiast opada.
Mizerne efekty i ciche tolerowanie korupcji
Jak wskazuje Forsal.pl, wymóg przeprowadzenia zmian w sądownictwie i praworządności idzie „jak po grudzie”, a realne reformy są wręcz sabotowane przez zaplecze polityczne prezydenta Wołodymyra Zełenskiego. Zamiast zdecydowanych walk z łapówkarstwem, ukraiński parlament uchwala przepisy pełne luk prawnych.
Jednym z niewielu przegłosowanych projektów była ustawa dotycząca oświadczeń majątkowych sędziów, która – według organizacji pozarządowych – została skonstruowana tak, by w rzeczywistości ułatwiać ukrywanie majątków. Eksperci oceniają postępy integracyjne i reformatorskie Kijowa na zaledwie 15 punktów w 100-stopniowej skali.
Można powiedzieć: Zdigitalizowaliśmy orzeczenia sądów, sukces!, a jednocześnie nie zrobiliśmy nic z Sądem Najwyższym” – zauważa w rozmowie z mediami Mychajło Żernakow, były sędzia i szef ukraińskiej Fundacji Dejure.
Opóźnienia, korupcja i paraliż Prokuratury Generalnej czy Sądu Najwyższego (którego były prezes został niedawno skazany za przyjęcie łapówki) są tłumaczone wojną, brakiem środków lub rzekomą niezgodnością z konstytucją. Eksperci nazywają tę taktykę wymówek wprost: „antyreformatorskim bullshit bingo”.
Brukselska naiwność na koszt podatników
Większość Ukraińców (aż 75%) nie ufa własnym sądom, a brak praworządności jest zdaniem zagranicznych inwestorów większą barierą niż same działania wojenne. Mimo to władze w Kijowie doskonale wiedzą, że unijne elity i tak nie odetną kroplówki z gotówką.
W ukraińskim rządzie panuje przekonanie, że Bruksela w imię poprawności politycznej renegocjuje wymogi lub po prostu zapomni o swoich warunkach. Unijni urzędnicy wolą udawać, że nie widzą problemu, zamiast postawić twarde warunki i konsekwentnie rozliczać każdą przelaną złotówkę czy euro.
Pytanie, jak długo podatnicy krajów członkowskich UE mają finansować system, w którym realne zmiany są zastępowane piarowymi sztuczkami i politycznym cwaniactwem. Bez twardego stanowiska i rozliczania z obietnic, unijna pomoc nadal będzie trafiać do bezdennej beczki.
źr. wPolscee24 za "The Economist", forsal.pl











