Broń wymierzona w żołnierzy NATO i zuchwały sabotaż. Brutalny atak na granicy z Białorusią

Sytuacja na wschodniej granicy Sojuszu Północnoatlantyckiego pozostaje napięta. Jak poinformował szef Ministerstwa Spraw Wewnętrznych Łotwy Janis Dombrava, służby udaremniły „szczególnie demonstracyjną i agresywną” próbę sforsowania granicy. W nocy białoruskie służby i współpracujący z nimi przestępcy zorganizowali szturm grupy około 20 nielegalnych imigrantów. Jednak tym razem nie skończyło się na zwykłym przecinaniu zaporów czy rzucaniu gałęziami, imigranci byli eskortowani przez uzbrojonych ludzi w kominiarkach.
Broń wymierzona w żołnierzy i bezczelny sabotaż
Według relacji ministra Dombravy, zamaskowana eskorta po stronie białoruskiej brutalnie popychała i zmuszała migrantów do marszu wprost na łotewskie posterunki. Gdy napotkali opór twardo stojącego na straży granicy wojska, uzbrojeni osobnicy zaczęli bezpośrednio grozić łotewskim żołnierzom.
Łotewscy mundurowi nie ugięli się i nie dopuścili do nielegalnego przekroczenia rubieży państwowej przez migrantów. Chwilę później doszło jednak do zuchwałej dywersji: zamaskowani napastnicy na moment wdarli się na terytorium Łotwy, zniszczyli systemy dozoru i ukradli dwie kamery monitoringu, po czym zbiegli z powrotem na Białoruś, nim na miejsce dotarły dodatkowe posiłki straży granicznej.
Tego rodzaju incydenty graniczne mogą prowadzić do poważnych konsekwencji dla Mińska – ostrzegł bezkompromisowo minister spraw wewnętrznych Janis Dombrava.
Szef łotewskiej Straży Granicznej, generał Guntis Pujats, w rozmowie z agencją LETA ujawnił, że uzbrojeni bojownicy to najprawdopodobniej członkowie zorganizowanych grup przestępczych, którzy działają pod bezpośrednim parasolem ochronnym białoruskich służb specjalnych.
Pujats zwrócił uwagę na niepokojący trend: choć sama fizyczna zapora jest trudniejsza do sforsowania, Mińsk przestawia się na metody czystego sabotażu, a celem staje się niszczenie infrastruktury elektronicznej i technologicznej, która czuwa nad bezpieczeństwem państwa.
Szlak do serca Europy. Ryga mówi: „Dość”
Łotewska armia nie ma złudzeń: nie mamy do czynienia ze spontanicznym kryzysem humanitarnym, lecz ze skalkulowaną, państwową operacją hybrydową, w której imigranci z Afryki i Bliskiego Wschodu są używani jako żywe taran. Celem jest destabilizacja wschodniej flanki NATO i wywarcie presji na państwa narodowe strzegące suwerenności swoich granic.
W odpowiedzi na zaostrzający się kryzys minister obrony Raivis Melnis poinformował o przedłużeniu specjalnej, połączonej operacji sił zbrojnych, policji i straży granicznej pod kryptonimem „Wilkołak” (łot. Vilkatis) do końca grudnia.
Przez szlak białorusko-łotewski ludzie są kierowani w głąb Europy. W ostatnich tygodniach zatrzymaliśmy znacznie więcej przemytników ludzi. Zdecydowaliśmy o przedłużeniu operacji, aby bezwzględnie zwalczać proceder nielegalnej imigracji i wdrażać najnowocześniejsze systemy wojskowego nadzoru - oświadczył minister Melnis.
Presja rośnie. Łotwa zamyka kordon
Liczby pokazują bezwzględną skalę naporu. Od początku roku łotewscy funkcjonariusze powstrzymali już ponad 12 tysięcy prób nielegalnego wtargnięcia do kraju – to tyle, ile wynosił bilans całego poprzedniego roku. Oprócz szturmów naziemnych, w ostatnich miesiącach służby odkrywały także profesjonalnie przygotowane tunele podkopane pod linią graniczną.
W odpowiedzi na działania reżimu Łukaszenki rząd w Rydze zamknął już przejścia graniczne i podwoił obsadę kordonu bezpieczeństwa. Łotwa - podobnie jak Polska - pokazuje, że nienaruszalność granic państwowych i bezpieczeństwo własnych obywateli są wartościami nadrzędnymi, a każda próba naruszenia suwerenności spotka się ze zdecydowanym oporem armii.
źr. wPolsce24 za X/Leta/Press.lv









