Tragedia w Kalifornii. Amerykański bombowiec rozbił się tuż po starcie

B-52 to podstawowy bombowiec strategiczny USA. Może przenieść aż 32 tony bomb lub pocisków manewrujących, w tym broń atomową, i ma ponad 14 tys. km zasięgu, z możliwością przedłużenia go przez tankowanie w locie. Został przyjęty na służbę w połowie lat pięćdziesiątych, a jego produkcję zakończono w 1962 roku. Okazał się jednak na tyle dobrą maszyną, że dzięki licznym modernizacjom służy do dziś i ma szansę na zostanie pierwszym w historii samolotem, który pozostanie w służbie przez sto lat. Jego załogi nazywają te maszyny BUFF – co jest skrótem od „wielki, paskudny, gruby s***wiel”.
Rozbił się tuż po starcie
Jak informuje BBC, do katastrofy B-52 doszło w poniedziałek ok. 11:20 czasu lokalnego. Samolot wystartował do rutynowej misji testowej – pułkownik James Hayes poinformował, że miała związek z modernizacją radarów w tej bazie. Wkrótce po starcie spadł i rozbił się o pas startowy.
Na pokładzie bombowca było osiem osób. Hayes poinformował, że była to mieszana załoga złożona z żołnierzy Sił Powietrznych, cywilnych pracowników rządowych i rządowych kontraktorów. Wiadomo, że leciało nim także dwóch pracowników Boeinga, który wyprodukował ten samolot.
Od razu wiedzieli, że nikt nie przeżył
Hayes wyznał, że od razu wiedzieli, że tej katastrofy nie da się przeżyć. Tożsamości ofiar na razie nie zostały ujawnione. Stanie się to dopiero 24 godziny po tym, gdy o ich śmierci zostaną zawiadomione ich rodziny.
Siły powietrzne nie chcą na razie spekulować o przyczynach tej katastrofy. Hayes powiedział, że zostaną ujawnione po wstępnych śledztwach, które potrwają do 30 dni. Właściwe śledztwo, które ustali wszystkie kulisy tej tragedii, może potrwać ponad pół roku.
źr. wPolsce24 za BBC











